Hej kochana, muszę Ci opowiedzieć, co się u mnie ostatnio potoczyło. Powiedziałam Władkowi, że wynajmujemy mieszkanie na Pradze, a tak naprawdę to nadal mieszkałam w moim własnym mieszkanku w Warszawie.
Wychowałam się w domu, w którym były tylko mama i babcia. Nie miałam męskiego wzoru tata po prostu odszedł, nie interesował się ani mną, ani mamą. Dzięki kobietom w rodzinie nauczyłam się być twardą i samodzielną. Dlatego w wieku 27 lat kupiłam własne mieszkanie za własne pieniądze wyłożyłam 300000 zł i w końcu miałam dach nad głową. I wtedy zaczęło mnie dręczyć pytanie, jak mam układać się w związku.
Z chłopakami zawsze było tak, że kiedy dowiadywali się, że mam własne lokum, od razu widzieli we mnie nie dziewczynę, a raczej źródło kasy, rozwiązanie ich problemów z utrzymaniem. Nie mogłam tego znieść. Chciałam, by kochano mnie za to, kim jestem, nie za to, co mam.
Kiedy poznałam Władka, wszystko wydawało się proste. Przyjechał w odwiedziny i powiedziałem mu, że wynajmuję małe mieszkanie za 2500 zł miesięcznie. Chciałam zobaczyć, jak się zachowa, czy zbudujemy coś prawdziwego, kiedy oboje nie mamy nic na koncie. Władek od razu zapewnił, że brak własnego lokum nie jest problemem postara się zarobić i odkładać, żebyśmy mogli kupić własny dom. Jego podejście mi się podobało, więc przez dwa lata mieszkaliśmy razem i rzeczywiście odkładał pieniądze.
Teraz szykuje się ślub. Po weselu Władek od razu chce kupić nam mieszkanie w podwarszawskim domu jednorodzinnym. A ja mam sumienie, bo przez cały ten czas płaciłam czynsz z własnej kieszeni, nie mówiąc mu o tym. Czy mam mu to wyznać?
Babcia i mama mówią, że nie ma sensu się spowiadać niech chociaż mam własne lokum, a facet powinien zapewnić żonie dom. Ale jak rozpocząć małżeńskie życie od kłamstwa? Nie wiem, co zrobić. Co myślisz?
Całusy, Jadź.



