Powrót do miasta zdrady

Powrót do miasta zdrady

Katarzyna mieszała rosół na kuchni, gdy telefon na stole krótko zapiszczał. Wiadomość przyszła od jej najlepszej przyjaciółki — Anny. „Przyjedź do kawiarni, musimy porozmawiać” — brzmiał suchy tekst. Katarzyna natychmiast próbowała oddzwonić, ale Anna nie odbierała. Coś ukłuło ją w serce, ale postanowiła: musi jechać. Szybko wyłączyła gaz, przebrała się i pół godziny później wchodziła do ulubionej kawiarni. Za rogowym stolikiem siedziała Anna. A obok niej — Marek. Mąż Katarzyny. Ich poz nie pozostawiał wątpliwości.

— Anna? Marek?! — Głos Katarzyny drżał tak samo jak jej dłonie.

Anna, nie mrugnąwszy okiem, usiadła Markowi na kolana i nachyliła się do jego twarzy. Marek próbował wstać, lecz Katarzyna już się odwróciła i wyszła.

Ta scena była ostatnią kroplą. Wcześniej były podejrzenia, dziwne zachowania, nocne „spóźnienia” Marka w pracy. Ale fakt, że w zdradę zamieszana jest jej przyjaciółka z dzieciństwa — złamał wszystko. I serce, i zaufanie.

Z Anną dorastały razem w cichym prowincjonalnym miasteczku. Anna była sierotą — matka zniknęła, ojca nie znała. Wychowywała ją milcząca babcia. Katarzyna zaś była ukochaną córką w zżytej rodzinie. Rodzice często zabierali Annę ze sobą — na pikniki, do kina, na jarmarki. Ta przywiązała się do nich jak do własnej rodziny. Całe dzieciństwo to jedno wielkie „my”: my wspinałyśmy się na drzewa, my bawiłyśmy się w dom, my razem marzyłyśmy o ucieczce do wielkiego miasta.

I Katarzynie się udało. Studia medyczne, ślub z Markiem — synem zamożnego przedsiębiorcy, mieszkanie, praca jako lekarz. Anna została w miasteczku, sprzedawała buty. Ale gdy Katarzyna zaproponowała jej przeprowadzkę, ta bez wahania się zgodziła. Marek nawet sam pomógł jej znaleźć wynajęte mieszkanie.

Katarzyna nie wiedziała wtedy, że potajemnie Marek i Anna już się kontaktowali. Że spotykał ją na dworcu. Że za jej plecami rodził się romans. Wszystko wyszło na jaw później. Najpierw dziwny chłód męża, potem wiadomość od Anny z zaproszeniem do kawiarni, a w końcu scena, której nie da się wymazać z pamięci.

Miesiąc później Marek złożył pozew o rozwód. Anna wprowadziła się do ich mieszkania. Katarzyna, zaciśniętymi zębami, wróciła do rodzinnego miasta. Zatrudniła się jako internista w lokalnym szpitalu, wynajęła pokój. Tam odnalazł ją ordynator z propozycją objęcia stanowiska szefa oddziału — poprzedni przechodził na emeryturę.

Pewnego dnia na obchodzie Katarzyna spotkała nowego pacjenta — statecznego mężczyznę o łagodnych oczach. Leon Romanowicz. Jego twarz wydawała się znajoma, ale nie mogła skojarzyć skąd. Później, podczas rozmowy, nagle się roześmiał:

— A pani to nie ta dziewczynka, którą kiedyś złapałem, gdy spadała z drzewa?

Katarzyna oniemiała — wspomnienie wypłynęło nagle. W dzieciństwie, wracając ze szkoły, z Anną wspięły się na stary wiąz. Zahaczyła sukienką, spanikowała… A potem — silne ramiona złapały ją prosto z gałęzi. I głos: „Po co się wspinałaś? Niebezpiecznie”.

Teraz ten głos znów zabrzmiał obok. I niosło się w nim spokój, którego dawno nie czuła.

Po dwóch tygodniach Leon zaprosił ją na kolację z okazji wypisu. Najpierw się wahała, ale w końcu się zgodziła. A potem — wszystko potoczyło się jakby samo. Zbliżyli się, zaczęli się częściej widywać. Wkrótce — wzięli ślub.

Teraz Katarzyna mieszka z Leonem w dużym domu za miastem. Mają bliźniaków. Jej rodzice są szczęśliwi. A życie wreszcie odzyskało sens.

A Anna? Wróciła do prowincji i mieszka w mieszkaniu babci. Marek szybko się nią znudził i wypędził. Podobno teraz pracuje w warzywniaku. Smutna i zgorzkniała. A bumerang, jak wiadomo, wraca. I uderza boleśnie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 − 13 =

Powrót do miasta zdrady