Znam Kamilę od dawna. Kiedyś pracowałyśmy razem i byłyśmy blisko. Mimo to rzadko wspominała o swoim mężu. W jej słowach o nim było mało treści i unikała komentarzy.
Potem nasze drogi się rozeszły i przez lata jej nie widziałam ani nie słyszałam – aż do zeszłego tygodnia. Spotkałyśmy się przypadkiem na lotnisku. Ja czekałam na przyjaciółkę, a ona wylatywała. Miałyśmy około pół godziny na rozmowę. Okazało się, że dawno się rozwiodła i teraz wyjeżdża do Wiednia na święta. Od kiedy została sama, przez ostatnie 4 lata w okresie świąt zawsze podróżowała za granicę. Nie chciała spędzać z nikim tego czasu.
Chciała ciszy i spokoju, a podczas gdy świat obchodził kolejne Boże Narodzenie i Nowy Rok, ona przesiadywała w hotelowym pokoju w jakimś obcym mieście, patrząc na światełka lub fajerwerki przez okno. Zobaczyła w moich oczach pytanie: „Dlaczego?”. Kamila odpowiedziała, zanim jeszcze zdążyłam zapytać. Nie lubiła tych świąt, kojarzyły jej się tylko ze złymi wspomnieniami. Dlatego starała się uciec z Polski. Zresztą jej syn od dawna mieszkał w Stanach Zjednoczonych.
Okazało się, że jej mąż, aby związać koniec z końcem, ciągle zaciągał pożyczki bez jej wiedzy. Nie miał odwagi przyznać się, że jego pensja była dwa razy niższa od jej wynagrodzenia i żeby nie wyjść na głupca, zamiast znaleźć sposób na zarobienie więcej pieniędzy, brał pożyczki – z banków, parabanków, firm pożyczkowych i od znajomych. Brał pożyczki nawet na opłacenie prądu i wody, nie zdając sobie sprawy, że w końcu będzie musiał oddać tyle, ile zarabia miesięcznie.
Nieoczekiwany zwrot akcji – mój irytujący, głośny sąsiad został moim mężem!
Pod koniec każdego roku jednak każdy z tych, od których pożyczył, zaczynał domagać się zwrotu, banki naciskały i informowały o opóźnionych płatnościach, a w święta zostawał już bez grosza przy duszy. Na jedno Boże Narodzenie nawet nie mogli kupić prezentu dla swojego syna. Za każdym razem Kamila prowadziła z nim tę samą rozmowę, a on przysięgał, że jak tylko spłacą te długi, to się więcej nie powtórzy. Ale na kolejne Boże Narodzenie sytuacja znów się powtarzała, i tak w kółko, aż w końcu miała tego dość.
Dawno już minęła jej miłość do tego mężczyzny, dla którego kiedyś była gotowa skoczyć w ogień. Została tylko pogarda. Pewnego dnia po prostu poprosiła go, żeby spakował swoje rzeczy i zniknął z jej życia.
A ponieważ syn już sam się utrzymywał, zacisnęła zęby, narzuciła sobie żelazną dyscyplinę i w ciągu 8 miesięcy spłaciła wszystkie długi, które jej mąż nagromadził przez lata. Po raz pierwszy została sama na Boże Narodzenie. Podczas gdy inni spędzali czas z rodziną, ona przeglądała zdjęcia z poprzednich świąt i zadawała sobie pytanie: „Dlaczego nie uwolniłam się od tego ciężaru wcześniej? Dlaczego pozwoliłam sobie na takie życie?”.
Zdecydowała się robić to, od czego się powstrzymywała przez tyle lat – odwiedzać miejsca, które zawsze chciała zobaczyć, ale nie mogła, bo według słów jej męża „to nie był odpowiedni moment”. W ciągu roku oszczędzała, a już 21-22 grudnia wyjeżdżała. Wracała 2 stycznia. Nie chciała być z przyjaciółmi i rodziną, którzy patrzyliby na nią z wyrzutem lub litością, że jest sama.
Po prostu chciała czuć się wolna i robić to, co jej się podoba. I najważniejsze – bez martwienia się, że do drzwi zapuka kolejny wierzyciel.



