Ojej, słuchaj, jaką historię mam dla ciebie!
„Powrót”
– Iwonka! Gdzie jesteś? Iwonka! – Kasia wpadła do domu, obrzuciła wzrokiem pusty pokój i wybiegła na ganek, stukając obcasami i trzaskając drzwiami. – Gdzie jej szukać? – Z rozpaczy i zniecierpliwienia tupnęła nogą.
Zza rogu domu pojawiła się niewysoka dziewczyna z plastikową miską w rękach.
– No w końcu! Krzyczę, krzyczę do ciebie… – Kasia zbiegła z ganku do przyjaciółki.
– Pranie wieszałam w ogrodzie. Co się stało? – Iwona postawiła miskę na ganku.
– Stało się. – Kasia błysnęła piwnymi oczyma spod gęstej czarnej grzywki.
Chciała trochę pomęczyć przyjaciółkę, nie wyjawiać od razu nowiny, ale nie wytrzymała i wyrzuciła z siebie jednym tchem:
– Wojtek wrócił.
– Naprawdę? – W oczach Iwony niedowierzanie zmieniło się w radość, potem w zamieszanie i znowu w niedowierzanie.
– Nie kłamię. Sama widziałam. Matka pewnie go nie puści, też się stęskniła.
– Chodźmy! – zaśmiała się Iwona i pierwsza ruszyła z podwórka.
Słońce hojnie zalewało wieś ciepłym światłem, rzeka wiła się wśród zarośniętych brzegów, a cały świat był niesamowicie piękny. Ale Iwona nie widziała niczego wokół. Serce wybijało radośnie: „Wojtek! Wojtek!” w oczekiwaniu na upragnione spotkanie z ukochanym.
– Patrz, tam jest! – Kasia złapała Iwonę za rękę.
Naprzeciw nich szedł Wojciech w mundurze. Zobaczył dziewczyny i pobiegł w ich stronę.
Radość zalała serce Iwony, zerwała się z miejsca i też rzuciła w jego stronę, wpadła w jego ramiona, przytuliła się całym drżącym ciałem.
Kasia stała z boku i z zazdrością patrzyła na spotkanie zakochanych. Ona też lubiła Wojtka, ale on poza Iwoną nie widział nikogo. Skończył szkołę dwa lata wcześniej, został we wsi pomagać rodzicom. Gospodarstwo mieli duże, utrzymywali się ze sprzedaży plonów, mleka i mięsa. Rok później Wojtka zabrali do wojska.
„Co on w niej widzi? Przecież ja jestem ładniejsza. Dlaczego zawsze ona?” – myślała zazdrośnie Kasia, nerwowo przygryzając wargi. Łzy napływały do oczu. Uciekła do domu, rzuciła się na łóżko, wtuliła w poduszkę i dała upust płaczowi.
– Co się stało? – z kuchni wyszła mama.
– Nic. – Kasia opryskliwie odpowiedziała.
– No, no. Zazdrość? Myślisz, że na twoje życie zabraknie chłopaków? Patrz, Leszek, nawet oczy od ciebie oderwać nie może, dobrze zarabia, przystojny, dom ma.
– Mamo! – Kasia zaniosła się jeszcze głośniejszym płaczem. – Wyjadę. Zdam maturę i wyjadę. Do wojewódzkiego.
– Co ty wygadujesz. Czekają tam na ciebie, jakbyś była jedyna. Nie, moja droga, gdzie się urodziłaś, tam się przydałaś. Wyjedziesz, a oni zostaną… – zaczęła ostrożnie mama.
„Nie ma mowy. – Kasia podniosła głowę znad poduszki. – Jestem ładniejsza, figurę mam lepszą. Iwona jak urodzi, to się rozleje. Trzeba coś wymyślić. Najważniejsze, żeby ich nie zostawiać samych.” Łzy wyschły w jej oczach.
– No właśnie – z aprobatą powiedziała mama i wróciła do kuchni.
Wkrótce przybiegła Iwona. Kasia zobaczyła, jak szczęściem błyszczą jej oczy, i serce znów ścisnęło się z zazdrości. Wymusiła uśmiech.
– Czemu tak szybko się rozstaliście? – nie potrafiła ukryć złośliwości Kasia.
– Teraz wszyscy krewni się zbiorą, będą świętować powrót. A wieczorem Wojtek przyjdzie na potańcówkę. O Boże, Kasiu, jestem taka szczęśliwa! A ty co taka? – spytała Iwona, nie rozumiejąc nastroju przyjaciółki.
– Nie będę wam przeszkadzać. I nie mam w czym iść na tańce. Wiesz, że u mamy nie wyprosisz pieniędzy na nową sukienkę.
– Dam ci moją, tę, którą lubiłaś. Przytyłam, jest mi za ciasna, a tobie będzie w sam raz. Chodź do mnie, przymierzysz – zaproponowała Iwona.
Kasia ledwo zdołała powstrzymać okrzyk radości. Długo kręciła się przed lustrem w pokoju Iwony, podziwiając siebie. Sukienka leżała jak ulał.
– Nie żal ci? – zwątpiła.
– Ani trochę – z lekkim sercem odpowiedziała Iwona i przytuliła przyjaciółkę. – Bierz. A ja muszę zrobić kolację.
– Do wieczora! – Kasia cmoknęła przyjaciółkę w policzek i pobiegła do domu.
Wieczorem Iwona zajrzała po Kasię i razem poszły do klubu.
Z okien ceglanego budynku lało się jasne światło, rozbrzmiewała muzyka. Na środku sali już tańczyło kilka dziewczyn. Dwóch chłopaków grało w bilard w kącie. Iwona rozglądała się za Wojtkiem.
– Nie ma go. Chodźmy tańczyć. – Kasia wyszła na środek sali, wesoło zakręciła się, podnosząc ręce do góry, nie zapominając zerkać na drzwi, czy nie nadchodzi Wojtek.
Gdy umilkła rytmiczna muzyka, wyszła na zewnątrz, wachlując się rozgrzaną twarz dłońmi. Początek czerwca, ale wieczory jeszcze chłodne. Kasia wzdrygnęła się. W pobliżu palił Leszek.
Kasia długo wpatrywała się w gęstniejące zmierzchy, aż w końcu dostrzegła Wojtka. Poznała go po mundurze. Bez zastanowienia zeszła z ganku i podeszła do Leszka, oplatając jego szyję rękami. Jej jasna sukienka wyraźnie odcinała się w mroku.
– Co ty robisz, Kasiu? – zdziwił się Leszek.
Zamiast odpowiedzi Kasia nagle wpiła się w jego usta. Leszek nie stracił głowy, objął dziewczynę. Gdy Kasia odepchnęła go i rozejrzała się, Wojtek szybko odchodził. Niespokojny Leszek znów przyciągnął Kasię, sięgnął po jej usta.
– Idź sobie! – krzyknęła na niego i pobiegła do klubu.
Wyszło nawet lepiej, niż planowała. Sukienka odegrała z Wojtkiem okrutny żart. Pewnie pomyślał, że to Iwona całuje się z kimś. Nie będzie wesela!
– Widziałaś Wojtka? – spytała IwA po latach, gdy już ich dzieci dorosły, a zmarszczki przyozdobiły twarze, Wojtek i Iwona siedzieli na ganku swojego domu, trzymając się za ręce i patrząc, jak zachód słońca maluje niebo na złoto, wiedząc, że mimo wszystkich burz losu, ich miłość przetrwała.



