Miałem wtedy psa już od dawna. Jego najlepsze lata psiej młodości przypadły właśnie na największy rozkwit bandyterki i bezprawia w naszym kraju. Pies miał imię, a nawet paszport, gdybym chciał wyjechać z nim wtedy za granicę. Według tego dokumentu pies był rasy rottweiler. Ja jednak na to nigdy nie zwracałem uwagi i dla mnie był po prostu Rysiem. Pewnego późnego wieczora “synuś” miał biegunkę. Musiałem więc biegać z nim przed blok, aby mógł załatwić swoje potrzeby.
Wybiegłem z psem na ulicę i od razu rzucił się pod krzaczek, aby oczyścić jelita. Ja skierowałem się w kierunku alejki, którą zwykle z nim chodziłem. Powoli sobie kroczyłem, wdychając świeże, nocne powietrze. patrząc się w gwiazdy i ciesząc się skrzypieniem czystego, świeżego śniegu pod stopami. Nie wiem, jak ich nie zauważyłem. Ale oni niestety mnie od razu zauważyli!
– Och! Jakiż to prezent pod choinkę! Dawno nie mieliśmy takiego frajera, którego będziemy mogli skroić.
– No dobra, to kto z nas zaczyna i dokona dzieła? He he.
Nie byłem tchórzem, więc od razu krzyknąłem: “Czego chcecie? Idźcie stąd, albo pożałujecie! a potem donośnym głosem powiedziałem: “Synku, do mnie!”.
– Patrz, on z dzieciakiem po nocach dpaceruje.
Nagle mój Rysiu przybiegł z prędkością światła na miejsce i nie musiał nawet za wiele warczeć – gdy go zobaczyli, od razu ocenili swoje szanse. Wtedy młodszy z mężczyzn porozumiewawczo spojrzał na starszego sugerując, że to jest pora na to, by się zwijać, ale niestety, było już za późno – Rysiek mordą objął gardło jednego z nich, wcześniej go powalając. Młodszy towarzysz złodzieja chciał wykorzystać ten moment i uciec, ale pies wydał z siebie ostrzegawczy dźwięk mówiący o tym, że lepiej będzie dla niego, jeśli tego nie będzie robił. Bandyta upadł więc na ziemię i grzecznie czekał w zaspie śniegu na przyjazd policji po którą od razu zadzwoniłem.
Nagle podjechały dwa zastępy policji, a potem jeszcze dwa wozy – czułem się jak w filmie. Prawie całe osiedle było oświecone przez światło policyjnych wozów. Mnie powitano jako bohatera, a jeszcze lepiej potraktowali Ryśka, który tak naprawdę był tutaj najważniejszy, ponieważ to on poradził sobie z tą przestępczą dwójką. Złodzieje postanowili powiedzieć, jak było:
– Od razu zaczął warczeć i tak się patrzył, wręcz oczu nie odrywał, że strach było się nawet na moment ruszyć.
Policajci z kolei się zachwycali i stwierdzili, że powinienem szkolić policyjne psy, skoro ten mój tak sobie dobrze poradził, nie przekraczając przy tym żadnych granic (w końcu mógł przegryźć temu mężczyźnie gardło, ale tego nie zrobił!
Nie mogłem jednak z nimi tak sobie rozmawiać, bo pies – najwidoczniej wycieńczony całą akcją – chciał już wracać do domu. Jak widać, nigdy nie wiemy, z kim zadzieramy, więc lepiej uważać. Ci bandyci o tym nie myśleli, i skończyli w kajdankach.



