Powrót Julii do rodzinnego domu na święta z ciężkimi torbami, radosne powitanie i niespodziewani goś…

Julia wysiadła z autobusu, niosąc ciężkie torby w obu rękach i ruszyła w stronę rodzinnego domu. Jestem w domu! zawołała, otwierając drzwi. Juleczka, córko! wszyscy rzucili się jej na powitanie. Czuliśmy, że wrócisz! Wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy dużym stole, ktoś zapukał do drzwi. Pewnie sąsiedzi przyszli z życzeniami powiedziała mama, wzruszając ramionami, po czym poszła otworzyć. Wróciła nie sama przyniosła ze sobą gości. Julia spojrzała na ludzi, którzy weszli do pokoju i nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Julia milczała, patrząc z tęsknotą za okno autobusu, który niósł ją daleko od swojego miasta. Na kolanach trzymała dużą, kratkowaną torbę, mocno przyciskając ją do siebie. Wzięła tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a torba i tak była spora. Babcia położyła na wierzchu cały worek świeżutkich drożdżówek, które teraz roztaczały w autobusie kuszący zapach.

Julia nie wytrzymała, otworzyła torbę i wyjęła dwa złociste drożdżówki.

Chcesz jedną? zapytała chłopaka, który chyba wsiadł wcześniej, w jednym z okolicznych miasteczek. Od razu oddał Julii miejsce przy oknie, wzbudzając jej sympatię.

Jasne! odpowiedział, połykając ślinę.

Jestem Julia przedstawiła się dziewczyna.

Ja jestem Szymon! Na studia jedziesz?

Tak! U nas w okolicy ani technikum, ani szkoły wyższej nie ma. Tylko kursy na rolnika, a ze mnie żaden rolnik.

Ja też na studia! westchnął Szymon. Ale nosi mnie po wsi, podoba mi się tam.

Droga do miasta trwała cztery godziny. Przez ten czas Julia i Szymon zdążyli się poznać i zaprzyjaźnić. Przed końcem podróży wymienili się numerami, a gdy dotarli do miasta, poszli każdy w swoją stronę.

***

Czas na przygotowania do egzaminów minął szybko. Julia i Szymon zdali się do wybranych uczelni i byli niezmiernie szczęśliwi. Emocje, nerwy i stres odeszły w zapomnienie przed nimi wielkie plany i marzenia.

Julia, cześć! zadzwonił któregoś dnia Szymon. Może uczcimy nasze dostanie się na studia w jakiejś kawiarni?

Julia się ucieszyła. Po pierwsze lubiła Szymona, był wesoły i łatwy w kontaktach. Po drugie przypominał jej dom, był taki swojski, bez żadnego zadęcia, jak to u niektórych.

Spotkali się w centrum miasta, w kawiarni o zabawnym nazwie Hipopotam. Siedzieli przy oknie i patrzyli, jak wycieczkowe łódki suną po Wiśle, a przewodnicy przez megafony wołali coś do turystów.

Ciekawe czemu ta kawiarnia nazywa się Hipopotam? spytała nagle Julia.

Szymon roześmiał się: Pewnie dlatego, że ci, którzy tu chodzą, od tych wszystkich ciast mogą się sami zmienić w hipopotama!

Trafiłeś w sedno! Julia roześmiała się i ze smakiem zjadła ciastko.

Potem często przychodzili do Hipopotama i zaczęli mówić: Spotkamy się na naszym miejscu.

Tamtego wieczoru po raz pierwszy się pocałowali. Julia na zawsze zapamiętała ten pocałunek delikatny i namiętny.

Czas płynął, spotykali się, Julia czuła, że poza Szymonem nikt nie jest jej bliższy, no, może rodzice ale przecież to coś innego!

Julia, a może zamieszkasz ze mną? zaproponował pewnego dnia Szymon, gdy byli już na trzecim roku. A latem się pobierzemy!

To co, oświadczasz mi się tak nieformalnie?

Chyba tak.

To muszę zapytać, jak w tym filmie, pamiętasz? Nie boisz się, że będę ci ciągle się plątać pod nogami? zaśmiała się Julia.

Plątaj się ile chcesz! roześmiał się Szymon, kręcąc Julię w ramionach, na środku ulicy.

Do wynajmowanego mieszkania, gdzie mieszkała z dwiema innymi dziewczynami, wróciła w świetnym nastroju.

Coś dzisiaj jesteś jakaś inna! Aż bije od ciebie szczęście! Opowiadaj, co się stało spytała współlokatorka, Wioletta.

Dziewczyny! Julia zakręciła się radośnie. Chyba niedługo przeprowadzę się do Szymona! zawołała szczęśliwa.

To zaprosisz nas na ślub? ucieszyła się druga dziewczyna, Weronika.

Nie, ślub latem. Teraz na razie tylko będziemy razem mieszkać!

Julia, nie rób tego. Do lata jeszcze kupa czasu! Różnie bywa! Czy teraz tak źle ci z nami? protestowała Wioletta.

Julia tylko się zaśmiała: Wiolu, no jesteś jak nasza babcia! Wszyscy tak żyją!

Nie jestem babcią! Po prostu nie uznaję wspólnego mieszkania przed ślubem. Mama jest prawniczką, wiem jak to się kończy oburzyła się Wioletta.

