Powrót z towarzyszem

Jadwiga Nowak odłożyła druty i nadstawiła ucha. Ktoś majstrował przy zamku w drzwiach wejściowych. Dźwięk był znajomy, ale o tej porze nikogo się nie spodziewała. Wpół do dziesiątej wieczorem, sąsiedzi już spali, a wnuczka Zosia przyjeżdżała tylko w weekendy.

Zamek zaskoczył, drzwi skrzypnęły. W przedpokoju rozległy się ciężkie kroki i czyjś sapanie.

– Kto tam? – krzyknęła Jadwiga, chwytając się laski.

– Mamo, to ja – odpowiedział znajomy głos.

Serce podskoczyło jej w piersi. Tego głosu nie słyszała od półtora roku. Syn Marek wyszedł z domu po kolejnej pijatyce i nigdy nie wrócił. Od czasu do czasu przysyłał SMS-y, że żyje, i tyle.

– Marek? – zawołała niepewnie.

– Tak, mamo, to ja. Nie bój się.

Jadwiga podniosła się z fotela i, opierając się na lasce, ruszyła do przedpokoju. Zapaliła światło. W drzwiach stał jej syn, zarośnięty, w pogniecionej kurtce i brudnych dżinsach. Wyglądał kiepsko, ale najważniejsze – był trzeźwy.

– Marku! – rzuciła mu się na szyję, mimo nieprzyjemnego zapachu. – Synku, jakże się stęskniłam!

– Ja też, mamo. Wybacz mi – przytulił ją mocno. – Wiem, co nabroiłem.

Jadwiga odsunęła się i przyjrzała synowi. Schudł, oczy miał zapadnięte, ale wzrok był czysty. Nie pijany.

– Chodź, chodź – zaszemrała. – Siadaj do stołu, coś ci podgrzeję.

– Mamo, zaczekaj – Marek złapał ją za rękę. – Nie jestem sam.

– Jak to nie sam?

Odwrócił się do drzwi i szepnął:

– Wejdź, nie bój się.

Zza jego pleców wyłoniła się mała postać. Dziewczynka może pięcio-, sześcioletnia, w brudnej różowej sukience i znoszonych sandałkach. Jasne, kręcone włosy, duże szare oczy pełne lęku.

Jadwiga westchnęła.

– Kto to?

– Mamo, poznaj. To Weronika – położył dłoń na ramieniu dziewczynki. – Moja córka.

– Córka? – Jadwiga opadła na stołek w przedpokoju. – Jaka córka? Skąd?

– Długa historia, mamo. Najpierw nakarmmy dziewczynkę, umyjmy ją. Jest zmęczona, daleko szliśmy.

Weronika przytuliła się do ojca i milczała. Tylko jej wielkie oczy biegały po pokoju, badając obce otoczenie.

– Tak, oczywiście – ocknęła się Jadwiga. – Dziewczynko, jesteś głodna? Chcesz coś zjeść?

Dziecko skinęło głową, ale nie odeszło od Marka.

– Chodźcie do kuchni – Jadwiga, utykając, szła przodem. – Coś wam przygotuję.

Marek posadził córkę przy stole i usiadł obok. Weronika rozglądała się ciekawie. Kuchnia była mała, ale przytulna – kwiaty na parapecie, koronkowe firanki, miedziany czajnik na półce.

– Mamo, masz coś dla dziecka? Mleko, kaszę? – spytał Marek.

– Mleko jest, zaraz podgrzeję. Kaszkę szybko ugotuję – zWeronika uśmiechnęła się przez sen, wtulona w poduszkę, a Jadwiga pomyślała, że choć los rzucał ich po świecie jak liście na wietrze, w końcu znaleźli swój dom.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × dwa =

Powrót z towarzyszem