Prawo do pomyłki.

Słyszę klucz w zamku, tracę równowagę, jedna noga wsunięta w dżinsy. To nie włamywacze, głos taty z korytarza brzmi jak szept przez mgłę: sportowa torba pod łóżkiem, nie mogę przecież powiedzieć, że byłem na treningu. Nagle, jakby z eteru, głos cioci Hani: Kochanie, tak za tobą tęskniłam, nie mogę się doczekać Upiekłam twoje ulubione pierogi, spiesz się, stygną! Głos rozpoznaję od razu ciocia Hania, koleżanka taty, siostra przyjaciółki mamy, zawsze taka inna. Lubiłam to. Dopiero po chwili zrozumienie uderza mię jak dzwon.

Mama? Nie wolno jej powiedzieć. Ból byłby zbyt wielki przecież rozpaczała nawet po naszej głupiej kłótni o klasówkę. Zostałam wspólnikiem taty: osłaniam jego spóźnienia, przypominam o świętach. Chłodem się mu odpłacam.

Minęło. Tata wracał na czas. Ja zdałam egzaminy. Spotkałam Marcina, starszego studenta prawa. Graliśmy na gitarach w parkach. Pewnego wieczoru wracałam późno, skradając się na palcach.

Jagoda? głos mamy w półmroku. Oczy miała czerwone. Kupowałaś coś w jubilerze? Widziałam paragon. Kolczyki. Przeczucie: Tak! Śpieszyłam się! Prezent dla Pauliny, wie mama, przebiła uszy niedawno! Mama odetchnęła. Jesteś jak ojciec! Taka pamiętliwa

Kłamstwo bolało. Postanowiłam skończyć z tym. Nie z tatą. Z ciocią Hanią. Uciekłam z liceum, do redakcji gdzie pracowali. Tata był na wywiadzie. Weszłam do jej gabinetu Główny Redaktor na drzwiach.

Jagoda? zdziwiła się Hania.
Te kolczyki kupił ci tato? wypaliłam, głos źle drżał.
Co?
Wszystko wiem. Mamie dostał się paragon. Nie wstyd ci?
Jej twarz się przemieniła. Gniew? Coś jeszcze. Twój tata kupował kolczyki w jubilerze?

Nie coś! Kolczyki! Srebrne z krysztalami! zobaczyłam je teraz błyszczące na jej uszach jak łzy lodu.
Wyjedź stąd, kochanie. To nie dla ciebie. W jej głosie coś mnie zmroziło.
Tego wieczora udałam ból głowy. Słyszałam powrót taty. Nazajutrz był dziwnie ponury.

I zniknął. Zamieszkał z praktykantką Lubą. Ta głupia od kolczyków. Ciocia Hania ją zwolniła, jak usłyszała od mamowej przyjaciółki: Hania święta! Natychmiast! Kto by pomyślał, że on do niej odejdzie! Plemię Karwackie! Mama płakała pod drzwiami: To ja winna! Mało uwagi śledziłam go Hania niewinna!

Tylko ja wiedziałam: to moja wina. Dom zamienił się w senny koszmar. Mama płakła. Ja łapałam dwóje. Z Pauliną się pokłóciłam. Z Marcinem też wiecznie grał, pracował jako kurier w weekendy. Pewnego dnia na kinie powiedziałam mu wszystko, co myślałam o umawianiu się i słomianych umowach. Wyrzuciłam jego numer.

Dzień jak sen koszmarnego mara. Wróciłam wcześniej, bezwiednie. Klucz w zamku. Tak jak wtedy. Może czas się odwrócił? Rozpoznaję głos mamy. I inny głos. Męski śmiech jak dzwonek metalowy. Zalotnik?! Nie mogą myśleć, że tu nikogo nie ma! Otwieram drzwi z furią. Stoi tata.

Jagoda? Co ty robisz w domu? mama wyszła z cienia.
Brzuch mnie boli. Zwolnili.
Brzuch? Wzywam pogotowie?! tata się rzucił.
Co on tu robi?! jad w głosie.
Jagoda! Ton! mamę to tknęło.
Nie chcę go!
Mama położyła mu rękę na ramię. Jagoda, musimy pogadać. Tata, jakby nigdy nie wychodził, poszedł boso do kuchni. Mama wciągnęła mnie do pokoju.
Czemu on tu jest?
Ona jest twoim tatą, Jagódko. Ludzie się mylą. Trzeba umieć wybaczać. Zrozumiał swój błąd. Chce wrócić.
Wrócić?!
To też jego dom.
I ty mu wierzysz?! Ciebie oszukiwał!
Mama wzruszyła ramionami. Tak obojętnie. Jakby to była księżycowa powierzchnia. Jego też oszukano. Ta dziewczyna powiedziała, że jest w ciąży. Dlatego wyszedł.

Zapomniałam! Mama nie wie o kolczykach! O Hani! Ależ to ciocia Hania zwolniła tamtą z powodu kolczyków?!
Nie, kochanie. To są sprawy dla dorosłych. Kocham tatę. On kocha mnie. Jakoś to ułożymy.

W głowie mi się pląta. Ja się obwiniłam. A to nie o kolczyki! Mama przebacza?! Tak po prostu? Myślałam ucieszysz się od kiedy odszedł, byłaś taka smutna

Pokręciłam głową. Idę do szkoły. Brzuch przestał. Wzięłam pusty plecak. Wyszłam nim zdążyła cokolwiek rzec.

Nie do szkoły. Zadzwoniłam do Pauliny: Podrobisz podpis mojej mamy? Chcę tatuaż.

Bez kitu! Czekaj w Galerii!
Po trzech godzinach na przedramieniu lśnił napis: Miłość jest ślepa. Wykasowałam numer Marcina. Postanowiłam: nigdy więcej miłości. Nigdy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 + dziewiętnaście =

Prawo do pomyłki.