Prawdziwa kobieta

Elżbieta, gdzieś ty się podziała?! Przynieś ogórki! Ile mam na ciebie jeszcze czekać?!

Głos męża przeszywał ciszę kuchni, nabity napięciem i irytacją. Elżbieta jednak była zajęta. Malowała właśnie lewe oko ruchy szczoteczką nowiutkiego, piekielnie drogiego tuszu były powolne, jakby celebrowała każdą sekundę przed lustrem. Efekt jedno oko Elżbiety wydawało się dwa razy większe niż urodziła je natura, okraszone cieniami, o których jej przyjaciółka Danusia powiedziała, że nadają się tylko na największą galę w Warszawie. Ale Elżbieta dopiero się rozkręcała.

Na ogórki, moczące się w wannie, nie miała teraz ani chwili.

Przed tygodniem mąż Elżbiety, ten sam Krzysztof, który teraz zakręcał słoiki z ogórkami na zimę w kuchni, niespodziewanie ogłosił jej swoją wolę:

Chciałbym, żebyś stała się prawdziwą kobietą.

I podał jej swoją kartę z zaoszczędzonymi przez rok pieniędzmi.

Elżbieta oniemiała. Skandal wisiał w powietrzu przecież jeśli Krzysztof coś odłożył na boku, znaczy, że nie tylko nie oddawał całej wypłaty, ale jeszcze coś ukrywał Myśli huczały jej w głowie jak tramwaje na Marszałkowskiej. Powstrzymała jednak język przed wyrzutami druga myśl przyszła szybciej. Padła bezgłośnie na taboret w kuchni i kompletnie zapomniała o kipiącym bigosie.

Co to znaczy prawdziwą kobietą?!

To było silniejsze od niej. Miała ochotę rozbić nową porcelanę, którą świeżo dostała od teściowej. Serwis był warte więcej niż Elżbieta odważyłaby się wyśnić. Teściowa, Maria, wręczając prezent, tylko się roześmiała z łezką w oku:

Oj Elu, nie wygłupiaj się, wszystko bym dla ciebie zrobiła! Tylko żyjcie szczęśliwie!

Dlaczego Maria tak postąpiła, Elżbieta nie miała pojęcia. Po prostu przytuliła ją, syna, ucałowała wnuki i pojechała do siebie. Nigdy nie siedziała w gościach długo zawsze tłumaczyła, że gospodarstwo samo się nie ogarnie.

Elżbieta nie spierała się z nią, woziła wnuki na weekendy, pilnowała, by dzieci sprawiały się dobrze, a przed każdą wizytą kombinowała, czym jeszcze uszczęśliwić Marię. Bo chociaż miała ona za co Elżbietę skarcić, nigdy tego nie zrobiła.

Bo jak tu nie mieć obaw? Nawet najbliżsi Elżbiety okazywali wyższość, więc cóż mogła czuć wobec obcej kobiety ledwie raz przed ślubem ją spotkała. Wtedy Krzysztof przywiózł Elżbietę poznać matkę i ta po krótkim powitaniu tylko rozłożyła ramiona:

Ufasz mi? Położę go (małego synka Elki) u siebie w sypialni. Wymęczył się z drogi.

Elżbieta nie wiedzieć czemu oddała jej dziecko bez strachu. On mruknął tylko coś przez sen, mocniej objął Marię za szyję, usnął. Od tamtej pory nazwał ją babcią i serce Elżbiety zostało podbite na zawsze.

Syna urodziła wcześnie w wieku osiemnastu lat. Kto był ojcem, wiedziała cała wieś pod Otwockiem. Wieś szeptała, czy to Grzegorz Zawadzki się z Elką Sokolnicką ożeni, czy zostawi, jak inne dziewczyny przed nią. Grzegorz miał paskudną reputację, o czym Elżbieta doskonale wiedziała i starała się trzymać go na dystans.

Ale Grzegorz był podstępny, potrafił tak dziewczynie zagadać, że zostawała bezbronna. I tam, gdzie nie dał rady słowem, wymuszał siłą Inne milczały, Elżbieta nie.

Wracała kiedyś z miasta późno, bo kierowca busa do jej wsi jechać nie chciał. Musiała iść piechotą przez pola. Grzegorz dogonił ją starym polonezem.

Elka, co ty tak sama, nocą? Wsiadaj, podwiozę.

Nie trzeba, Grzesiek, dziękuję! Sama dojdę! próbowała umknąć, ale nie zdążyła

Wróciła do domu w rozdartej sukience i łzach. Przeszła do piwnicy, by nie obudzić chorej mamy, i próbowała szorować z siebie zapach i dotyk Grześka aż do świtu. Płakała, przeklinając swój pech i naiwność, wymyślając, jak ochronić mamę przed rozpaczą. Lekarz postraszył ją jasno:

Od stresu twoja mama może nie przeżyć. Uważaj, proszę

To rozumiała aż za dobrze. Poza mamą nie miała nikogo bliskiego. Ciotka się nie liczyła, jeszcze wtedy tego nie wiedziała.

