Dziennik, 15 grudnia
Wszystko w porządku powiedziała, a potem płakała całą noc.
Mamo, co się z tobą dzieje? Jadzia pociągnęła matkę za rękaw. Dlaczego milczysz? Przecież cię pytam!
Wszystko w porządku, córeczko Wanda Stanisławowa otarła dłonie o fartuch i odwróciła się do okna. Po prostu jestem dziś zmęczona.
Jaka zmęczona? Przecież jesteś na emeryturze! głos córki brzmiał rozdrażniony. Już pół godziny tłumaczę ci o przeprowadzce, a ty jakbyś nie słyszała.
Słyszę, słyszę. Przeprowadzacie się do nowego domu, brawo.
Jadzia prychnęła i usiadła przy kuchennym stole, gdzie stały nietknięte kubki z wystygłą herbatą.
Mamo, no spójrz na mnie w końcu! Co się stało?
Wanda Stanisławowa powoli odwróciła się do córki. W jej oczach lśniły niewypłakane łzy, ale uparcie je powstrzymywała.
Mówię ci, wszystko w porządku. Opowiadaj dalej o swoim domu.
Jadzia uważnie spojrzała na matkę. Coś było nie tak, ale nie potrafiła zrozumieć, co dokładnie. Matka wyglądała na wyczerpaną, pod oczami miała cienie.
Mamo, a gdzie tata? Jeszcze nie wrócił z działki?
Tata… Wanda zawahała się. Tata się spóźnia. Dużo tam pracy, w ogrodzie.
W grudniu? zdziwiła się Jadzia. Jaka praca w grudniu na działce?
No… śnieg trzeba odgarnąć, domek sprawdzić. Zima przecież.
Córka zmarszczyła brwi. Ojciec nigdy nie jeździł na działkę zimą. Mówił, że tam nie ma co robić, tylko pieniądze na paliwo wyrzucać.
Mamo, zadzwoń do taty. Niech wraca, muszę z wami obojgiem porozmawiać.
Nie trzeba mu przeszkadzać szybko odpowiedziała Wanda. On tam… zajęty.
Czym zajęty? Jadzia sięgnęła po telefon. Zaraz sama zadzwonię.
Nie! matka gwałtownie wyrwała jej słuchawkę. Nie dzwoń do niego, proszę.
Jadzia oniemiała z zaskoczenia.
Mamo, co się dzieje? Pokłóciliście się czy co?
Nie kłóciliśmy się. Wszystko w porządku, przecież ci mówię.
Jakie wszystko w porządku! wybuchnęła Jadzia. Siedzisz blada jak płótno, oczy czerwone, taty nie ma w domu, a ty powtarzasz wszystko w porządku!
Wanda zacisnęła usta i znowu spojrzała w okno. Za szybą wirowały duże płatki śniegu, przykrywając podwórko białym całunem.
Chcesz świeżej herbaty? spytała, zmieniając temat. Ta już wystygła.
Nie chcę herbaty! Chcę prawdy!
Jadzia wstała od stołu i podeszła do matki.
Mamo, jestem twoją córką. Jeśli coś się stało, muszę wiedzieć. Gdzie tata?
Wanda zamknęła oczy. W piersi ślisk się ból, który nosiła w sobie od tygodnia. Tydzień milczenia, niedomówień, udawania.
Tata… zaczęła i urwała.
Co z tatą? Jadzia złapała matkę za ramiona. Mamo, straszysz mnie!
Z tatą wszystko w porządku. Jest zdrowy.
To gdzie jest?
Długa cisza zawisła między nimi. Wanda wpatrywała się w podłogę, gniotąc rąbek fartucha.
U Haliny wykrztusiła w końcu.
U jakiej Haliny?
U Haliny Bronisławy. Z sąsiedniej klatki.
Jadzia mrugnęła zdezorientowana.
Nie rozumiem. Co on tam robi?
Mieszka cicho powiedziała Wanda.
Słowo spadło między nimi jak kamień w wodę, rozchodząc się kręgami zrozumienia.
Jak… mieszka? powtórzyła Jadzia.
Wyprowadził się do niej. Tydzień temu. Powiedział, że już ze mną nie może, że ją kocha.
Córka osunęła się na krzesło, jakby podcięta.
Mamo… To prawda?
Prawda.
A ty mi mówisz wszystko w porządku?
Wanda w końcu spojrzała na córkę. Jej twarz była mokra od łez, których już nie mogła powstrzymać.
A co miałam powiedzieć? Że twój ojciec, z którym przeżyliśmy trzydzieści osiem lat, zostawił mnie dla sąsiadki? Że jestem teraz nikomu niepotrzebną staruszką?
Mamo… Jadzia zerwała się i objęła matkę. Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?
Nie chciałam martwić. Ty się przeprowadzasz, masz dzieci, pracę. Po co ci moje problemy?
Jakie dzieci? Moje dzieci są już dorosłe! A ty jesteś moją matką i twoje problemy to moje problemy!
Wanda zaszlochała i przytuliła się do córki.
Jadziu, tak mi źle. Nie wiem, co robić. Jak żyć dalej.
Opowiedz mi wszystko. Od początku.
Usiadły obok siebie na kanapie. Wanda otarła oczy chusteczką i zaczęła opowiadać.
Zaczęło się jakieś trzy miesiące temu. Tata zaczął się spóźniać, mówił, że jakieś sprawy. Potem stał się obojętny. Wcześniej zawsze pytał, jak mi minął dzień, co ugotowałam. A teraz milczy, ogląda telewizję albo grzebie w telefonie.
Jadzia słuchała, nie przerywając.
Najpierw myślałam, że po prostu zmęczony. W pracy miał jakiś projekt. Ale potem zauważyłam, że zaczął bardziej o siebie dbać. Kupił nowe koszule, zaczął używać wody kolońskiej. A w domu chodził ponury.
I niczego nie podejrzewałaś?
Podejrzewałam, oczywiście. Ale myślałam, że może mi się wydaje. Tyle lat razem, dzieci, wnuki niedługo… Wydawało się to niemożliwe.
Wanda znów zapłakała.
A potem spotkałam tę Halinę pod sklepem. Zachowywała się dziwnie, krępowała się, unikała wzroku. Wtedy zrozumiałam.
Co zrozumiałaś?
Że są razem. Kobieca intuicja. Wróciłam do domu, a tata się pakuje. Mówi, że idzie do kolegi. A sam wystrojony, uczesany.
I go śledziłaś?
Tak. Wstyd, ale śledziłam. Poszedł prosto do tej Haliny. Wszedł do jej mieszkania.
Jadzia zaci


