Posuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat
Teściowa chwilę milczy, po czym mówi:
Oj, Małgosiu, Halina to taka przebojowa kobieta Jak coś sobie wbije do głowy… Ty też ją zrozum, bo ona chce przecież, żeby Hania się uczyła, żeby miała wykształcenie…
I to na mój koszt? Małgosia zatrzymuje się przed lustrem.
Z odbicia patrzy na nią blada kobieta z rozczochranymi włosami.
Pani Tereso, proszę ich zatrzymać. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wrócą. Nie przyjadę po nich. Nie dam mieszkania.
Jak mam ich zatrzymać? podnosi głos teściowa. Są już w drodze. Halina wzięła kredyt na edukację, nie mają grosza na mieszkanie.
Tak liczyła na twoją pomoc. Małgosiu, wyrzuć lokatorów, co ci szkodzi? To przecież rodzina, twoja krew
Moja krew? Tę Hanię, waszą siostrzenicę, widziałam w życiu dwa razy! Mam wyrzucić ludzi na bruk, pozbawić rodziców wsparcia, a córkę zajęć, bo twoja siostra tak sobie wymyśliła?
W kieszeni cicho dźwięczy wiadomość. Małgosia wyciąga telefon, nie zdejmując płaszcza. SMS od Haliny, siostry teściowej:
Małgosiu, cześć! Już jesteśmy w pociągu. Mamy bilety na 19:40, jutro rano będziemy na Dworcu Warszawa Centralna. Przywitaj nas z Hanią.
Wyślij adres swojej kawalerki, bo ostatnio nie zapisaliśmy. Gdzie odbierzemy klucze?
Małgosia zamiera. Trzykrotnie czyta wiadomość, licząc na pomyłkę. Jaka kawalerka? Jaka Hania?
Mamo, dlaczego tak stoisz? Zuza wychyla się z korytarza. Głodna jestem!
Zaraz, kotku Małgosia machinalnie głaszcze córkę po głowie, nie spuszczając wzroku z ekranu.
Wybiera numer Haliny. Odbiera od razu, w tle słychać stukot kół i kobiecy śmiech.
Halo, Małgosiu! ciotka wybucha nienaturalną euforią. No i co, dostałaś wiadomość? To taki niespodziankowy przyjazd, żebyś się nie siliła na gotowanie, same wszystko kupimy!
Halina, poczekaj przerywa Małgosia. Ja nic nie rozumiem! Gdzie jedziecie?
Jak to gdzie? Do Warszawy! Hania się przecież dostała, mówiłam ci na wiosnę. Nie na budżet, ale trudno, będzie płatnie.
Spakowałyśmy się, jedziemy urządzać się w twoim mieszkanku.
W moim… czym? Małgosia opiera się o ścianę. W kawalerce, którą od sześciu lat wynajmuję? Halina, wy chyba nie myślicie poważnie?
Daj spokój! ton Haliny natychmiast się zmienia. Sześć lat temu, jak dostałaś kawalerkę po babci, siedziałyśmy razem przy stole, pamiętasz?
Mówiłam: Hania będzie miała gdzie mieszkać, jak na studia przyjedzie. Nie zaprzeczyłaś! Założyłyśmy więc, że tak będzie.
Nie zaprzeczyłam, bo myślałam, że żartujesz! prawie krzyczy Małgosia. Nigdy nie zamierzałam nikogo tam wpuszczać.
Tam mieszkają ludzie, rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, płacą terminowo. Z tych pieniędzy utrzymuję rodziców-emerytów i posyłam Zuzę na zajęcia.
Nad czym wy się w ogóle zastanawiałyście, kupując bilety?
Myślałyśmy, że jesteśmy rodziną! Halina prawie krzyczy. Tak się zachowują warszawiacy? Pchniesz siostrzenicę na dworzec? Twój mąż wie, że własną rodzinę wyrzucasz na bruk?
Mąż jest w delegacji pod Suwałkami, ledwie ma zasięg. A to moje mieszkanie, Halina. Moje. Rozumiesz?
Kupiła je moja babcia, zostawiła mi. Bartek nie ma z nim nic wspólnego.
No proszę! Hania, słyszysz? Żona twojego stryja nas nie chce znać! Poczekaj, przyjedziemy pogadamy.
