Pozdrowienia od Przyjaciela

— Obyś się zakrztusiła! — wrzeszczała kobieta w czarnym dzianym berecie. — Jeszcze pożałujesz! Patrz, żebyś nie połknęła języka! To twoja ostatnia kolacja!

Weronika stała z otwartymi ustami, ściskając w dłoniach paczkę mrożonych krewetek. Ostatnią w promocji. Szalona sąsiadka próbowała wyrwać jej zdobycz, a gdy spotkała się z oporem, zaczęła miotać przekleństwa. Klienci sklepu przyglądali się nieprzyjemnej scenie. W końcu kobieta odjechała z wózkiem w stronę działu z przyprawami, a Weronika pomaszerowała do kasy.

— Pierwsza wzięłam te krewetki — myślała. — Ani słowa jej nie powiedziałam, a ona się rzuca! Wariatka…
— Ona tu przychodzi jak do pracy — pocieszała kasjerka. — Zawsze znajdzie powód do awantury. Raz nawet komuś koszyk zabrała, a potem zostawiła go przy kasie. Po co to?
Weronika uśmiechnęła się blado. Pewnie wiosenne przesilenie. Nie warto się przejmować. W domu czekał na nią Feliks. Kot, dostrzegłszy właścicielkę, przycisnął łapę do szyby.
— I tobie dzień dobry, Felku! — zawołała.

***
Po kolacji Weronika usiadła przed telewizorem. Feliks, zwykle spokojny pręgowaniec w białych „skarpetkach”, bezceremonialnie wskoczył jej na kolana.
— Feliks, co ty…?
Kot ściągnął krewetkę z widelca, drugą zrzucił na podłogę i połknął.
— Co się dziś dzieje? Wszyscy oszaleli?

Nim zdążyła go skarcić, zniknął w korytarzu. Wieczorem, gdy Weronika drzemała pod kocem, obudził ją syk. Feliks wygięty w łuk wpatrywał się w kąt pokoju.
— Felku? Co tam jest? — dziewczynę przeszedł dreszcz.
Nigdy go takim nie widziała. Słyszała, że zwierzęta wyczuwają rzeczy, których ludzie nie dostrzegają. Może teraz…? Kot postąpił krok do przodu, sycząc groźniej. Nagle wrócił do siebie, wskakując na kolana i wtulając pyszczek w jej szyję.

***
Nocą Weronika budziła się kilka razy. Feliks krążył po mieszkaniu, jakby pilnował przed intruzami. O świcie zastała go w kącie salonu, walczącego z niewidzialnym wrogiem.
— Feliks, co…?
Kot podbiegł do łóżka, miaucząc nerwowo. Zwykle tak błagał o smakołyki.
— Czego chcesz? — Weronika wzięła go na ręce, lecz ten wyrwał się i pognał do kuchni.

Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Na stole stał Feliks. Na podłodze leżały roztrzaskana cukiernica i porcelanowy dzbanek.
— Boże… — szepnęła, sięgając po szufelkę. Feliks obserwował ją spokojnie, po czym wrócił do sypialni. Gdy skończyła sprzątać, znalazła go na poduszce. Dyszał, drżąc cały.

***
— Zadzwoniłam od razu — tłumaczyła w gabinecie weterynaryjnym, zalewając się łzami. — Lekarz sądził, że połknął szkło… A to było zatrucie! Skąd? Feliks nie wychodził…
Przed nią siedzała starsza pani z różową transporterką. Z wnętrza wysunęła się biała łapka, dotykając kolana Weroniki.
— Strasznie współczuję — szepnęła babcia. — Nawet moja Madame się wzruszyła…
— Wierzy pani w klątwy? — wybuchnęła Weronika. — Ta kobieta w sklepie… Powiedziała, że to moja ostatnia kolacja! Feliks zjadł krewetki z mojego talerza, zanim zdążyłam… Walczył z czymś, odprowadził mnie od kuchni… To on przejął moje przeznaczenie, prawda?

— Zwierzęta widzą więcej — odparła staruszka, gładząc transporterkę. — Feliks na pewno nie zostawi cię samej. Madame zjawiła się, gdy byłam w potrzebie. Zmieniła wszystko…
Drzwi gabinetu uchyliły się.
— Weroniko? Możecie już zabrać Feliksa…

***
Minęły miesiące. Weronika wciąż nosiła żałobę, ale o nowym kocie nie chciała słyszeć.
— Chodzi tylko o to, żeby Feliks przysłał mi kogoś… — powtarzała przyjaciółkom.

Pewnego letniego wieczoru, wchodząc do metra przy Placu Wilsona, usłyszała pisk.
— Przygarnie pani kotka? — spytał znajomy głos.
Babcia z Madame uśmiechała się, trzymając pudełko. W środku biały kociak w prążkowanych „skarpetkach” mrużył oczy w zachodzącym słońcu.
— Zupełnie jak Feliks… Tylko odwrotnie — szepnęła Weronika, biorąc go na ręce.
— Ktoś cię przysłał, co? — zaszeptała, gdy kotek wtulił nosek w jej ucho. — Feliks się postarał…

Malec pomrukiwał, opowiadając historie o tęczowych mostach i obietnicach opieki. Przekazywał pozdrowienia. I nadzieję.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + siedem =

Pozdrowienia od Przyjaciela