*Późne Pożegnanie: Zegnaj na Drodze do Domu*
Po czułym pocałunku z kochanką, Wojciech Kowalski wsiadł do samochodu i ruszył do domu. Na chwilę zatrzymał się przed blokiem, nabierając głęboko powietrza, układając w myślach słowa, które powiedzi żonie. Wszedł po schodach, otworzył drzwi.
Cześć rzucił Wojciech. Krysia, jesteś w domu?
Jestem odparła żona, bez emocji. Cześć. No to co, smażę te schabowe?
Wojciech obiecił sobie, że będzie stanowczy, bez owijania w bawełnę prawdziwy mężczyzna decyzji! Czas skończyć z podwójnym życiem, póki jeszcze czuł na ustach ciepło kochanki, zanim codzienność znów go pochłonie.
Krysia zakrztusił się, prostując głos. Muszę ci powiedzieć że musimy się rozstać.
Wiadomość przyjęta została z niepokojącym spokojem. Krysia nie była kobietą, która łatwo traciła panowanie nad sobą. Kiedyś Wojciech nazywał ją nawet Krysią Lodową właśnie za to.
Co masz na myśli? spytała, stojąc w drzwiach kuchni. Nie smażę schabowych?
To zależy od ciebie odparł Wojciech. Jak chcesz, smaż; jak nie, to nie. Ja odchodzę. Do innej kobiety.
Większość żon zareagowałaby furią, może garnek poleciałby w stronę męża. Ale Krysia nie była jak większość.
Ojej, jaka tragedia mruknęła. Przyniosłeś moje buty z szewca?
Nie przyznał Wojciech, zaskoczony. Jeśli to takie ważne, pójdę po nie teraz!
No patrz burknęła Krysia. Zawsze taki byłeś, Wojtek. Każesz głupkowi przynieść buty, a on ci stare przynosi.
Wojciech poczuł się urażony. Dramat, który sobie wyobrażał, rozpadał się. Gdzie były łzy, krzyki, święty gniew? Ale czego więcej oczekiwać od kobiety o zimnej krwi Krysi Lodowej?
Chyba mnie nie słyszysz, Krysia! podniósł głos. Mówię ci, że zostawiam cię za inną, a ty gadasz o butach!
Właśnie odparła Krysia. W przeciwieństwie do mnie, ty możesz iść, gdzie chcesz. Twoje buty nie są u szewca. Co cię powstrzymuje?
Żyli razem latami, ale Wojciech nigdy nie umiał odgadnąć, kiedy Krysia mówi poważnie, a kiedy żartuje. Na początku to właśnie ta zimna krew, ta dyskrecja, go przyciągała. Nie mówiąc o jej twardej urodzie i praktycznym sposobie bycia.
Krysia była solidna, lojalna i niewzruszona jak głaz. Ale teraz Wojciech kochał inną. Kochał z namiętnością, grzechem i słodyczą! Czas przeciąć więzy i zacząć nowe życie.
I tak, Krysia oznajmił Wojciech z powagą i odrobiną goryczy. Dziękuję ci za wszystko, ale odchodzę, bo kocham inną. Ciebie już nie kocham.
Niesamowite powiedziała Krysia, nie podnosząc głosu. Nie kocha, biedaczek. Moja matka kochała sąsiada, ojciec kochał domino i bimber. A jednak wyrosłam na kobietę, jaką jestem.
Wiedział, że spieranie się z Krysią nie ma sensu. Każde jej słowo ważyło jak kamień. Początkowa determinacja osłabła, nie miał już ochoty na walkę.
Krysia, naprawdę jesteś niesamowita powiedział Wojciech, gorzko. Ale ja kocham inną. Kocham z namiętnością, grzechem i słodyczą. I odchodzę, rozumiesz?
Kogo? spytała żona. Tę Magdę Nowak, co?
Wojciech się cofnął. Rok temu miał romans z Magdą, ale nie sądził, że Krysia o niej wie!
Skąd ją znasz? zaczął, ale się zatrzymał. Nieważne. Nie, Krysia, to nie Nowak.
Krysia ziewnęła.
To może ta Ewa Kowalczyk? Za nią poszedłeś?
Dreszcz przebiegł po plecach Wojciecha. Ewa też była jego kochanką, ale to było dawno. Skoro Krysia wiedziała, dlaczego milczała? Oczywiście, była twierdzą, nigdy nic nie zdradzała.
Znowu pudło upierał się Wojciech. To nie Kowalczyk ani Nowak. To inna kobieta, wspaniała, miłość mojego życia. Nie mogę bez niej żyć i odchodzę. I nie próbuj mnie powstrzymywać!
No to chyba tylko Ania podsumowała Krysia. Oj, Wojtek, Wojtek doprawdy jesteś gapa. Twój największy sekret. Miłość twego życia Anna Wiśniewska, trzydzieści pięć lat, jedno dziecko, dwa poronienia Mam rację?
Wojciech złapał się za głowę. Trafiła w sedno! Jego romans był właśnie z Anią.
Ale jak? wyjąkał. Kto ci powiedział? Śledziłaś mnie?
Proste, Wojtek odparła Krysia. Wiesz, że od lat jestem ginekologiem. Przez moje ręce przeszła połowa kobiet w tym mieście, a ty znałeś tylko ułamek. Wystarczy, że spojrzę, by wiedzieć, gdzie buszowałeś, głuptasie!
Wojciech odetchnął głęboko, próbując odzyskać godność.
Załóżmy, że trafiłaś! oświadczył dumnie. Nawet jeśli to Ania, nic to nie zmienia. Odchodzę.
Jesteś naprawdę tępy, Wojtek westchnęła Krysia. Mogłeś zapytać. Poza tym nie ma w niej nic specjalnego, taka sama jak inne mówię to jako lekarz. Widziałeś historię chorób twojej pasji?
N-nie przyznał.
No właśnie. Najpierw idź pod prysznic. P A potem przyjdź na kolację, schabowe jeszcze ciepłe powiedziała Krysia, odwracając się do kuchni, a Wojciech stał jak zahipnotyzowany, zrozumiawszy nagle, że jego wielki dramat był tak naprawdę tylko kolejnym zwykłym wieczorem.



