**Powrót do domu**
W starym domu na skraju wsi Lipówka, zagubionej wśród mazowieckich borów, unosił się zapach kurzu i nadziei. Jadwiga, trzęsąc się w zdezelowanym autobusie po wyboistej drodze, czuła, jak jej mdli. Pył wciskał się do płuc, a serce ściskał smutek. Po co w ogóle się na to zdecydowała? Życie samotnie w wiejskiej chacie, w jej stanie – to czyste szaleństwo. Ale decyzja została podjęta i nie było drogi powrotnej.
Jadwiga chorowała już trzeci rok. Ostatnia wizyta u lekarza przyniosła nikłą nadzieję: leczenie pomagało, ale nikt nie wiedział, na jak długo. „Z taką diagnozą wszystko jest nieprzewidywalne” – powiedział sucho doktor. Jadwiga się nie sprzeciwiała. Życie dawno straciło smak. Z mężem, Krzysztofem, żyli pod jednym dachem, ale stali się obcy. Kiedy choroba ją osaczyła, on jeszcze bardziej się odsunął, jakby już szukał zastępstwa, by nie zostać samemu. Miłość umarła dawno temu, a Jadwiga się z tym pogodziła.
Ale wczoraj wydarzyło się coś, co wszystko przewróciło do góry nogami. Wróciwszy ze szpitala, wyczerpana, ledwo ciągnąc nogi, zastała w ich ciasnym mieszkaniu pijacką libację. Krzysztof, świętując początek urlopu, przyprowadził całą swoją brygadę. Gęsty dym papierosowy, przekleństwa i odór alkoholu przesiąkły każdy kąt. Jadwiga wyszła do parku, wałęsała się godzinami, ale po powrocie znalazła tylko śmieci, puste butelki i chrapiącego męża. Wieczorem, gdy się ocknął, sięgnął po kolejną porcję wódki. Jadwiga próbowała zagadać, ale usłyszała tylko warknięcie:
— Mieszkanie jest moje, rozumiesz? Dostałem je od huty. Chcę – piję, chcę – hulam. A ty tu nikim nie jesteś!
„Kim ja tu jestem?” – myślała Jadwiga, połykając łzy. Jej praca, skromna i słabo płatna, nie była warta tego, by się za nią kurczowo trzymać. „Jutro się zwolnię i wyjadę – postanowiła. – Na wieś, do rodzinnego domu. Choćby po to, by dokończyć swoje dni w ciszy, bez pijackich wrzasków.”
Dom przywitał ją zapachem starego drewna i suszonych ziół. Serce zabolało od wspomnień. Po śmierci matki była tu tylko raz, na pogrzebie. Ale dom wyglądał na zadbany – widać, że sąsiedzi pilnowali. Klucz, jak za dawnych czasów, leżał pod deską ganku. Zamek zaskrzypiał, ale ustąpił. Jadwiga weszła, wciągnęła zakurzonyPowoli wzięła głęboki oddech i rozejrzała się po znajomych ścianach, jakby szukając w nich zapomnianego spokoju.