Mama umarła, gdy Elżbieta była w piątym miesiącu. Odeszła we śnie, cicho, nie poznawszy wnuka.

Ciotka, która przyjechała pomóc, natychmiast się wyparła:

Sama sobie zrobiłaś, sama się martw, na mnie nie licz! Czemu nie poszłaś od razu na policję? Już byś była żoną, a tak Nie mieszaj mnie do swoich problemów!

Z trudem stojąc na nogach, Elżbieta długo nie rozumiała, co ciotka do niej mówi. Dopiero po kilku dniach, gdy dotarło, że niczego się tu nie doczeka, poszła na komisariat.

Elka, czemuś się nie zgłosiła wcześniej?! złapał się za głowę policjant. Ja mu pokażę!

Grzegorza wsadzili do więzienia. Elżbieta nie była jedyną dzieci Grześka żyły po wioskach, siedmioro ich naliczono, matki milczały, aż wreszcie zaczęły mówić.

Matka Grześka, po wyroku, publicznie przeklęła Elżbietę na środku wsi żeby jej dziecko się nie narodziło zdrowe, albo wcale. Ale wieś stanęła po stronie Elżbiety. Tej samej nocy bramę rodziny Zawadzkich wysmarowano smołą, a po kilku miesiącach zmusili ich do sprzedaży domu.

Elżbieta, w terminie, urodziła zdrowego, ślicznego chłopca pełnego wrzasku. Na Nikodema nie było w nim nawet śladu Grześka cała Elżbieta, nos i uszy po ojcu, którego sama ledwo pamiętała, bo zmarł, gdy miała kilka lat. Oczy i loki po babci.

Sąsiedzi pomagali jak mogli przynosili ubranka, a nawet kołyskę. Z pieniędzmi po matce gospodarowała ostrożnie wiedziała, narodziny dziecka to dopiero początek trudnej drogi.

Kiedy wydawało się, że już może być choć trochę spokojna, zjawiła się ciotka z braćmi swojej zmarłej mamy wujkami, których nigdy nie widziała.

Słuchaj, Elka Będziesz się musiała wyprowadzić. Dom jest rodzicielski, będziemy go sprzedawać. Tobie część się należy, ale reszta dla nas.

Wiedziała, że za te pieniądze nawet najgorszej rudery w tej okolicy nie kupi. Czekała ją przeprowadzka do miasta, bez nikogo, z maluchem na ręku. Ciotka patrzyła wilkiem, nawet nie zajrzała do kołyski.

Elżbieta nie słuchała. Syn był jej całym światem. Kiedy wybuchnęła płaczem, na drugi dzień zjawił się dzielnicowy.

Elka, posłuchaj W sąsiedniej wsi jest dom do wynajęcia. Porządna kobieta, wdowa. Poznasz ją, zobaczysz, czy ci będzie dobrze. Zabiorę cię w weekend.

Bardzo dziękuję! prawie rzuciła mu się na szyję ze wzruszenia.

Przywitała ją pani Helena, właścicielka domu.

Elka, nie bój się mnie. Lubię porządek i ciszę, jeśli to ty będziesz zachowywać, to się dogadamy. Chcesz pomogę przy dziecku. Tylko nie licz na mnie, jakbyś chciała poimprezować!

Praca się znajdzie w osiedlu?

A jakżeby! Moja przyjaciółka szuka sprzedawczyni. Dam dobre słowo.

W sklepie Elżbieta poznała Krzysztofa. Wpadł na chwilę po zakupy dla matki. Zagadali się, zanim się zorientowali, Elka opowiedziała o Nikodemie, o pani Helenie, która stała się dla chłopca babcią Krzysztof słuchał w milczeniu, pożegnał się i wyszedł, już z wiedzą, że te brązowe, wiśniowe oczy Elżbiety będą go prześladować.

Nie wrócił od razu. Bał się, jak powiedzieć kobiecie, która go przyciągała, że los nie był dla niego łaskawy. Żona uciekła w noc, zostawiając mu dwóch maluszków; matka Krzysztofa opiekowała się chorym ojcem i nie mogła pomóc z wnukami. On sam wychowywał dwóch łaknących czułości chłopców, którzy po nocach płakali do kogoś, kogo nie znali albo już nie pamiętali.

Elżbieta jednak o nim nie zapomniała wypytała panią Helenę o Krzysztofa. I kiedy pojawił się znów w sklepie, była o krok dalej.

Ile ma twój starszy? zaskoczyła go pytaniem.

Trzy lata za tydzień.

A młodszy?

Właśnie skończył rok.

Jak Nikodem.

Elka

Zapoznaj mnie z dziećmi. Zobaczymy.

Tak się zaczęło.

Ślub był skromny, tylko wśród najbliższych. Po ślubie pojechali z całą gromadą dzieci nad Bałtyk. Elżbieta maszerowała po plaży z radością większą niż dzieci nigdy jeszcze nigdzie nie była.

