Prawdziwa Polka

Prawdziwa kobieta

Małgosia, gdzie ty jesteś?! Przynieś ogórki! Długo jeszcze mam czekać?!

Mąż wyraźnie stracił już cierpliwość, skoro podnosi głos, ale Małgosia była zajęta. Precyzyjnie malowała lewy oka, co rusz przerywając pociągnięcie drogą, dopiero co kupioną maskarą, by z dumą podziwiać efekt. Prawe oko, poddane już tuszowi, nowej kresce i ekskluzywnym cieniom tych samych, którym Hania, przyjaciółka Małgosi, poświęciła niedawno długą recenzję jako idealnym tylko na wielkie przyjęcia zrobiło się dwa razy większe niż z natury. Wręcz lekko niepokojące. Ale na tym Małgosia nie zamierzała poprzestać.

W ogóle nie miała zamiaru rzucać się do łazienki, gdzie w wannie moczyły się ogórki.

To wszystko przez to, że tydzień temu jej mąż, ten sam Piotrek, który teraz uwijał się w kuchni, zamykając słoje z ogórkami na zimę, ni stąd, ni zowąd wyraził swoje zdanie:

Chciałbym, żebyś była prawdziwą kobietą!

I wręczył jej kartę ze zbieranymi przez rok oszczędnościami.

Małgosia była w szoku. Mało powiedziane.

Jej pierwsza myśl: awantura! No bo jak?! Skoro Piotrek uzbierał jakąś gotówkę poza domowym budżetem, znaczy nie tylko nie oddaje całej pensji, ale pewnie i w innych sprawach kręci. Skąd wiedzieć, w których? A to już o głowę boli myśli mnożą się same. Jak to zrozumieć?!

Ale zaraz przyszła druga myśl, mocniejsza. I zanim otworzyła usta, przycupnęła na stołku w kuchni i w ogóle zapomniała o niedogotowanym barszczu, który właśnie kipiał na kuchence.

Co to znaczy: prawdziwa kobieta?!

To było…

No, aż się chciało krzyczeć i stłuc nowy serwis, podarunek od teściowej. Ten serwis to dla Małgosi marzenie ściętej głowy tak drogi, że śnił się tylko w najpiękniejszych snach. Tymczasem teściowa po prostu go jej wręczyła. A gdy Małgosia popłakała z wrażenia, przewijając talerze w dłoniach, teściowa się tylko roześmiała:

Oj, Małgosiu! Co ty taka naiwna? Ja dla ciebie wszystko zrobię! Byle byście byli szczęśliwi!

Do dziś Małgosia nie rozumiała motywacji teściowej, ale nie drążyła tematu. Przygarnęła ją po prostu, uściskała syna, ucałowała wnuki i ruszyła do domu. Zawsze powtarzała, że na gospodarstwie trzeba być pod ręką.

Małgosia i nie zamierzała się z nią wykłócać. Przywoziła wnuki na weekendy, pilnowała dzieci i szukała przy okazji, jakby tu jeszcze teściowej dogodzić, bo ta przyjęła ją do rodziny bez cienia wyrzutu.

A Małgosi byłoby za co zarzucić. Nawet krewni się starali nie drążyć za bardzo, a co dopiero obca widziana zaledwie raz przed ślubem. Wtedy to Piotrek przyprowadził ją z kilkuletnim synkiem do matki. Małgosia długo siedziała w samochodzie, nerwowo zerkając na śpiącego synka i szeptała do Piotrka:

Może nie idźmy? Co ja jej powiem? Wywali nas! Z dzieckiem na ręku!

Skąd ci to w głowie? dziwił się Piotrek.

Gdy Olek się urodził, ciotka mnie wyrzuciła. Powiedziała, że już nie jestem rodzina, skoro ich zhańbiłam! Myślisz, że twoja mama mnie przyjmie z otwartymi ramionami? Z dzieckiem? Naiwny jesteś! Tak się nie zdarza!

Nie oceniaj zanim nie poznasz. Może cię zaskoczy.

Zaskoczyć Małgosia się nie chciała. Ale wracać z pocałowanymi klamkami, to już nie po jej myśli. Wzięła synka i ruszyła za Piotrkiem.

Maria, matka Piotrka, faktycznie ją zaskoczyła. Przywitała się chłodno, poobserwowała przyszłą synową i… wyciągnęła ramiona:

Dasz go? Położę go w mojej sypialni. Zmęczył się maleńki po drodze

I nie wiadomo czemu Małgosia od razu podała jej synka. Ten nawet się nie buntował, tylko spojrzał, przytulił mocniej Marię i znowu usnął.

Babcią Marię Olek nazwał od razu jak tylko potrafił to powiedzieć. Maria nie protestowała i tym samym zdobyła serce Małgosi na zawsze.

