Kiedy się pobrali, Kasia ledwo się poruszała – była w ostatnim miesiącu ciąży – wspomina z drżeniem w głosie Jadwiga Nowak, matka dziewczyny. O jakim ślubie tu mówić… Wszyli do urzędu stanu cywilnego, podpisali papiery i pojechali do mnie – nakryli stół i cicho świętowali. Tydzień później na świat przyszedł nasz Wojtuś.
Gdy pytają, dlaczego córka tak długo nie wychodziła za mąż, Jadwiga wzdycha. Wręcz przeciwnie, wszystko stało się nagle. Kasia dowiedziała się o ciąży, gdy miała już trzy miesiące. Z ojcem dziecka mieszkali razem, planowali ślub, układali przyszłość. Ale on się wystraszył. Zląkł się odpowiedzialności. Po prostu zniknął – spakował rzeczy, zablokował Kasię wszędzie i przepadł jak kamień w wodę.
Kasia była załamana. W ciąży, porzucona, pełna lęku przed tym, co ją czeka. I wtedy, w tym trudnym czasie, pojawił się Marek. Od razu powiedziała mu prawdę – nie ukrywała niczego. Wysłuchał, zastanowił się… i został. Zaczęła się opiekować, chodził z nią na badania, gotował, pocieszał. Wkrótce oświadczył się. Powiedział: „Dziecko powinno urodzić się w prawdziwej rodzinie”.
Przyznam, na początku nie wierzyłam. Bałam się, że za jego dobrocią coś się kryje. Nawet próbowałam go podpytać – przyznaje z goryczą matka. Ale na próżno. Marek okazał się nie tylko wzorowym mężem, ale i wspaniałym ojcem dla Wojtka.
Minęło dziesięć lat. Wojtek to bystry, dobrze wychowany chłopiec. Odrabia lekcje z Markiem, chodzi z nim do kina, na basen, jeździ na rolkach. Miłość między nimi jest prawdziwa, szczera. Wojtek nazywa Marka tatą – bo w końcu to on nim jest. Matka Marka, nawiasem mówiąc, też uwielbia wnuka. Zabiera go na weekendy, kupuje prezenty, piecze jego ulubione pierniki.
Wszystko było spokojne, dopóki Kasia nie pokazała mi wiadomości: „Cześć. Widziałem zdjęcia naszego syna. Chcę go poznać. Ma prawo wiedzieć, kto jest jego prawdziwym ojcem”. Napisał to tamten – biologiczny ojciec, który dziesięć lat temu uciekł, zostawiając ciężarną dziewczynę.
Wyobrażacie sobie? – oburza się Jadwiga. Po prostu zobaczył zdjęcia w sieci i nagle się „obudził”! Zaczął pisać do Kasi, domagać się spotkań, mówić, że ma pełne prawo do dziecka. A potem wrzucił u siebie zdjęcie Wojtka z podpisem: „Mój syn”. Jaki ty ojciec, skoro przez dziesięć lat nawet nie pomyślałeś, że on istnieje?
Kasia zawsze otwarcie publikowała zdjęcia syna – z wakacji, ze spacerów, ze świąt. Była z niego dumna. Ale nie przyszło jej do głowy, że pewnego dnia to da powód duchowi z przeszłości, by wtargnął w ich życie.
Od razu powiedziałam: nawet mu nie odpowiadaj! – opowiada Jadwiga. To nie ojciec! Ale Kasia się waha. Mówi: „To jego biologiczny ojciec, może Wojtek ma prawo go poznać?..”
Marek, oczywiście, był przeciw. Wychowywał Wojtka od urodzenia. To on jest ojcem, który nie uciekł, gdy było trudno. Dał nie tylko miłość – wychował syna. I teraz maI teraz ma stać z boku, podczas gdy obcy człowiek z przeszłości znów chce wszystko zburzyć.



