Dziennik Zuzanny Nowak
O ojcu i jego kochance dowiedziałam się przypadkiem tego dnia wagarowałam, towarzyszyłam koleżance do salonu tatuażu w Galerii Krakowskiej. Wchodzić tam w szkolnym mundurku było głupio, więc wpadłam do domu przebrać się. Wciągałam właśnie dżinsy, kiedy w drzwiach zgrzytnął klucz. Zamarłam, ledwo balansując na jednej nodze, druga uwięzła w nogawce. Myślałam nawet o włamywaczach, aż usłyszałam głos taty wydawało się, że z kimś rozmawia przez telefon.
Zaraz złapię torbę i jadę. Nie mogę przecież mówić, że byłem na treningu, jeśli moja torba leży pod łóżkiem.
Pomyliłam się to nie był telefon. Nagrywał wiadomość głosową, bo po chwili usłyszałam kobiecy głos:
Kochanie, tak za tobą tęskniłam, nie mogę się doczekać… Przygotowałam twoje ulubione pierogi, więc się spiesz, bo ostygną. Całuję, całuję!
Sens dotarł do mnie później najpierw rozpoznałam głos: to była ciocia Basia, koleżanka taty z pracy i przyjaciółka mamy, często u nas gościła. Lubiłam ją. Nie udawała, że zna wszystkie odpowiedzi, lubiła zabawę i współczesną muzykę, nie jak te smętne kawałki rodziców. Dopiero gdy pomyślałam, czemu ciocia Basia nagrywa mu wiadomość, zrozumiałam te słowa.
Klucz znów zgrzytnął, w mieszkaniu zapadła cisza. Opadłam na łóżko, powtarzając w myślach słowa cioci Basi nie, nie zwariowałam, tata naprawdę miał romans. I co teraz? Powiedzieć mamie? Jak się zachowywać z tatą i z nią?
Nierozwiązana, pobiegłam do koleżanki już pięć wiadomości wysłała. Czekałyśmy na ten dzień miesiąc, wybierałyśmy wzór, a ona perfekcyjnie podrabiała podpis mamy. Ale teraz humor mi całkiem siadł.
Zuza, co z tobą? nie odpuszczała koleżanka. Dlaczego taka naburmuszona? Też chcesz tatuaż? Podrobię podpis mamy, drobny!
Jak wspaniale byłoby komuś powiedzieć o tej szokującej wieści, podzielić odpowiedzialność. Ale nawet przyjaciółce nie mogłam. Udawałam więc, że chodzi o tatuaż.
Przez dwa tygodnie nie mogłam się uczyć, unikałam spacerów z koleżankami, rozmów z mamą, byłam opryskliwa wobec taty. Co dalej? Pewnego dnia prawie wybuchnęła przed mamą, lecz ona zaczęła gderać o pałe z chemii. Pokłóciłyśmy się okropnie. Wieczorem przyszła z czekoladowym eklerkiem, które uwielbiam:
Przepraszam, kotku, że nakrzyczałam. Wiem, że niepedagogicznie. Tak się martwię o twoje egzaminy! Chcę dla ciebie jak najlepiej…
Mamo, przestań, zdam te egzaminy! Ten ekler dla mnie?
No jasne. Pogodziłyśmy się? Nie znoszę, gdy się kłócimy!
Wzięłam eklera, cmoknęłam mamę w policzek i zobowiązałam się nigdy nie zranię jej tak mocno. Skoro martwi się o tę głupią kłótnię, co będzie, gdy dowie się o tacie? Muszę za wszelką cenę sprawić, by nigdy się nie dowiedziała.
Stałam się mimowolną wspólniczką ojca: kryłam jego spóźnienia, przypominałam o świętach i prośbach mamy, odwracałam jej uwagę, gdy do niego dzwonili. Ignorowałam jego prośby, byłam niegrzeczna, ledwo powstrzymując się, by nie wygarnąć, co myślę.
Potem jakoś się ułożyło: tata wracał punktualnie, zdałam egzaminy, przeszłam do pierwszej klasy liceum, cała sprawa zapadła się jak sen. Poznałam też Kamila dwa lata starszy, student prawa, grał na gitarze. Wieczorami chodziliśmy z paczką, lecz coraz częściej odłączaliśmy się, szliśmy we dwoje. I tego wieczora poszliśmy nad fontannę, czas zleciał dawno powinnam być w domu. Liczyłam, że rodzice nie zauważą. Na palcach wślizgnęłam się do pokoju.
*”Uff, chyba przeszło”*, pomyślałam.
Zuzanna?
Nie przeszło…
Mama zajrzała do pokoju.
Trochę późno dzisiaj.
Spodziewałam się awantury, lecz ona nawet nie czekała na odpowiedź.
Przepraszam, przedłużyło się z koleżankami. Mamo, wszystko w porządku?
Nawet w świetle lampy zauważyłam jej czerwone, zapłakane oczy.
Wszystko gra. Powiedz, nie kupowaliście czegoś z tatą u jubilera? Tak tylko pomyślałam…
Szósty zmysł podpowiedział mi powstrzymanie się.
U jubilera?
Przez przypadek znalazłam paragon na kolczyki i pomyślałam…
Ach, tak! Przepraszam, zapomniałam powiedzieć, że poprosiłam tatę o pieniądze na prezent dla Kasi, miała urodziny, chciałam coś specjalnego. Niedawno przekuła uszy, więc… Chyba za drogo? Przepraszam, mamo.
Twarz mamy rozpromieniła się natychmiast.
Co ty, nie, nie przejmuj się! Ja tak… Jesteś taka dojrzała, że pamiętasz ważne daty, cała w ojca!
Kłamanie mamie było tak przykre, że nazajutrz postanowiłam to skończyć! Mogłabym porozmawiać z ojcem, ale co powiem? Myśl o tym przyprawiała o dreszcz. Ale wizyta u cioci Basi… To już inna sprawa. Choć nie wiedziałam, co powiem, zdecydowałam się improwizować.
Tata i ciocia Basia pracowali w redakcji on pisał arty
Siedziałam, patrząc na świeże jeszcze tatuaże na przedramieniu, i dotykając palcami czerwonawej skóry wokół napisu „Miłość jest śleprza”, przypomniałam sobie ból, którego nauczyła mnie ta historia, pewna, że odtąd żadnej złudzie już się nie oddam, bo ból ten był teraz moją najwierniejszą blizną.
Prawo do błędu.