Małgosia została mamą bardzo młodo miała zaledwie osiemnaście lat. O tym, kto był ojcem dziecka, trąbiła cała wioska. Szeptali, czy Tomek Bugański się z Małgosią Stawską ożeni, czy tylko ją zostawi, jak inne dziewczyny przed nią. Tomek miał najgorszą opinię. Małgosia oczywiście wiedziała, więc unikała go jak ognia.

Ale Tomek był sprytny. Wmówił jej co chciał, w głowie namieszał, jak nikt inny! A jak nie działały słowa, potrafił zastraszyć tak, że dziewczyny milczały, kryjąc swój wstyd.

Małgosia była pierwsza, która nie zamilkła.

Wracała kiedyś z miasta, do ciotki na odwiedziny. Z autobusu wysiadła w sąsiedniej wsi dalej kierowca nie pojechał.

Mam przez ciebie jechać dalej, co? Jeszcze czego! Przyjemna pogoda, idź, dzieciaku!

I co miała zrobić Małgosia? Szła więc przez pola.

Fiat Tomka dogonił ją niedaleko wsi.

Małgosiu, co ty tak wracasz sama? Wsiadaj, podwiozę!

Nie trzeba, Tomek, dzięki! odpowiedziała nerwowo, ale już było za późno

Wróciła do domu w porwanym ubraniu i ze łzami. Wcale do domu nie weszła, by nie obudzić chorej mamy; poszła do komórki, próbowała do rana zmyć z siebie ślady Tomka. Płakała, złościła się, przeklinała swoją naiwność. Liczyło się tylko jedno, by mama się nie dowiedziała. Lekarz jasno powiedział: serce jest bardzo słabe, nie wolno stresować.

Rozumiała Małgosia? I jeszcze jak! Nikogo poza mamą nie miała bliskiego. Ciotka się nie liczyła wtedy jeszcze tego nie wiedziała. Taszczyła torby z jajkami i mlekiem do miasta, pomagała na gospodarstwie, bo wierzyła, że rodzina jest po to, by się wspierać.

Mama Małgosi nigdy się nie dowiedziała, co przeżyła córka. Zmarła cicho, we śnie, gdy Małgosia była w piątym miesiącu. Zostawiła córkę samą zupełnie samą.

Ciotka, która przyjechała rzekomo pomóc, od razu odcięła się od Małgosi i jej przyszłego dziecka.

Same sobie radźcie! Gdybyś od razu zgłosiła na policji, już by Tomek był twoim mężem, dziecko by było legalne, a tak Nie licz na mnie!

Małgosia, słaniając się na nogach z płaczu, nie od razu zrozumiała. Dopiero po kilku dniach dotarło do niej, że pomocy nie będzie zebrała się więc i poszła na komisariat.

Małgosiu, czemuś nic nie mówiła?! policjant się złapał za głowę. No, ja mu pokażę!

Tomka zamknęli.

Okazało się, że po całej okolicy dzieci zostawiał, aż siedmioro naliczyli! Matki na początku milczały, ale potem zaczęły mówić.

Matka Tomka przeklęła Małgosię publicznie, splunęła jej pod nogi i złorzeczyła, by urodziła chore dziecko albo wcale.

Ale mieszkańcy wioski Małgosię obronili. Tej nocy kogoś namówiło, by bramę Bugańskich smołą wysmarować. Parę miesięcy później zostali zmuszeni do sprzedaży domu i wyjazdu.

Małgosia na czas urodziła zdrowego, głośno płaczącego synka. Ani śladu po Tomku. Cały synek Stawski. Nos i uszy jeszcze po ojcu Małgosi, którego Małgosia już nie pamiętała, bo wcześnie zmarł, a loki i czarne oczy jak wisienki od babci.

Sąsiedzi pomagali w gospodarstwie, przynosili rzeczy dla malucha, ktoś nawet kołyskę. Małgosia była im wdzięczna. Pieniądze po mamie wydawała ostrożnie wiedziała, że urodzić to jedno, ale wychować samotnie to już wyczyn.

Lecz nim zdążyła przywyknąć do myśli, że sobie poradzi, nagle z miasta przyjechała ciotka ze stryjami braćmi mamy. Nigdy ich nie widziała, bo z jej mamą nie utrzymywali kontaktu.

Małgosiu Musisz się wyprowadzić! rzucili już na progu. Dom był po naszych rodzicach. Teraz nam go trzeba. Twojej mamie pozwoliliśmy tu być, ale Teraz się zmienia. Potrzebujemy gotówki! Sprzedajemy dom.

A ja?

To już twoja sprawa. Dostaniesz część mamy. Nie jesteśmy potworami.

