Słuchaj, wiesz co się stało Izabeli? Dowiedziała się o romansie ojca zupełnie przypadkiem akurat wagarowała, bo towarzyszyła koleżance Marysi do salonu tatuażu. Do galerii w szkolnym mundurku? Bez jaj, więc wpadła do domu się przebrać. Gdy wciągała dżinsy, w drzwiach klucz się przekręcił. Zamarła jak posąg, balansując na jednej nodze, bo druga utknęła w nogawce. Myślała już o włamywaczach, aż usłyszała głos taty gadał z kimś, jakby przez telefon.
– Zaraz złapię torbę i jadę, przecież nie powiem, że byłem na siłce, skoro mój worek leży pod łóżkiem.
Pomyliła się to nie telefon, tylko wiadomość głosowa, bo po chwili rozległ się kobiecy głos:
– Kochanie, tak za tobą tęsknię, nie mogę się doczekać… A, i upiekłam twoje ulubione pierogi z mięsem, spiesz się, bo wystygną! Całuję mocno!
Zrozumiała to wszystko dużo później najpierw rozpoznała głos: to była ciocia Kasia, koleżanka taty z redakcji i przy okazji siostra przyjaciółki mamy, która u nich bywała. Izka ją lubiła: ciocia Kasia nie udawała, że wie wszystko, potrafiła się bawić, słuchała disco polo, a nie tych staroci, które puszczali rodzice. Dopiero gdy się zastanowiła, dlaczego ciocia nagrywa mu głosówki, dotarło do niej, co usłyszała.
Wtedy znów klucz zgrzytnął i w mieszkaniu zapadła cisza. Izka opadła na łóżko, odtwarzając w głowie słowa cioci Kasi nie, nie zwariowała, tata naprawdę miał romans. I co teraz? Powiedzieć mamie? Jak się zachowywać z tatą i z tą kobietą?
Niezdecydowana, pognała do koleżanki Marysia już pięć sms-ów wysłała. Cały miesiąc wybierały wzór, a Marysia perfekcyjnie podrabiała mamę. Ale Izce humor kompletnie siadł.
– Iza, co z tobą? nie dawała jej spokoju Marysia. Coś cię gryzie? Też chcesz tatuaż? Spoko, podrobię podpis twojej mamy, bułka z masłem!
Jakżeby chciała się komuś zwierzyć, zrzucić ten ciężar, ale nawet koleżance nie mogła. Więc Izka udawała, że chodzi o tatuaż.
Przez dwa tygodnie nie mogła się uczyć, unikała znajomych, mama ją drażniła, tacie ostro odpowiadała. Co dalej nie wiedziała. Prawie się wygadała mamie, ale ta zaczęła ją cisnąć za pałę z chemii, skończyło się kłótnią. Wieczorem mama przyszła z eklerkami, które Izka uwielbia:
– Przepraszam, kotku, że na ciebie nakrzyczałam. Wiem, że to niepedagogiczne. Po prostu tak się denerwuję twoimi egzaminami! Chciałabym, żebyś miała łatwiej…
– Mamo, daj spokój zdasz te egzaminy! Ten ekler dla mnie?
– Jasne. Pogodziłyśmy? Nie cierpię, gdy się kłócimy!
Izka wzięła eklera, cmoknęła mamę w policzek i przyrzekła sobie nigdy jej nie zrani. Skoro tak się przejęła ich głupią sprzeczką, to co by było, gdyby wiedziała o tacie? Trzeba to ukryć za wszelką cenę.
I tak Izka mimowolnie pokrywała ojca: kłamała o jego „nadgodzinach”, przypominała o rodzinnych uroczystościach i prośbach mamy, odwracała jej uwagę, gdy dzwonił. Jednocześnie ignorowała jego prośby, była opryskliwa i ledwo powstrzymywała się, by nie wygarnąć mu, co myśli.
Potem jakoś wróciło do normy: tata wracał na czas, Izka zdała do pierwszej liceum i cała historia zbladła jak zły sen. Poznała też Mikołaja starszego o dwa roczniki, studenta prawa, grał na gitarze. Wieczorami chodzili w grupie, ale coraz częściej odłączali się i szli sami. Także tego wieczora poszli pod fontannę i nie zauważyli, jak czas leci już dawno powinna być w domu. Oby tylko rodzice nie patrzyli na zegarek… Wsunęła się do swojego pokoju na palcach.
„Uff, chyba się udało” pomyślała.
– Izabela?
Nie udało się…
Mama zajrzała do pokoju.
– Trochę dziś późno.
Izka spodziewała się awantury, ale mama nawet nie czekała na odpowiedź.
– Przepraszam, z Marysią i innymi się zaciągnęłyśmy. Mamo, wszystko okej?
Nawet w półmroku zauważyła, że mama ma czerwone, zapłakane oczy.
– W porządku. Powiedz, nie kupowaliście czasem czegoś u jubilera? Tak tylko sobie pomyślałam…
Jakieś przeczucie podpowiedziało jej, żeby nie śpieszyć się z odpowiedzią.
– U jubil?
– Trafił mi się paragon na kolczyki i tak…
– A, no
Jak Eliza schowała telefon, usłyszała ciche pukanie do drzwi mama stała z kolejnym kremówką, szukając po raz kolejny pocieszenia w tym, co jeszcze ich łączyło, ale na nadgarstku córki już świeciła nowa prawda.
Chociaż tusz z czasem się rozmyje, ta lekcja miała zostać z nią już na zawsze.



