**Dziennik, 15 maja 2024**
Dzisiaj miałem dziwny dzień. Zaczęło się jak zwykle rano załadowaliśmy meble do dostawczaka i ruszyliśmy w trasę. Piotrek, mój kolega z pracy, od razu zaczął narzekać.
Robert, widziałeś ten zamówienie? Szafa, kanapa, dwa fotele i stół! I to na piąte piętro, bez windy! Za te grosze niech sobie sami wniosą! Piotr rzucił fakturę na deskę rozdzielczą, wykrzywiając się jak po cytrynie.
Daj spokój, Piotr odparłem, skupiając się na drodze. Ostatnie zlecenie dziś, a potem do domu. Żona obiecała rosół.
Twój rosół pewnie będzie czekał, ale mój kręgosłup już nie podziękuje westchnął Piotr, patrząc przez okno na szare blokowisko. Po co komu mieszkanie na piątym piętrze? Niech żyją na parterze jak normalni ludzie.
Ale widok lepszy uśmiechnąłem się. I nikt nie tupie nad głową.
No tak, romantyka A kto zamawiał? Piotr sięgnął po fakturę. Jakaś Kowalska, Agnieszka. Telefon, adres Zaliczka wpłacona, reszta przy odbiorze. Standard.
Skręciliśmy w ciasne podwórko, gdzie nowe bloki sąsiadowały ze starymi kamienicami. Zaparkowałem pod klatką z odpadającym tynkiem.
No to jesteśmy. Wejście tam wskazałem na zniszczone drzwi. Oby tylko w mieszkaniu były szerokie framugi, bo z szafą będzie zabawa.
Rozładowaliśmy wózek i Piotr zadzwonił do klientki.
Dzień dobry, pani Agnieszko? Dostawa mebli z Komfortu. Jesteśmy na dole. Tak, czekamy.
Po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich kobieta około czterdziestki, w zwykłych dżinsach i wygodnym t-shircie. Ciemne włosy miała związane w nieporządny kucyk, prawie bez makijażu. Uśmiechnęła się życzliwie.
Proszę wejść. Mieszkanie na piątym, ostatnie piętro.
Zaczęliśmy ładować meble na wózek. Pierwsza poszła kanapa największa, ale nie najcięższa.
Poczekajcie, pomogę niespodziewanie zaproponowała gospodyni, gdy manewrowaliśmy w ciasnej klatce.
Nie ma potrzeby, pani Agnieszko machnąłem ręką. To nasza robota.
A jednak uparła się, podtrzymując róg kanapy. Te zakręty w klatce są podchwytliwe.
Jej głos wydał mi się dziwnie znajomy. Piotr zmarszczył brwi, jakby też coś go tknęło.
Piąte piętro dało nam w kość. Po drodze Piotr zdążył przekląć wszystkich architektów, którzy projektują bloki bez wind, wszystkich lokatorów i szczególnie tych, którzy zamawiają tam meble. W końcu kanapa stanęła pod drzwiami. Gospodyni otworzyła i wskazała salon.
Proszę postawić przy oknie.
Mieszkanie było zaskakująco przestronne pewnie kilka ścian wyburzyli. Jasne ściany, minimum mebli, dużo przestrzeni. W kącie stało pianino jedyna rzecz, która zdradzała jakieś zainteresowania gospodyni.
Gra pani? spytałem, wskazując na instrument.
Troszkę odpowiedziała wymijająco. Dla siebie, żeby nie zapomnieć.
Wróciliśmy po resztę mebli. Piotr co chwilę zerkał na gospodynię, jakby próbował coś sobie przypomnieć. Gdy wnies



