Późny telefon
Dawid wyszedł z biura. Niskie, szare niebo zwisało nad miastem, przygniatając je do ziemi. Tylko krzyże na złotych kopułach kościoła Świętego Wojciecha spokojnie sięgały w górę, przebijając się przez szarą mgłę.
Drobny, mżysty deszcz muskał twarz, gdy szedł do samochodu. W środku Toyoty ledwo wyczuwalny był zapach odświeżacza powietrza. Dawid położył dłonie na kierownicy i przez chwilę siedział w ciszy, ciesząc się, że zdążył w porze lunchu odebrać auto z warsztatu. Nie będzie musiał moknąć na przystanku, tłocząc się potem w zatłoczonym autobusie.
Przekręcił kluczyk, a wnętrze wypełniło się dźwiękiem irytującej popowej piosenki. Ściszył radio. „Do domu!” – powiedział sobie i wyjechał na aleję. Palce wystukiwały rytm na kierownicy.
Piątek. A w piątki on i jego kumple zwykle szli do klubu, żeby odreagować po tygodniu pracy. Co innego mieliby robić młodzi, wolni ludzie bez zobowiązań?
Mieszkanie powitało go ciszą. Od progu zobaczył otwartą szafę. W sercu zaiskrzyło się nieprzyjemne przeczucie. Zrzucił buty i w skarpetkach podszedł do pokoju, zaglądając do szafy, wiedząc już, co zobaczy. Wśród jego koszul i marynarek kołysały się puste wieszaki, na których wcześniej wisiały sukienki i bluzki Oli.
Odeszła. Ostatnio często się kłócili, ale szybko godzili. Zadzwoniła do niego do pracy, mówiąc, że dziś nie pójdą do klubu. Zajął się czymś innym, potem jechał po auto… „Zła, że nie oddzwoniłem? Czy przez to się rozstają?” – to pierwsze, co przyszło mu do głowy. – „Nie. To było zaplanowane. Zostawiła szafę otwartą, żebym od razu poczuł tę atmosferę samotności i beznadziei, żebym się winny poczuł. Pewnie gdzieś leży kartka z pretensjami i pożegnaniem.” – Rozejrzał się po pokoju.
Mieszkali razem pół roku. Ola mu pasowała – sympatyczna, wesoła, w odpowiednim stopniu zadziorna. Więc to on jej nie pasował. Ostatnio coraz częściej zaczynała rozmowy o ślubie, o miesiącu miodowym… On żartował. No cóż. Nie doczekała się decyzji, więc postanowiła przyspieszyć sprawy. Myśli pewnie, że zaraz będzie dzwonił, błagał, żeby wróciła…
Dawid zdał sobie sprawę, że właśnie to chce zrobić. Wybrał numer Oli, ale telefon był wyłączony. Rzucił komórkę na kanapę.
Przypomniał sobie, jak Ola, przyciśnięta bokiem do zlewu, stojąc na jednej nodze jak bocian, obiera ziemniaki… Zapragnął, żeby wróciła, teraz. Poszedł do kuchni. W zlewie stały brudne talerze i kubki po śniadaniu. Obok – pusta butelka po winie. Została po jakiejś imprezie. „Wypiła, czyli się wahała, przeżywała.” To go trochę ucieszyło. Umył naczynia. Butelkę wepchnął do przepełnionego śmieciami kosza.
Ola nie znosiła brudnych naczyń. Więc zostawiła je specjalnie dla niego, żeby zrozumiał, jak ciężko mu będzie samemu: mycie, wynoszenie śmieci… Aktorka! Właśnie za to ją kochał. Choć o miłości mówił tylko na początku.
Zauważył kartkę na drzwiach lodówki, przyciśniętą magnesem. „Wychodzę. Nie jestem pewna, czy powinniśmy kontynuować.” Tak po prostu, bez wyjaśnień i podpisu.
A on już nawet pierścionek obejrzał. Czekał tylko na wypłatę i dobry moment, żeby uklęknąć i wręczyć go Oli przed całą ekipą.
– Jak cię dziewczyna rzuci, to znaczy, że dobrze – zanucił, parafrazując stary przebój.
W ciszy kuchni piosenka zabrzmiała fałszywie i smutno. „Wróci. Ja też jestem dumny. Nie będę dzwonił. Niech się pomęczy.” – Dawid wziął śmieci i wyszedł.
Gdy wrócił, jeszcze w drzwiach usłyszał dźwięk telefonu. Nie rozbierając się, pobiegł do kanapy. Na ekranie – nieznany numer. Nie odbierać? A jeśli to Ola?!
– Tak – odpowiedział.
– Damian, cześć. – Dawid się ucieszył, myśląc, że to Ola. – To ja, Kasia. Długo się zbierałam, żeby zadzwonić… Nic mi nie obiecywałeś… Ale nie wiem, co robić… – powiedział dziewczęcy głos.
– Kto? Jaka Kasia? – Dawid nawet nie zareagował, że nazwała go Damianem.
– Nie pamiętasz mnie? W takim razie nie ma o czym mówić. – I rozłączyła się.
– Cholera jasna – zaklął na głos.
Zobaczył mokre ślady butów na dywanie i znów zaklął. Telefon znów zadzwonił.
– Damian, chciałam powiedzieć…
– Nie jestem Damian. Nazywam się Dawid. Pomyliłaś numer – wytłumaczył.
– Kłamałeś? Po co? Sam dałeś mi swój numer – powtórzyła jego numer.
– Nie kłamałem. Od 26 lat jestem Dawidem. I nie dałem ci mojego numeru – odpowiedział zirytowany.
– Nie powinnam dzwonić…
– Nie rozłączaj się. Skoro zadzwoniłaś, mów, o co chodzi. – Ale znów się rozłączyła.
„Nie odbiorę więcej.” Wyłączył dźwięk, ale nie telefon. Tliła się nadzieja, że Ola jednak zadzwoni i wyjaśni, postawi warunki… Nie zdążył dokończyć myśli, gdy telefon znów wibrował.
– Kasia! Po co dzwonisz, skoro nie mówisz, czego chcesz?
– Przepraszam… – W słuchawce echo westchnienia, łkania albo plusku wody. – Nie wiem, co robić. Myślałam, że między nami… Chciałam powiedzieć, że to ja… Nie winieneś…
– Nie winien? Czego?! – krzyknął w pustkę, bo Kasia znów się rozłączyła.
Głos Kasi brzmiał słabo, jakby przez sen. I ten plusk w tle? Płakała? Co się tam dzieje? „To ja, nie winieneś…” – przypomniał jej słowa. Tak mówią przed… „Boże, co tam się dzieje?”
Znalazł numer kumpla. Damian był znanym kobieciarzem. Łatwo nawiązywał znajomości w klubach.
– No co, jednak dołączasz? Dawaj, tu już się rozkręca! – Damian próbował przekrzyczeć muzykę.
– Dam, po co dałeś jakiejś Kasi mój numer?
– Nie znam żadnej Kasi. Nie pamiętam – odpowiedział. Muzyka stała się cichsza, pewnie wyszedł. – Olej to. Poznałem jednDawid odwrócił się do Kasi, która stała w drzwiach z płonącymi policzkami, i powiedział: „Wiesz co, może jednak pójdziemy na tę kawę, a o reszcie pomówimy później.”