Coś przerywa, widzimy się jutro na peronie.
Słychać krótkie sygnały. Małgosia oniemiała.
Zuza, idź do kuchni, zapiekanka jest w lodówce, sobie podgrzej krzyczy do córki i ze ściśniętym gardłem wybiera numer teściowej.
Teresa odbiera po dłuższej chwili.
Tak, Małgosiu, słucham.
Pani Tereso, wiedziała pani, że pani siostra z córką jadą do Warszawy i chcą zająć moje mieszkanie?
No Halina coś wspominała Myślałam, że się dogadałyście tłumaczy cicho.
Z kim się dogadałyśmy? Małgosia zaczyna chodzić wzdłuż korytarza. Od sześciu lat je wynajmuję.
Połowę pieniędzy wysyłam rodzicom na leki. Przecież pani sama wie, jak im ciężko.
Druga połowa na Zuzine zajęcia taneczne i basen.
Dlaczego nie powiedziała pani siostrze, że to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie w głosie teściowej brzmi uraza. Ja tu nic nie mam do rzeczy. Same się dogadajcie.
Tylko Bartkowi nie dzwoń, nie denerwuj go, ma ważne rozmowy, jest cały w nerwach.
Małgosia rzuca telefon na kanapę. Mąż zawsze trzyma się na uboczu rodzinnych kłótni, ale gdy chodzi o matkę czy ciotkę, mięknie.
No wiesz, one są ze wsi, mają inne spojrzenie tłumaczył nieraz. Lepiej ustąpić…
Próbuje zadzwonić do męża. Abonent poza zasięgiem. Jasne. Gdy się go potrzebuje, zawsze poza zasięgiem.
***
Awantura wybucha nad ranem. Halina dzwoni o piątej, żądając, by Małgosia natychmiast po nich przyjechała.
My zmęczone, głodne! Zimno, zmarzłyśmy. Ty śpisz tam jeszcze? Wstawaj! W piętnaście minut masz tu być!
Półprzytomna Małgosia nie od razu pojmuje, z kim rozmawia. W końcu syczy:
Odczepcie się! Nigdzie nie jadę! I do mojego mieszkania was nie wpuszczę. Koniec. Mam was dość.
Po dziesiątym telefonie numer Haliny trafia na czarną listę.
Halina dzwoni z numeru córki i ten numer ląduje na czarnej liście.
Cały dzień Małgosię męczy Teresa: prosi, błaga, grozi obrazą i straszy doniesieniem synowi…
Wieczorem wpada Bartek mąż wraca z delegacji bez uprzedzenia.
Małgosia, o co ta cała awantura? pyta od progu. Mama dzwoni, płacze, mówi, że ciotkę Halinę wyrzuciłaś na ulicę.
Małgosia całuje i przytula męża, tłumaczy:
Przyjechały bez słowa, od progu kazały mi wyrzucić lokatorów i na pięć lat wpuścić Hanię.
Bartek, czy to normalne? Zero skrupułów?
Pozostając u twojej mamy mają ciepło i wygodnie. Po co przyjechałeś?
Mama się uparła wzdycha Bartek. A ciocia Halina zaspamowała mi telefon…
Może im ustąpimy? Do czasu, aż dostaną akademik
Małgosia kręci głową:
Bartek, nie będzie akademika. Nawet nie złożyły papierów! Halina była pewna, że mieszkanie już czeka. MOJE mieszkanie!
Wyobrażasz sobie tę bezczelność? Nie szukały innych opcji, po prostu przyjechały do siebie.
Mama mówiła, że obiecałaś sześć lat temu…
Nic nie obiecywałam, po prostu nie komentowałam tego w dzień po pogrzebie, różne rzeczy ludzie mówią…
Ciotka Halina wściekła. Powiedziała, że już nas dla niej nie ma. Zresztą, u mamy jednak nie zostały za daleko do uczelni.
Przelałem jej cztery tysiące złotych, coś tam chyba wynajęły
I super! Małgosia klaszcze w dłonie. Najlepsza wiadomość dnia. O pieniądze kłócić się nie będę. Może wreszcie się odczepią!
Bartek ciężko wzdycha.
