„Powrót”
– Halina! Gdzie jesteś? Halina! – Kasia wpadła do domu, obrzuciła wzrokiem pusty pokój i wybiegła na ganek, stukając obcasami i trzaskając drzwiami. – Gdzie jej szukać? – Z rozpaczy i niecierpliwości Kasia tupnęła nogą.
Zza węgła domu wyłoniła się niska dziewczyna z plastikową misą w rękach.
– No wreszcie. Krzyczę, krzyczę do ciebie… – Kasia zbiegła z ganku do przyjaciółki.
– Bieliznę w ogrodzie wieszałam. A co się stało? – Helena postawiła misę na ganku.
– Stało się. – Kasia błysnęła piwnymi oczami spod gęstej czarnej grzywki.
Chciała pomęczyć przyjaciółkę, nie wyjawiać od razu nowiny, ale nie wytrzymała, wyrzuciła jednym tchem:
– Wojtek wrócił.
– Naprawdę? – W oczach Heleny niedowierzanie zmieniło się w radość, potem w zakłopotanie i znów w niedowierzanie.
– Nie kłamię. Widziałam na własne oczy. Matka pewnie go nie puści, też się stęskniła.
– Chodźmy – powiedziała ze śmiechem Helena i pierwsza ruszyła z podwórka.
Słońce hojnie zalewało wieś ciepłym światłem, rzeka wijała się wśród porośniętych brzegów, a cały świat był dziwnie piękny. Ale Helena nie widziała nic wokół. Serce wybijało radośnie: „Wojtek! Wojtek!” w oczekiwaniu na długo wyczekiwane spotkanie z ukochanym.
– Patrz, o tam jest! – Kasia złapała Helenę za rękę.
Naprzeciw nich szedł Wojciech w mundurze. Zobaczył dziewczyny i ruszył biegiem.
Radość zalała serce Heleny, zerwała się z miejsca i również pobiegła ku niemu, wpadła w jego ramiona, przytuliła się całym drżącym ciałem.
Kasia stała z boku i z zazdrością patrzyła na spotkanie zakochanych. Ona też lubiła Wojtka, ale on poza Heleną nikogo nie widział. Skończył szkołę dwa lata wcześniej, został we wsi pomagać rodzicom. Gospodarstwo mieli duże, żyli ze sprzedaży plonów, mleka i mięsa. Po roku Wojtka zabrali do wojska.
„Co on w niej widzi? Przecież ja jestem ładniejsza. Dlaczego wszystko zawsze jej?” – myślała zazdrośnie Kasia, nerwowo przygryzając wargi. Oczy napełniły się zdradzieckimi łzami. Uciekła do domu, rzuciła się na łóżko, wtuliła w poduszkę i dała upust płaczowi.
– Co się stało? – z kuchni wyszła mama.
– Nic – burknęła Kasia.
– No, no. Zazdrościsz? Myślisz, że dla ciebie chłopaków zabraknie? Patrz, Jarek na ciebie patrzy, dobrze zarabia, przystojny, dom ma.
– Mamo! – Kasia zaniosła się jeszcze głośniejszym płaczem. – Wyjadę. Zdam maturę i wyjadę. Do Poznania.
– Co ty wygadujesz. Tam na ciebie czekają, jasne. Nie, córeczko, gdzie się urodziło, tam się przydało. Wyjedziesz, a oni zostaną… – ostrożnie zaczęła mama.
„Nie ma mowy” – Kasia oderwała głowę od poduszki. – „Jestem ładniejsza, figurę mam lepszą. Helena urodzi, to się rozleje. Trzeba coś wymyślić. Najważniejsze, żeby ich nie zostawiać samych”. Łzy wyschły w oczach.
– No właśnie – z aprobatą powiedziała mama i wróciła do kuchni.
Wkrótce przybiegła Helena. Kasia zobaczyła, jakim szczęściem błyszczą jej oczy, i serce znów ścisnęło się z zazdrości. Wymusiła uśmiech.
– Czemu tak szybko się rozstaliście? – Nie mogła powstrzymać złośliwości Kasia.
– Zaraz wszyscy krewni się zbiorą, będą świętować powrót. A wieczorem Wojtek przyjdzie na potańcówkę. Oj, Kasiu, ja taka szczęśliwa! A ty czemu taka? – spytała Helena, nie rozumiejąc nastroju przyjaciółki.
– Nie będę wam przeszkadzać. I nie mam w czym iść na tańce. Wiesz przecież, że matka nie da pieniędzy na nową sukienkę.
– Dam ci moją, tę, która ci się podobała. Ja przytyłam, jest mi za ciasna, a tobie będzie w sam raz. Chodź do mnie, przymierzysz – zaproponowała Helena.
Kasia ledwo powstrzymała okrzyk radości. Długo kręciła się przed lustrem w pokoju Heleny, podziwiając siebie. Sukienka leżała jak ulał.
– Nie żal ci? – zawahała się.
– Ani trochę – z łatwością odparła Helena i przytuliła przyjaciółkę. – Bierz. A ja muszę przygotować kolację.
– Do wieczora! – Kasia cmoknęła przyjaciółkę w policzek i pobiegła do domu.
Wieczorem Helena zajrzała po Kasię i razem poszły do klubu.
Z okien ceglanego budynku lało się jasne światło, rozlegała się muzyka. Na środku sali kilka dziewczyn już tańczyło. Dwóch chłopaków grało w bilard w kącie. Helena rozejrzała się za Wojtkiem.
– Nie ma go. Chodźmy tańczyć. – Kasia wyszła na środek sali, wesoło zakręciła się, podnosząc ręce do góry, nie zapominając zerkać na drzwi, czy nie idzie Wojtek.
Gdy rytmiczna muzyka ucichła, wyszła na zewnątrz, wachlując rozgrzaną twarz dłońmi. Początek czerwca, a wieczory jeszcze chłodne. Kasia zmarzła i przytuliła ramiona. W kącie palił papierosa Jarek.
Kasia długo wpatrywała się w gęstniejące mroki, aż w końcu ujrzała Wojtka. Poznała go po mundurze. Bez zastanowienia zeszła z ganku, podeszła do Jarka i objęła go za szyję. Jej jasna sukienka wyraźnie odcinała się w zmierzchu.
– Co ty, Kasia? – zdziwił się Jarek.
Zamiast odpowiedzi Kasia nagle przywarła ustami do jego warg. Jarek nie stracił rezonu, objął dziewczynę. Gdy Kasia oderwała się od niego i rozejrzała, Wojtek szybko odchodził.
– Idź już! – krzyknęła na chłopaka i pobiegła do klubu.
Wyszło nawet lepiej, niż planowała. Sukienka сыграła злую шутку з Wojtkiem. Pewnie pomyślał, że to Helena się z kimś całuje. Nie będzie ślubu!
– Widziałaś Wojtka? – spytała Helena, gdy Kasia weszła do sali.
– Widziałam. Postał w drzwiach i poszedł. Chodźmy tańczyć.
– Jak to poszedł? – Helena rzuciła się do wyjścia.
A Kasia, jak gdyby nigdy nic, dołączyłaKasia spojrzała na wirujące pary i uśmiechnęła się, czując, jak zimna ulga spływa po jej plecach – teraz wszystko było już tylko kwestią czasu.



