Powrót Lidki
Lidka stała przed drzwiami mieszkania Adama, nerwocz obracając pasek torebki. Dwa i pół roku temu odeszła od niego, zatrzaskując drzwi, pewna że Krzysztof, jego przyjaciel z grubym portfelem i nowym samochodem, zapewni jej życie, o jakim marzyła. Ale Krzysztof okazał się nie taki, jakiego sobie wyobrażała, i teraz Lidka postanowiła wrócić. „Adam zawsze mnie kochał – myślała. – Przyjmie mnie z powrotem, gdzie miałby uciec?” Wcisnęła dzwonek, poprawiła włosy i naciągnęła sztuczny uśmiech. Drzwi otworzył Adam, a od jego zaskoczonego „A kogoż to niesie? Skąd ta wizyta?” Lidka poczuła chwilową pewność siebie.
„No to jestem z powrotem – uśmiechnęła się, wdychając zapach smażonych ziemniaków i kotletów. – Obiad gotujesz? Pachnie przepysznie.” Adam zmarszczył brwi: „Z powrotem? Do mnie?” Lidka skinęła głową, ale jego następne pytanie zbiło ją z tropu: „My już zjedliśmy. Wybacz, nie zapraszam.” „My? – powtórzyła, czując, jak w środku narasta niepokój. – Kto to 'my’?” Wtedy z kuchni wyszła kobieta. Lidka przyjrzała się uważniej i oniemiała – to była Ania, jej dawna przyjaciółka, z którą kiedyś popijały prosecco, plotkując, jak uciec od Adama.
Lidka i Adam pobrali się pięć lat temu, ale ich małżeństwo było pasmem kłótni. Ona pragnęła życia pełnego luksusów: restauracji, podróży, markowych ubrań. Adam, inżynier w fabryce, zarabiał skromnie, choć się starał. Jego rodzice przywozili wiejskie produkty, by oszczędzać, ale Lidka narzekała: „Nie chcę ich mleka ani sera!” Wydawała własne pieniądze na ciuchy i nowy telefon na raty, od Adama żądając jeszcze więcej. „Jesteś biedakiem – rzucała mu w twarz. – Po co ja się z tobą związałam?” Prosił, by sprzątała mieszkanie, ale odmawiała: „To twoje mieszkanie, ja tu nie gospodyni.”
Wszystko zmieniło się, gdy Lidka wdała się w romans z Krzysztofem. Był czarujący, z pieniędzmi, zabierał ją do modnych knajp, obiecywał złote góry. Przyjaciółka Ania ostrzegała: „Lidka, Krzysiek to kobieciarz, zastanów się!” Ale Lidka nie słuchała. Spakowała walizki, rzuciła Adamowi klucze i wyjechała z Krzysztofem bez pożegnania. Ania została w tamtym mieszkaniu, sprzątając bałagan po Lidce. Ta wtedy śmiała się: „Bierz sobie Adama, on twój!” Nie sądziła, że jej słowa staną się prorocze.
Życie z Krzysztofem nie było bajką. Był hojny, ale wymagał posłuszeństwa, a jego „wybryki” Lidka znosiła, dopóki nie miała dość. Po dwóch latach dowiedziała się, że Adam dostał awans, kupił auto i nie ożenił się. „Czeka na mnie” – zdecydowała, zostawiając Krzysztofowi kartkę i odjeżdżając. Teraz jednak, stojąc w progu, patrzyła na Anię, która spokojnie powiedziała: „Witaj, koleżanko. Czemu się dziwisz? Sama mi go oddałaś.”
Lidka poczuła, jak palą ją policzki. „Jesteście małżeństwem?” – wyszeptała. Adam skinął głową: „Tak, Lidka. U nas wszystko dobrze. A ty czego chciałaś?” Ona zaniemówiła: „Myślałam… Może moglibyśmy…” Ania delikatnie przerwała: „Lidka, masz rodziców. Oni się ucieszą. A nam z Adamem czas. Do widzenia.” Drzwi się zamknęły, a Lidka została sama na klatce schodowej, kurczowo ściskając torebkę.
Przypomniała sobie, jak Ania sprzątała w tym mieszkaniu, piekła ciasta, odwiedzała babcię. Wtedy Lidka śmiała się z jej „prostoty”, a teraz zrozumiała: Ania dała Adamowi to, czego ona nie potrafiła – troskę, domowe ciepło, miłość. Chciała wrócić do Krzysztofa, ale kartka, którą zostawiła, spaliła za sobą mosty. Rodzice? Dystansowali się od niej, oburzeni jej wyborami. Usiadła na ławce pod blokiem, czując, jak świat się wali. „Co ja narobiłam?” – szeptała, ale odpowiedzi nie było.
A w mieszkaniu Adam i Ania szykowali się do kolacji. Miesiąc później urodziły im się bliźnięta, a rodzice Adama, uwielbiający nową synową, nie mogli się nacieszyć. Lidka została z pustymi rękami, żałując swoich decyzji. Życie, jak ostrzegała Ania, nie wybacza tym, którzy marnują prawdziwe szczęście dla złudzeń.



