Powrót

Powrót

– Lenka! Gdzie jesteś? Lenka! – Kasia wpadła do domu, obrzuciła wzrokiem pusty pokój i wybiegła na ganek, stukając obcasami i trzaskając drzwiami. – I gdzie jej szukać? – Z rozpaczy i niecierpliwości Kasia tupnęła nogą.

Zza rogu domu ukazała się niewysoka dziewczyna z plastikową miską w rękach.

– No wreszcie. Krzyczę, krzyczę do ciebie… – Kasia zbiegła z ganku do przyjaciółki.

– Pranie w ogrodzie wieszałam. A co się stało? – Lena postawiła miskę na ganku.

– Stało się. – Kasia błysnęła piwnymi oczami spod gęstej, czarnej grzywki.

Chciała pomęczyć przyjaciółkę, nie wyjawiać od razu nowiny, ale nie wytrzymała, wyrzuciła z siebie jednym tchem:

– Kola wrócił.

– Naprawdę? – W oczach Leny niedowierzanie zmieniło się w radość, zmieszanie i znowu w niedowierzanie.

– Nie kłamię. Sama widziałam. Matka raczej go nie puści, też się stęskniła.

– Chodźmy – powiedziała śmiejąc się Lena i pierwsza ruszyła z podwórka.

Słońce hojnie zalewało wieś ciepłym światłem, rzeka wijała się wśród porośniętych brzegów, a cały świat był niesamowicie piękny. Ale Lena nie zauważała niczego wokół. Serce wybijało radośnie: „Kola! Kola!” w oczekiwaniu na długo wyczekiwane spotkanie z ukochanym.

– Patrz, tam jest! – Kasia złapała Lenę za rękę.

W ich stronę szedł Mikołaj w mundurze. Zobaczył dziewczyny i ruszył biegiem.

Radość zalała serce Leny, zerwała się z miejsca i także pobiegła ku niemu, wpadła w jego objęcia, przytuliła się całym drżącym ciałem.

Kasia stała z boku i z zazdrością patrzyła na spotkanie zakochanych. Też lubiła Mikołaja, ale on poza Leną nikogo nie widział. Skończył szkołę dwa lata wcześniej, został we wsi, by pomagać rodzicom. Gospodarstwo mieli duże, utrzymywali się ze sprzedaży plonów, mleka i mięsa. Rok później Mikołaja zabrano do wojska.

„Co on w niej widzi? Jestem ładniejsza. Dlaczego wszystko zawsze jej?” – pomyślała zazdrośnie Kasia, nerwowo gryząc wargi. Do oczu napłynęły zdradliwe łzy. Uciekła do domu, rzuciła się na łóżko, wtuliła w poduszkę i dała upust łzom.

– Co się stało? – z kuchni wyszła mama.

– Nic – burknęła Kasia.

– Aha. Zazdrościsz? Myślisz, że dla ciebie nie starczy kawalerów? Masz Leszka, oczywiśli ci nie spuszcza, zarabia dobrze, przystojny, dom ma.

– Mamo! – Kasia zaniosła się jeszcze głośniejszym płaczem. – Wyjadę. Zdam maturę i wyjadę. Do wojewódzkiego.

– Co ty wygadujesz. Czekają tam na ciebie, oczywiście. Nie, córeczko, gdzie się urodziło, tam się przydało. Wyjedziesz, a oni zostaną… – ostrożnie zaczęła mama.

„O nie. – Kasia podniosła głowę znad poduszki. – Jestem ładniejsza, mam lepszą figurę. Lena jak urodzi, to się rozleje. Muszę coś wymyślić. Najważniejsze, żeby ich nie zostawiać samych.” Łzy wyschły w oczach.

– No właśnie – z aprobatą powiedziała mama i wróciła do kuchni.

Wkrótce przybiegła Lena. Kasia zobaczyła, jakim szczęściem świecą się jej oczy, i serce znów ścisnęło się z zazdrości. Wymusiła uśmiech.

– Czemu tak szybko się rozstaliście? – Nie potrafiła ukryć złośliwości Kasia.

– Zaraz wszyscy krewni się zbiorą, będą świętować powrót. A wieczorem Kola przyjdzie na potańcówkę. Oj, Kasiu, tak się cieszę! A ty czemu taka jesteś? – spytała Lena, nie rozumiejąc nastroju przyjaciółki.

– Nie będę wam przeszkadzać. I nie mam w czym iść na potańcówkę. Wiesz, że u matki nie wyprosisz pieniędzy na nową sukienkę.

– Dam ci moją, tę, którą lubiłaś. Przytyłam, jest mi za mała, a tobie będzie akurat. Chodź do mnie, przymierzysz – zaproponowała Lena.

Kasia ledwo powstrzymała okrzyk radości. Długo kręciła się przed lustrem w pokoju Leni, podziwiając siebie. Sukienka leżała jak ulał.

– Nie szkoda? – zwątpiła.

– Ani trochę – z łatwością odparła Lena i przytuliła przyjaciółkę. – Bierz. A ja muszę obiad przygotować.

– Do wieczora! – Kasia cmoknęła przyjaciółkę w policzek i pobiegła do domu.

Wieczorem Lena zajechała po Kasię i razem poszły do klubu.

Z okien ceglanego budynku wylewał się przyciągający jasny blask, rozbrzmiewała muzyka. Na środku sali już tańczyło kilka dziewczyn. Dwóch chłopaków grało w bilard w kącie. Lena rozejrzała się za Mikołajem.

– Nie ma go. Chodź tańczyć. – Kasia wyszła na środek sali, wesoło zakręciła się, podnosząc ręce do góry, nie zapominając zerkać na drzwi czy nie idzie Mikołaj.

Kiedy ucichła rytmiczna muzyka, wyszła na dwór, wachlując rozgrzaną twarz dłońmi. Początek czerwca, wieczory jeszcze chłodne. Kasia zmarzła i wzdrygnęła się. W oddali palił papierosa Leszek.

Kasia długo wpatrywała się w gęstniejące zmierzchy, aż w końcu zauważyła Mikołaja. Poznała go po mundurze. Bez zastanowienia zeszła z ganku i podeszła do Leszka, oplatając jego szyję ramionami. Jej jasna sukienka wyraźnie odcinała się w mroku.

– Co ty, Kasia? – spytał zdziwiony Leszek.

Zamiast odpowiedzi Kasia nagle wpiła się w jego usta. Leszek nie stracił głowy, objął dziewczynę. Gdy Kasia odepchnęła go i rozejrzała się, Mikołaj szybko oddalał się. Niezadowolony Leszek znów przyciągnął Kasię, sięgnął po jej usta.

– Idź se! – warknęła na niego i pobiegła do klubu.

Wyszło nawet lepiej, niż planowała. Sukienka сыграла злую шутку з Mikołajem. Na pewno pomyślał, że to Lena całuje się z kimś. Nie być ślubowi!

– Nie widziałaś Mikołaja? – spytała Lena, gdy Kasia weszła do sali.

– Widziałam. Postał w drzwiach i poszedł. Chodź tańLena odwróciła się i zobaczyła Mikołaja stojącego w drzwiach z bukietem polnych kwiatów w rękach, a w jego oczach było tyle miłości, że wszystkie dawne rany w końcu się zagoiły.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 5 =

Powrót