Małgosiu, wynajęły pokój w starej kamienicy. Halina narzeka, że robactwo i pijani sąsiedzi wszędzie.
Niech się przyzwyczają. Chcą mieszkać w stolicy, muszą kombinować, a nie czekać na mannę od krewnych, których widziały dwa razy w życiu i którym nawet nigdy nie złożyły życzeń na urodziny!
Małgosia kieruje się do sypialni, Bartek idzie za nią.
Głupio wyszło, że tak je potraktowaliśmy. A jak im się coś stanie? Sąsiedzi tacy dziwni, mogą je napaść.
Nie żal ci Haliny?
Małgosia obraca się gwałtownie:
Bartek, mam córkę i rodziców. Za nich odpowiadam. Mieszkanie to dorobek mojej babci, nie oddam go, bo komuś się wydaje, że mu się należy bardziej, bo mieszka 400 kilometrów od Warszawy!
Dlaczego mam je żałować? Powiedz mi to!
Mąż milczy, a Małgosia kończy:
Jesteś głodny? Chodź, podgrzeję kolację. I zamykamy temat. Jeśli chcesz im pomóc pomagaj ze swojej pensji.
Mieszkanie wynajmuję. I kropka.
Masz rację. Też bym się nie ucieszył, jakby twoi rodzice przyjechali do moich na działkę i stwierdzili: Posuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat.
Po kolacji, gdy Bartek poszedł pod prysznic, Małgosia znowu bierze telefon. Wiadomość od teściowej czeka nieprzeczytana:
Małgosia, no nie tak się robi. Halina zachorowała z nerwów. Zawieź im trochę jedzenia.
Kup dużo, na parę tygodni, koniecznie mięso, warzywa, owoce, czekoladki. Kawa, herbata, środki higieniczne, olej rzepakowy.
Możesz jeszcze rybę. Konserw nie bierz Halina takich nie je. Adres:.
Małgosia blokuje numer teściowej. Niech sobie kilka dni w czarnym spędzie.
***
Noc mija spokojnie krewni nie dzwonią.
Halina zjawia się wcześnie rano, dokładnie o 7.
Małgosia budzi się od głośnego pukania do drzwi.
Bartek śpi, otwiera Małgosia.
Ciotka atakuje z progu:
No tak, śpisz sobie pod kołderką, na czystym, a my z Hanią całą noc marzłyśmy.
Ciekawa jesteś, jak my nocowałyśmy?
Koszmar! Robaki z sufitu, zimno, podłoga lodowata!
Po jednej stronie śpiewy do północy, po drugiej awantury!
Masz ty w ogóle sumienie? Najbliższym pozwalasz żyć w takich warunkach?
Słuchaj, nie chcę krzyczeć. Nie chcesz wyrzucać lokatorów? Nie musisz! Przeprowadzimy się do ciebie z Hanią!
Macie trzypokojowe, jedna się znajdzie! Największa najlepiej, jest nas przecież dwie!
Nie martw się, długo nie zabawię. Trzy, cztery miesiące, może pół roku najwyżej. Potem się wyprowadzimy, jak córka się ogarnie.
Małgosia zaniemówiła.
Proszę zapomnieć drogę do mojego domu. Nie psujmy relacji jeszcze bardziej.
Chcesz, żebym wezwała policję? Zadzwonię, to żaden problem.
Po co wam dodatkowe kłopoty?
Siostra teściowej aż się zaczerwieniła Małgosia aż się przestraszyła.
Tys, Warszawianko pyszna, żebyś ty… twoja córka niech całe życie jako sprzątaczka haruje bez wykształcenia!
Zapamiętaj sobie, jeszcze cię dopadnę.
Świat jest mały, a co śliskie Jeszcze do mnie przyleziesz po pomoc! Nigdy ci tego nie wybaczę!
Małgosia po prostu zamyka drzwi przed nosem dalekiej krewnej. Halina jeszcze chwilę pokrzykuje na klatce, po czym odchodzi.
***
Awantura z Haliną pogorszyła relacje z teściową Teresa już nie rozmawia z Małgosią.
Bartek odwiedza matkę, pomaga jej, czasem zabiera Zuzę, ale do mieszkania syna Teresa już nie zagląda.
Małgosia odetchnęła o jedną kłopotliwą rodzinę mniej.