Małgosia się zafrasowała. Za te pieniądze w wiosce domu nie kupi musiałaby przenieść się do miasta. Tam nikogo nie miała, zero pomocy. Tu przynajmniej są sąsiedzi. Ciotka patrzyła wilkiem, nawet do kołyski nie podeszła, burcząc, że lepiej by Małgosia od razu nie rodziła

Ale Małgosia w ogóle jej nie słuchała. To, kto jej dziecko zabierze, to tylko jej sprawa! Syna nikomu nie odda.

Krewni wrócili do miasta, a Małgosia wybuchła płaczem. Trzeba się żegnać z domem serce boli!

Tymczasem sąsiedzi rozpuścili plotkę, że Małgosia ma się wynieść. Jedni złościli się na rodzinę, inni na nią, nie pojmując jej decyzji. Sporo gadania, ale i działania. Następnego dnia wpadł do niej policjant.

Słuchaj, Małgosiu, w sąsiedniej wsi dobra kobieta sprzedaje pół domu. Duży dom, sama nie daje rady, ja ją znam wdowa, dzieci rozjechane. W weekend cię tam zabiorę, poznasz ją, zobaczysz i zdecydujesz. Co ty na to?

Bardzo dobrze! Małgosia prawie rzuciła mu się na szyję.

I jak Olek?

Rośnie!

Policjant pokazał mu koziołka, pożegnał się, a Małgosia podeszła do portretu mamy, stojącego na komodzie, i pogłaskała go po ramce.

Mamusiu, nie zginiemy, wszystko będzie dobrze!

Z panią Teresą, właścicielką tej połówki domu, Małgosia od razu się dogadała.

Małgosiu, nie bój się mnie, jestem spokojna kobieta. Nie znoszę tylko bałaganu! Jeśli będzie porządek, nie będziemy mieć konfliktów. Jak trzeba, pomogę ci z maluszkiem, ale jeśli sama będziesz chciała wyjść do pracy. Jak tylko na spacer, na mnie nie licz mówię od razu!

Praca by się przydała. Jest coś w okolicy?

Jest, jak nie! Koleżanka szuka ekspedientki do sklepu. W sąsiedniej wsi ma trzy stoiska, jedno dopiero otworzyła. Powiedzieć jej o tobie?

Oczywiście!

No i dobrze! Dwa zające na raz! Dobry dzień!

W tym sklepie Małgosia poznała Piotrka. Przyjechał do wsi pomóc matce, a ta wysłała go po zakupy.

Małgosia pakowała mu zakupy i zanim się zorientowała, opowiedziała mu o Olku, Teresie, która została babcią chłopca, o sobie Niby gadatliwa nie była, a tu, proszę! Wypaplała się

Piotrek jej nie przerywał, słuchał uważnie, potem się pożegnał, wiedząc już, że te jej wiśniowe oczy i miękki głos zostaną w jego głowie na zawsze.

Nie wrócił do Małgosi od razu. Bał się. Jak powiedzieć kobiecie, że życie mu się posypało? Zniknęła żona, nie zostawiając słowa zostawiła dwóch synków, z których młodszy miał trzy miesiące. Matka Piotrka musiała opiekować się chorym ojcem, więc wszystkie obowiązki były na nim. Chłopcy płakali, często nie wiedząc nawet kogo wołają matki nie pamiętali.

Nie wiedział Piotrek, jak o tym powiedzieć Małgosi. Często kręcił się koło sklepu, ale nie miał odwagi wejść.

Nie przypuszczał, że Małgosia też nie zapomniała o nim. Podpytała Teresę i, gdy pojawił się ponownie, już wiedziała wszystko.

Ile ma twój starszy? zagaiła od razu.

Właśnie kończy trzy lata.

A młodszy?

Rok.

Jak mój Olek.

Małgoś

Przedstaw mnie dzieciakom. Zobaczymy, co będzie dalej.

I tak zaczęli wspólne życie.

Ślub wzięli skromny. Nikogo prawie nie zapraszali. Ot, rodzinne spotkanie. Potem dom nad morzem z dziećmi. Małgosia cieszyła się jak dziecko nigdzie wcześniej nie była.

Bo jak się nie cieszyć? Ma rodzinę, męża, dzieci pod dachem. Szczęście.

Ale nie było łatwo. Najpierw, gdy starszy synek poważnie zachorował i Małgosia spędziła dwa miesiące w szpitalu, powierzając młodszych teściowej.

Potem, gdy nagle pojawiła się ich biologiczna matka, domagając się dzieci. Wtedy Małgosia pokazała, na co ją stać. Dzieci nie oddała. Pojechała do rodzinnej wsi, poradziła się policjanta i, nie zważając na trudności, przeszła całą procedurę, by stać się matką dla chłopców nie tylko w sercu, ale i na papierze.

