Każda matka powinna mieć możliwość ochrony swojego dziecka. Widziałam to z pierwszej ręki u mojej sąsiadki.
Ola kilka dni, temu urodziła chłopczyka. Wczoraj wyszła na pierwszy spacer z synem. Dzień był upalny, więc nowa matka usiadła w cieniu na ławce.
Właśnie wracałam ze sklepu, gdy zobaczyłam sąsiadkę, pogratulowałam jej narodzin dziecka. Zamieniłyśmy kilka słów i poszłyśmy w swoją stronę. Właśnie wtedy zza drzwi wybiegła ciocia Marta.
Zaczęła głośno krzyczeć i pytać, czy Ola urodziła. Ciocia Marta na ogół lubi plotkować, fantazjować i ubarwiać prawdę, więc nie mogła przegapić takiej okazji.
Raz już chciała złożyć na mnie skargę do kuratorium. Usłyszała płacz mojej córki i pomyślała, że ją biję. Ania w tym momencie rozcięła sobie palec i wpadła w histerię, gdy założyłam na niego opatrunek z maścią. Po tym incydencie, moja komunikacja z nią spadła do zera – nawet się nie witamy.
Ciocia Marta przeleciała obok mnie i pobiegła z krzykiem do Oli.
– Pozwól mi spojrzeć na dziecko! – Krzyknęła emerytka i wetknęła nos do wózka.
– Odsuń się, zanim zadzwonię do męża. Kto dał Ci pozwolenie żeby patrzeć na moje dziecko?
– Boże, co za wariatka! Brak szacunku dla staruszki!
– To Twoja własna wina! – Ola krzyknęła i obróciła wózek na drugą stronę.
– Tak bardzo chciałam zobaczyć Twoje dziecko!
Ola zobaczyła, że jestem świadkiem ich konfliktu i uśmiechnęła się do mnie, więc pomachałam.
– Nie zwracaj na nią uwagi. – Powiedziałam. – Zrobiłabym to samo. Po co wpychać swoje wścibskie oczy w takie dziecko? Jak zacznie sam biegać po podwórku, to wszyscy go zobaczą, nie da się przecież ukryć dziecka.
Popieram Olę. Szkoda, że nie wszystkie mamy wiedzą, jak bronić swoich osobistych granic. Dziecko nie jest kolorowym obrazkiem, który wszyscy mogą podziwiać. Czy zgadzacie się ze mną?



