Prawo do błędu. Alicja odkryła sekret ojca przypadkiem wtorek spędziła poza szkołą, towarzysząc przyjaciółce w wizycie u tatuażysty. Wstąpiła do domu przebrać się, by nie jechać do galerii w mundurku. Wciągała dżinsy, gdy zgrzytnął klucz w zamku. Zastygła na nodze, druga uwięzła w nogawce. Pomyślała nawet o włamywaczach, lecz go poznała tata rozmawiał niby przez telefon.
– Zaraz wezmę garnitur i jadę. Nie mogę przecież twierdzić, że byłem na siłce, skoro torba leży pod łóżkiem.
Pomyliła się to nie były słuchawki, lecz głosowa wiadomość, bo po chwili usłyszała kobietę:
– Kochanie, jak ja tęsknię, nie mogę się doczekać… A poza tym, upiekłam twoje ulubione pierogi, więc się spiesz, stygną! Całusy!
Zrozumienie przyszło z opóźnieniem. Najpierw rozpoznała głos: ciocia Kasia, koleżanka ojca z pracy, przy okazji siostra przyjaciółki mamy, często bywająca u nich. Alicji się podobała nie była jak inni dorośli, nie udawała wszechwiedzącej, lubiła zabawę i współczesną muzykę, nie te żałosne piosenki rodziców. Dopiero gdy zastanowiła się, czemu ciocia Kasia wysyła ojcu głosówki, pojęła znaczenie słów.
Klucz znów zgrzytnął, w mieszkaniu zapadła cisza. Alicja osunęła się na łóżko, odtwarzając w myślach słowa cioci Kasi. Nie, nie przesłyszała się. Jej ojciec miał romans. I co teraz? Powiedzieć mamie czy nie? Jak się zachowywać wobec taty i tej kobiety?
Nierozstrzygnięta pobiegła do przyjaciółki ta zasypała ją pięcioma SMS-ami. Czekały na ten dzień miesiąc, wybierając wzór, a Magda mistrzowsko podrabiała podpis mamy. Ale nastrój Alicji przepadł.
– Ala, co się dzieje? nie dawała za wygraną przyjaciółka. Czemu taka naburmuszona? Też chcesz tatuaż? Podrobię mamę, jak nic!
Jakże chciała się komuś zwierzyć, podzielić tym ciężarem, ale nawet Magdzie nie mogła. Udawała więc, że chodzi jedynie o tatuaż.
Przez dwa tygodnie nie szło jej w nauce, unikała koleżanek, rozmów z mamą, ojcu opryskliwie odpowiadała. Co robić dalej nie wiedziała. Pewnego dnia omal nie wyznała mamie, ale ta zgromiła ją za pałę z chemii, skończyło się kłótnią. Wieczorem mama przyszła z eklerkiem, którym Alicja się zajadała:
– Przepraszam, kotku, że na ciebie nakrzyczałam. Wiem, że to niepedagogiczne. Tylko ja… sama wiesz, egzaminy! Tak chcę, żeby ci się powiodło…
– Mamo, daj spokój dam radę! Ten ekler… dla mnie?
– Naturalnie. Pogódźmy się? Nienawidzę, gdy się kłócimy!
Alicja wzięła ciastko, cmoknęła mamę w policzek i postanowiła nigdy jej tak nie zrani. Skoro przeżywa przez ich głupią sprzeczkę, co byłoby, gdyby wiedziała o tacie? Należało za wszelką cenę uchronić ją przed tą wiedzą.
I tak Alicja mimowolnie stała się współwinna: kryła ojca, gdy „został w pracy”, przypominała o rodzinnych świętach i prośbach mamy, odwracała jej uwagę przy jego telefonach. Równocześnież jego poleceniom odmawiała, traktując go opryskliwie, ledwie powstrzymując się od wykrzyczenia, co o nim myśli.
Potem wszystko jakoś wróciło do normy: tata wracał na czas, Alicja zdała egzaminy do drugiej klasy liceumy, cała historia rozwiała się jak zły sen. Poznała też Kacpra dwa lata starszego, studenta pierwszego roku prawa, grającego na gitarze. Wieczorami spotykali się w grupie, a potem znikali we dwoje. I tego wieczora, przy fontannie, czas minął niepostrzeżenie. Spóźniona, wsunęła się cichaczem do domu. „Uff, chyba przeszło”, westchnęła.
– Alicja?
Nie przeszło…
Do pokoju zajrzała mama.
– Trochę późno wróciłaś.
Alicja spodziewała się awantury, lecz mama mówiła raczej do siebie.
– Przepraszam, zasiedziałyśmy się. Mamo, wszystko w porządku?
Nawet w blasku lampy dostrzegła, że mama ma zaczerwienione oczy, jakby płakała.
– Wszystko gra. Powiedz, ty z tatą nie kupowaliście nic w złotnictwie? Tak tylko pomyślałam…
Jakieś przeczucie podpowiedziało jej ostrożność.
– W złotnictwie?
– Trafił mi się paragon na kolczyki i pomyślałam…
– Ach, tak! Przepraszam, zapomniałam powiedzieć. Prosiłam tatę o pieniądze na prezent dla Magdy. Ma urodziny, chciałam coś wyjątkowego. Niedawno przekłuła uszy, więc pomyślałam… Za drogie, co? Wybacz.
Twarz mamy rozpromieniła się.
– Ależ skąd, nie przejmuj się, to ja tak… Jesteś kochana, pamiętasz o ważnych datach, cała w tatę!
Kłamstwo tak ją gryzło, że postanowiła dość! Rozmowa z ojcem wprawiała ją w przerażenie. Ale spotkać ciocię Kasię… Z tym dałaby radę. Co dokładnie powie nie wiedziała, postanowiwszy improwizować.
Tata i ciocia Kasia pracowali w redakcji on jako dziennikarz, ona jako naczelna
Jednak pewnego dnia, gdy przypadkiem natknęła się na Marcina grającego w parku, zrozumiała, że serce nie słucha rozkazu o zakazie kochania.
Prawo do błędu.