Biologiczna matka zaraz zniknęła, wyjechała zanim sąd zdążył wydać decyzję, a Małgosia mogła odetchnąć, kiedy teściowa przytuliła ją po rozprawie i powiedziała:

Teraz mogę być spokojna o dzieci!

Czas płynął, dzieci rosły, a Małgosia wciąż była trochę płochliwa, uśmiechnięta, najczęściej cicha. Ale każdy w okolicy wiedział to tylko pozory. Mruczy jak spokojny kot, ale nie daj Boże, by ktoś skrzywdził rodzinę zamienia się w tygrysa.

I tak oto masz! Ona niby nie jest kobietą?!

Małgosia nie zmrużyła oka całą noc po tym, jak Piotrek wręczył jej kartę. Wstawała z łóżka, stawała przed lustrem, obracała się to w prawo, to w lewo. Ciągle zastanawiała się, co jest z nią nie tak. Zapytać męża nie chciała była obrażona. Rano, odprowadzając dzieci do przedszkola i szkoły, poszła do Hani.

Haniu, co robić?!

Hania, zupełnie jak Małgosia, nie z tej ziemi. Wpadła na pomysł najprostszy na świecie: zajrzeć do kobiecych gazet, bo przecież nie piszą tam głupot, skoro tyle pań je czyta! Zgromadziły wszystkie czasopisma w kuchni Hani i po pół godziny wszystko już było jasne: Prawdziwa kobieta powinna się zdrowo odżywiać, ubierać się modnie, malować jak należy i generalnie wszystko robić według zasad, bo jak nie to z boku wstążka, i dobrze, jeśli wstążka w ogóle jest, bo czasem, jak u Małgosi, nawet tego brak!

Wstążki Małgosia sobie nie kupiła, ale z Hanią wybrały się do miasta. Kupiła dobrą kosmetykę, nową koszulę nocną i bajeczne buty, których w domu nawet z pudełka nie wyjęła żeby dzieci nie zniszczyły.

Piotrek niestety nie docenił tych starań.

Małgosia była właśnie przy ostatniej warstwie cieni, gdy drzwi łazienki się rozwarły i tak się przestraszyła, że szczoteczką trafiła prosto w oko! W pierwszej chwili poczuła, że bycie prawdziwą kobietą wcale jej się nie uśmiecha.

Małgoś, co się dzieje?! Piotrek wpadł, widząc jak żona podskakuje na jednej nodze, jęcząc i ścierając łzy spływające z oka.

To przez ciebie! wyrzuciła przez zęby, orientując się, że zamiast rozcierać makijaż, lepiej już się umyć. Kobiety ci się chce?! To kto ja jestem?!

Piotrek, domyślając się wreszcie, o co chodzi, objął ją mocno, powstrzymując jej miotaninę po łazience:

Czekaj, ty wariatko! Daj, pomogę ci

I obmywając jej twarz delikatnie mówił:

Może i ze mnie gapa, ale ty wcale nie lepsza! Sama sobie coś wymyślasz, potem się obrażasz. Po co to wszystko?

To czemu pieniądze dałeś i zacząłeś mi zarzucać, że nie jestem kobietą? próbowała wymigać się Małgosia.

Bo odkąd jesteśmy razem, nigdy na siebie nic nie wydałaś! Wszystko na dzieci albo na mnie. Mojej matce też dogadzasz, a siebie pomijając! To jest normalne? Dlatego dałem ci kartę wydaj jak chcesz, bądź jak te panie, które kupują, co im się tylko podoba.

Teraz przyszła kolej Małgosi na śmiech.

Śmiała się, aż dzieci przybiegły, myśląc, że mama płacze, i dopiero uspokajanie ich zabrało chwilę.

Wieczorem, kiedy dzieci spały, Małgosia wyszła na ganek, podniosła załzawioną, wymytą twarz ku niebu, i zachichotała wspominając rozgardiasz dnia.

Wszystko! Ostatnie słoje zamknięte! wychylił się Piotrek i usiadł obok na schodach.

Dobrze zakręciłeś?

Jeszcze pytasz? Będą ogórki palce lizać!

Przydadzą się Małgosia się uśmiechnęła i położyła rękę Piotrka na swoim brzuchu.

Co?! I nic nie mówiłaś?! Piotrek aż podskoczył, obejmując żonę.

A jak ci powiedzieć? Ciągle zabiegany dla mnie czasu brak!

Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Piotrek już jej nie pozwolił.

Najpierw pocałował, żeby pamiętała o tym, czego kobietom zapomnieć nie wolno, a potem przytulił mocniej, pokazując, gdzie jest jej miejsce.

Tuż przy sercu, lekko na ukos. Tam, gdzie tli się dusza.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × cztery =

Prawdziwa Polka