Dobra, nie gniewaj się! Żartowałam przeprosiła Julia.

***

Julia myślała, że te rozmowy o wspólnym mieszkaniu przed ślubem to przesady, że ślub w papierach nie najważniejszy, że takie uczucie jak z Szymonem jest jedno na milion, ale jednak wątpliwości po rozmowie z koleżankami dotarły do jej głowy i odwlekała przeprowadzkę.

Szymon też nie dopytywał więcej.

W połowie grudnia Julia chodziła z koleżankami po mieście. Na zewnątrz śnieg, świąteczne ozdoby, miejskie światła wszystko wyglądało niezwykle. Było zimno, ale humor dopisywał. Trafiły akurat pod Hipopotama.

Chodźmy tam! Szymon uwielbia tu siedzieć! zaproponowała Julia.

Patrz, on tam siedzi powiedziała ponuro Weronika, wskazując na okno.

Julia spojrzała rzeczywiście, przy ich stałym stoliku siedział Szymon, a naprzeciw niego młoda dziewczyna, może trzy lata młodsza. Śmiali się, rozmawiali wesoło.

Julia odwróciła się bez słowa.

Jadę do domu szepnęła do koleżanek.

Poczekaj, idziemy razem! zawołały Wioletta i Weronika.

W domu koleżanki próbowały przekonać Julię, że to na pewno przypadkowe spotkanie, że nie warto być zazdrosną, może to tylko nieporozumienie. Ale Julia pamiętała temu miły, czuły wzrok Szymona. Jeszcze w ich kawiarni, na ich miejscu

Przecież to zdrada! myślała.

Przestała odbierać telefony od Szymona, a gdy próbował ją odwiedzić, prosiła współlokatorki, by powiedziały, że jej nie ma.

Kiedyś, spotykając Julię przy uczelni, Szymon wziął ją za rękę i spytał: Julia, co się stało? Masz kogoś?

Julia spojrzała na niego ze złością i wybuchnęła:

I masz jeszcze czelność pytać, czy mam kogoś? Ładnie przerzucasz winę! Puść mnie, spóźniam się na egzamin.

Wyrwała rękę i weszła do środka. Szymon wrócił do domu, kompletnie zdezorientowany.

***

Julia, zaliczywszy sesję przed terminem, pojechała na Święta do domu. Wydawało jej się, że pod rodzinnym dachem łatwiej przeżyje zawód i ból po tym, co się wydarzyło.

Rzeczywiście, humor trochę się poprawił, gdy wysiadła z autobusu na przystanku w rodzinnym miasteczku.

Mróz lekko szczypał w policzki, śnieg skrzypiał pod butami, a drzewa, krzewy i domy wyglądały bajkowo w słońcu, które jak na zamówienie wyszło zza chmur.

Z kominów sennych domków unosił się prosty dym.

Julia uśmiechnęła się, chwyciła torbę z prezentami dla mamy, taty i babci, i ruszyła do domu. Już wchodząc przez furtkę, zauważyła, że świerk rosnący od jej dzieciństwa obok płotu znacznie urósł i pięknieje. Ktoś go ozdobił, jak dawniej, gdy Julia była mała.

Wesołych Świąt! powiedziała, wchodząc do domu.

Julia, córko! wszyscy rzucili się jej na szyję. Czuliśmy, że wrócisz!

Ten dzień pełen był radości. Szkoda, że zimowe dni takie krótkie i już o piątej robiło się ciemno.

Nic nie szkodzi! Zapalmy lampki na świerku zachęcił tata.

Wieczorem, gdy wszyscy siedzieli przy dużym stole, ktoś zapukał do drzwi.

Mama wzruszyła ramionami: Pewnie sąsiedzi z życzeniami i poszła otworzyć.

Wróciła z Mikołajem i jego pomocnicą.

Szymon? Julia spojrzała uważnie na twarze Mikołaja i dziewczyny tej samej, którą widziała z Szymonem w kawiarni. Jak mnie znalazłeś? I co to wszystko znaczy?

Szymon roześmiał się swoim znajomym, dudniącym śmiechem, a dziewczyna także.

Twoje koleżanki powiedziały mi, gdzie cię szukać. A teraz chcę cię przedstawić: to moja młodsza siostra, Iwona!

Siostra? spytała Julia.

Tak, siostra! potwierdziła Iwona. Tylko trzeba dobrze się przyjrzeć, jesteśmy podobni.

Julii spadł kamień z serca! I pomyśleć, tyle czasu się zamartwiałam, wystarczyło zapytać beształa się w duchu.

Szymon kontynuował: Przy wszystkich, w obecności mojej rodziny, proszę cię, Julia, zostań moją żoną! Wyjął z kieszeni pudełeczko z pierścionkiem i podał jej.

Tak, oczywiście! rzuciła się Szymonowi na szyję Julia. To najpiękniejszy Sylwester mojego życia!

Będzie jeszcze wiele najpiękniejszych Sylwestrów byle tylko nie ukrywać problemów, rozmawiać otwarcie! powiedział Szymon.

Zgoda! uśmiechnęła się Julia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 5 =

Powrót Julii do rodzinnego domu na święta z ciężkimi torbami, radosne powitanie i niespodziewani goś…