Powrót Lidki
Lidka stała przed drzwiami mieszkaniem Serafa, nerwowo szarpiąc rączkę torebki. Dwa i pół roku temu zostawiła go, trzaskając drzwiami, pewna, że Paweł, jego znajomy z grubym portfelem i nowym audi, da jej życie, o jakim marzyła. Ale Paweł okazał się zupełnie inny, niż się wydawało, więc Lidka postanowiła wrócić. *„Seraf zawsze mnie kochał — myślała. — Przyjmie mnie z powrotem, bo gdzie on się podzieje?”* Wcisnęła dzwonek, poprawiła włosy i naciągnęła uśmiech. Drzwi otworzył Seraf, a na jego zaskoczone: *„O, ludzie! Skąd cię niesie?”* odczuła przypływ pewności siebie.
„No i wróciłam” — uśmiechnęła się, wdychając zapach ziemniaków i schabowych. „Oczy zjadłeś?” Seraf zmarszczył brwi: „Gdzie — do mnie?” Lidka skinęła głową, ale jego kolejne pytanie zbijało ją z tropu: „My już zjedliśmy. Nie zapraszam”. „My? — powtórzyła, czując, jak w środku narasta niepokój. — Kto to *my*?” Wtedy z kuchni wyszła kobieta. Lidka przetarła oczy — to była Ola, jej dawna przyjaciółka, z którą kiedyś popijały prosecco, narzekając na Serafa.
Lidka i Seraf pobrali się pięć lat temu, ale małżeństwo było pasmem kłótni. Ona pragnęła luksusu: modnych knajp, wakacji w Grecji, drogich butów. Seraf, inżynier w fabryce, zarabiał skromnie, choć się starał. Rodzice przywozili mu jajka i masło ze wsi, ale Lidka krzywiła się: „Nie będę jadła tej wiejskiej tandety!” Wydawała własne pieniądze na ciuchy i komórkę na raty, a od niego żądała więcej. „Nie dość, że biedak, to jeszcze nudziarz” — mówiła. Gdy prosił, żeby poszła z nim do rodziny, odmawiała: „Twoi są nudni jak flaki z olejem”.
Wszystko się zmieniło, gdy poznała Pawła. Był czarujący, woził ją mercedesem, obiecywał raj na ziemi. Ola ostrzegała: „Lidka, on ma kobiety jak muchy w lecie!” Ale Lidka nie słuchała. Spakowała walizki, cisnęła klucze Serafowi i wyjechała z Pawłem bez słowa. Ola została w mieszkaniu, sprzątając bałagan, który Lidka zostawiła. „Bierz go sobie, jeśli ci tak zależy!” — zaśmiała się wtedy. Nie sądziła, że te słowa staną się prorocze.
Życie z Pawłem nie było bajką. Był hojny, ale wymagał posłuszeństwa, a jego „wybryki” tolerowała, aż w końcu zmęczyła się. Po dwóch latach usłyszała, że Seraf dostał awans, kupił mieszkanie i… nie ożenił się. *„Czeka na mnie”* — pomyślała, zostawiając Pawłowi kartkę i uciekając. Teraz jednak, stojąc w progu, patrzyła na Olę, która spokojnie powiedziała: „Cześć, stara. Nie spodziewałaś się?”
Lidce twarz zapłonęła. „Jesteście małżeństwem?” — wykrztusiła. Seraf skinął głową: „Ano. I dobrze nam razem. A ty czego chcesz?” „Myślałam… może…” — zaczęła, ale Ola przerwała łagodnie: „Lidka, twoi rodzice mieszkają w sąsiedztwie. Może czas do nich? My już wracamy do kolacji.” Drzwi zamknęły się, a Lidka została sama na klatce, ściskając torebkę.
Przypomniała sobie, jak Ola gotowała rosoły, sprzątała i opiekowała się swoją babcią. Wtedy śmiała się z ich „wiejskiej sielanki”. Teraz zrozumiała: Ola dała Serafowi to, co ona odrzuciła — ciepło, wierność, zwykłego szczęścia. Chciała wrócić do Pawła, ale kartka, którą zostawiła, zniszczyła mosty. Rodzice? Dawno się odsunęli, zranieni jej wyborami. Usiadła na ławce pod blokiem, czując, jak świat się rozpoczyna. *„Co ja narobiłam?”* — szepnęła, ale odpowiedzi nie było.
A w mieszkaniu Seraf i Ola szykowali się do kolacji. Miesiąc później urodzili się bliźniacy, a rodzice Serafa, uwielbiający synową, nie mogli się nacieszyć. Lidka została z niczym, żałując wyborów. Bo życie, jak mawiała Ola, nie lubi tych, co rzucają diamenty dla blichtru.



