Kochany Dzienniku,
Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? zapytała mnie moja żona, Milena, mając nadzieję, że po wyczerpującym dniu nie będzie musiała tłuc się czterdzieści minut zatłoczonym autobusem miejskim.
Nie mogę, mam coś do zrobienia, rzuciłem krótko. Zresztą w tle i tak był wyraźnie słyszalny telewizor, a więc byłem akurat w domu.
Do dziś pamiętam jej głos, rozczarowany i cichy. Nasze małżeństwo przechodziło kryzys, a przecież jeszcze kilka miesięcy temu nie wyobrażałem sobie bez niej życia. Co się takiego stało? Nie potrafiliśmy odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Milena zawsze dbała o swoją sylwetkę, godzinami ćwiczyła na siłowni. Gotowała przepysznie, nie bez powodu pracowała jako szefowa kuchni w popularnej restauracji w centrum Warszawy. Nigdy nie prosiła mnie o pieniądze, nie wywoływała awantur, była gotowa spełnić każdą moją zachciankę…
Za bardzo go rozpieszczasz powtarzała jej mama, gdy słuchała skarg Mileny. Nie wolno na wszystko pozwalać mężczyźnie.
Po prostu go kocham, odpowiadała wtedy moja żona z bezradnym uśmiechem. Przecież on mnie też kocha…
******************************
Chyba już naprawdę go znudziłam, szeptała do siebie Milena, przeglądając moją historię przeglądania. Okazało się, że całe wolne chwile spędzałem na portalach randkowych, rozmawiając naraz z kilkoma dziewczynami. Dlaczego nie mógłby ze mną normalnie porozmawiać? Przecież bym zrozumiała i puściła go wolno. Po co tkwić w związku bez miłości i tylko siebie nawzajem dręczyć?
Cóż, rozwód był coraz bardziej realny. Milena wiedziała jednak, że jest silna, da sobie radę. Ale po cichu chciała wymierzyć drobną zemstę. Zasłużyłem na to…
Tej samej nocy założyła konto na tym samym portalu co ja, znalazła mnie bez trudu i napisała wiadomość. Zdjęcie wzięła z internetu, trochę przerobiła w Photoshopie. Była pewna, że się nabiorę. I rzeczywiście się nabrałem.
Rozpoczęła się gorąca korespondencja. W wiadomościach przechwalałem się, że jestem wolny, gotowy na poważny związek i dzieci. Rozpisywałem się o swoim wspaniałym charakterze. Milena śmiała się do łez znała mój trudny charakter lepiej niż ktokolwiek.
Spotkajmy się napisała pod przykrywką innej osoby, trzymając kciuki za mój entuzjazm.
Jasne! odpisałem natychmiast. Ale wiesz, teraz u mnie w mieszkaniu mieszka siostra, przygotowuje się do matury. Spotkajmy się gdzieś neutralnie, a potem możemy iść do hotelu.
Serio? przeczytała z niedowierzaniem. Jeszcze myśli, że dziewczyna od razu poleci z nim do hotelu? Każda normalna by się obraziła! Chociaż… dla niej to nawet lepiej.
A może jednak u mnie? Mam domek pod Warszawą, żyję sama. Nikt nam nie będzie przeszkadzał… i zastanowiła się, czy się zgodzę.
Świetny pomysł! ucieszyłem się na myśl, że nie wydam ani grosza więcej. Podaj adres i godzinę. Przylecę na skrzydłach miłości!
Ulica Brzozowa 25, dziesiąta wieczorem. Pasuje?
Oczywiście! Czekaj na mnie.
Godzinę przed umówionym spotkaniem udałem, że pilnie muszę pojechać do pracy. Zacząłem nerwowo szukać kluczyków do samochodu i w końcu zapytałem żonę, czy ich nie widziała.
Leżały na szafce w przedpokoju odpowiedziała niewinnie, patrząc mi w oczy, a jednocześnie ściskała kluczyki w kieszeni spodni. Może kot je zabrał?
Dobra, wezmę taksówkę. Nie czekaj na mnie, możesz iść spać.
Nie miałem pojęcia, że Milena wcale nie zamierza na mnie czekać. W tym czasie zaczęła pakować swoje rzeczy. Na szczęście miała swoje własne mieszkanie po babci. Po sobie zostawiła jedynie pozew rozwodowy, wyłożony na samym środku stołu.
Ja wróciłem do domu dopiero rano, wściekły i przemoczony. Podmiejska podróż autobusem zajęła więcej niż godzinę. Angelika z portalu randkowego jednak nie była tą osobą ze zdjęcia.
Adres się zgadzał, dom też. Ale otworzyła mi drzwi kobieta co najmniej trzy razy większa ode mnie. Miała na sobie tylko półprzezroczysty szlafrok, a ja dałbym wszystkie oszczędności, żeby zapomnieć ten widok.
Wyjście z tej sytuacji kosztowało mnie sporo nerwów, musiałem zamówić taksówkę, na którą czekałem w tym całym przymrozku jeszcze dłużej. Kierowca był dziwny, zabłądziliśmy, a ja myślałem, że tej nocy już nie wrócę do domu. Noc zapowiadała się ciekawie, ale była tylko upokarzająca.
Dopiero kiedy wszedłem do mieszkania i zobaczyłem na stole pozew rozwodowy, zorientowałem się, kto stał za całą intrygą. Obok leżała pomadka do ust, a na lustrze ktoś napisał:
Słodka zemsta
Dzisiaj wiem jedno nie doceniłem osoby, która kochała mnie ponad wszystko. W domu nie liczą się opowieści z portali, ale ta, którą budujemy codziennie razem. Szkoda, że zrozumiałem to za późno.