Szczęście jednak trzeba było wywalczyć. Kiedy starszy syn zachorował, Elżbieta spędziła przy nim dwa miesiące w szpitalu, powierzając młodszych Marii. Potem wróciła ich biologiczna matka i zażądała dzieci. Elżbieta stanęła do obrony. Jeździła znowu do dawnej wsi, konsultowała się z dzielnicowym. Przeszła przez całą procedurę, nie ulękła się w końcu sąd przyznał jej prawa do chłopców.

Biologiczną matkę pognało gdzie pieprz rośnie jeszcze przed wyrokiem. Maria objęła Elżbietę po rozprawie.

Teraz jestem spokojna o wnuki!

Czas płynął. Dzieci rosły. Elżbieta została tą samą trochę nieśmiałą, spokojną, z uśmiechem, ale wszyscy wiedzieli do czasu. Kiedy trzeba, potrafiła pazury pokazać dla rodziny była gotowa na wszystko.

A tu nagle Krzysztof swoje: ona nie jest kobietą!

Całą noc nie spała chodziła od łóżka do lustra, wpatrywała się w siebie pod światłem lampki, przekrzywiała tu, przekręcała tam. O mężu nawet nie myślała pytać była dumna i trochę dotknięta. A rano, gdy dzieci wysłała do szkoły i przedszkola, pobiegła do Danusi.

Danka, co ja mam robić?!

Danka była równie roztrzepana, więc postanowiły sięgnąć po mądrości z babskich czasopism. Przyniosły wszystkie, jakie miały w domu, i po pół godzinie już wiedziały: prawdziwa kobieta musi się odpowiednio odżywiać, ubierać, malować, i wszystko robić idealnie, inaczej w ogóle nie jest kobietą, a co najwyżej jakimś dodatkiem na boku. A czasem nawet i tego brak jak u niej, bo kokardki jeszcze nie miała!

Kokardki nie kupiła, ale z Danką pojechały do Warszawy. Kupiła sobie luksusowy tusz, nową koszulkę nocną i przepiękne, lakierowane pantofle, które nawet z pudełka strach było wyjąć, żeby chłopaki nie zepsuli.

Swoich zamierzeń Krzysztof nie dostrzegł. Akurat kiedy kończyła cieniować powiekę, drzwi łazienki otworzyły się z hukiem i Elżbieta trafiła sobie pędzelkiem w oko! Od razu poczuła, że kobietą idealną nie chce być nigdy.

Elka, co się dzieje?! Krzysztof wpadł przestraszony, patrząc, jak żona podskakuje na jednej nodze, zawinęła się w ręcznik i trze oczy, z których płynęły łzy jak z wiadra.

To wszystko przez ciebie! sapnęła przez zęby, nareszcie rozumiejąc, że lepiej się umyć, niż rozmazywać makijaż po całej łazience. Chciałeś kobiety? Masz! A ja to niby kto?!

Krzysztof objął ją, wstrzymując jej taniec po łazience.

Poczekaj, kochana Pomogę ci.

I z czułością obmywał jej twarz, wycierając łzy i szeptał:

Jestem kiepski w gadaniu, ty wiesz. Ale trzeba było zapytać! Sama sobie wymyśliłaś i się obraziłaś!

To po co dałeś mi te pieniądze i wytykałeś, że nie jestem kobietą? próbowała jeszcze wyrwać się z jego rąk, ale od razu ją przytulił.

Bo przez cały czas, odkąd jesteśmy razem, nigdy sobie niczego nie kupiłaś! Wszystko dla dzieci, dla mnie, dla mamy. Dla siebie nigdy! Czy to w porządku? Dlatego pomyślałem, że dam ci pieniądze, kupisz sobie, co chcesz. Jak te kobiety w magazynach, które biegają po sklepach

Tym razem Elżbieta śmiała się tak, że aż zabrakło jej tchu. Chłopcy wpadli, myśląc że mama płacze podnieśli taki lament, że długo trzeba ich było uspokajać.

Wieczorem, kiedy dom znów ogarnęła cisza, wyszła na ganek, podniosła spłukaną twarz do gwiazd i uśmiechnęła się, wspominając ten chaos.

Wszystko! Ostatnie słoiki wyniosłem do piwnicy! wychylił się za nią Krzysztof i przysiadł obok na schodkach.

Dobrze powykręcałeś?

Będzie pierwsza klasa! Ogórki będą jak malowane!

Oby się przydały Elżbieta uśmiechnęła się i położyła jego dłoń na swoim brzuchu.

Co ty mówisz! I nie powiedziałaś? Krzysztof ścisnął ją mocno.

Jak ci miałam powiedzieć? Ciągle te ogórki, te wymagania. Dla mnie czasu nie ma!

Chciała coś jeszcze dopowiedzieć, ale nie zdążyła mąż zamknął jej usta pocałunkiem, a potem jeszcze mocniej przytulił, by wiedziała, gdzie jest jej miejsce.

Przy sercu, lekko na ukos. Tam, gdzie naprawdę oddycha dusza.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 1 =

Prawdziwa kobieta