Potraficie się posunąć? My tu pomieszkamy z dziesięć lat Teściowa przez chwilę milczała, po czym oś…

Przesuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat

Teściowa chwilę milczała, po czym oznajmiła:
Oj, Żanetto, Walerka to kobieta z prawdziwego zdarzenia… Jak sobie coś ubzdura…
Musisz ją zrozumieć: ona chce, by Natalkę wykształcić, wykształcenie dać…
Moim kosztem? Żaneta zatrzymała się przy lustrze.
Z odbicia patrzyła na nią blada kobieta z potarganymi włosami.
Tamaro Stefanko, zatrzymajcie je. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wracają. Ja ich nie przyjmę. Kluczy nie dam.
Jak mam je zatrzymać? zaczęła rozpaczać teściowa. Już jadą pociągiem! Walerka kredyt wzięła na studia, na wynajem nie mają grosza.
Całą nadzieję pokładały w tobie. Żaneta, wygoniłabyś lokatorów, co ci zależy? Przecież rodzina
Rodzina? Ja z tą Natalią, twoją siostrzenicą, widziałam się dwa razy w życiu! Ja mam wyrzucać ludzi na bruk, odebrać pomoc swoim rodzicom, a córce zajęcia, bo akurat tak siostra zdecydowała?
W kieszeni zapiszczał Messenger. Żaneta, nie zdejmując płaszcza, wyciągnęła telefon. Wiadomość była od Walerii, siostry teściowej.

Cześć Żaneta! Już w pociągu jesteśmy. Bilety mamy na 19:40, rano będziemy na Warszawie Centralnej. Przywitaj nas z Natalką.

Podeślij adres swojej kawalerki, bo nie zapisaliśmy ostatnio. Gdzie odebrać klucze?

Żaneta zamarła. Przeczytała wiadomość trzy razy, licząc, że to pomyłka. Jaka kawalerka? Jaka Natalia?

Mamo, czemu stoisz jak słup? Zosia wychyliła głowę z korytarza. Jeść by się chciało.

Zaraz, kociaku Żaneta automatycznie pogłaskała córkę po głowie, nie odrywając oczu od ekranu.

Wykręciła numer Walerii. Odebrała natychmiast, z tła dobiega stuka pociągu i piskliwy śmiech.

Halo, Żanetko! ciotka aż piszczała z radości. Dostałaś wiadomość? Chciałyśmy niespodziankę zrobić, żebyś się nie fatygowała z gotowaniem, wszystko sobie kupimy!

Waleria, poczekaj przerwała jej Żaneta. Nic nie rozumiem. Dokąd wy jedziecie?

Jak to dokąd? Do Warszawy! Natalia się dostała, pisałam ci już wiosną. Na budżet nie zdała, to będzie za płatne.

Spakowałyśmy się jedziemy się urządzać u ciebie w mieszkaniu.

W moim… czym? Żaneta oparła się o ścianę. W tej kawalerce, którą wynajmuję od sześciu lat? Walka, wyście rozum postradały?

Ojej, daj spokój! ton Walerii zmienił się natychmiast. Sześć lat temu, jak babcia ci zostawiła to mieszkanko, siedzieliśmy przy stole, pamiętasz?

Ja już wtedy mówiłam: O, Natalka będzie miała gdzie mieszkać, jak pojedzie na studia. A ty nie zaprzeczyłaś! Więc się zgodziłaś. I na to liczymy tyle lat.

Nie odpowiedziałam, bo wydało mi się to kompletną bzdurą! niemal krzyknęła Żaneta. Nie zamierzałam tam nikogo wpuszczać.

Tam mieszka rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, płacą regularnie. Z tych pieniędzy moi rodzice emeryci żyją i Zosia na balet chodzi.

Myślałyście o czym, kupując bilety?

Myślałyśmy, że jesteśmy rodziną! warknęła Waleria. Czy wszyscy warszawiacy już sumienie stracili?

Chcesz siostrzenicę na dworcu zostawić? Mężowi dzwoniłaś? Wie, że rodzinę jego z mieszkania wyrzucasz?

Mąż jest pod Szczecinem w delegacji, tam zasięg łapie raz na godzinę. I to moje mieszkanie, Waleria. Moje.

Zapisane przez moją babcię, która ciężko na to pracowała. Piotr nie ma z tym nic wspólnego.

A to tak! Natalia, słyszysz? Żona twojego stryja nie chce nas znać! Spoko, przyjedziemy, to się zobaczymy.

Słaby zasięg, do zobaczenia jutro na peronie.

W słuchawce rozległy się krótkie sygnały. Żaneta oczu nie wierzyła.

Zosiu, idź do kuchni, w lodówce jest zapiekanka, podgrzej sobie krzyknęła do córki, a drżącą ręką wybrała numer teściowej.

Tamara Stefanka odebrała po chwili.

Tak, Żanetko, słucham cię

Tamaro Stefanko, czy wiedziała pani, że siostra z córką jadą do Warszawy z zamiarem zasiedlenia mojego mieszkania?

No… coś Waleria mówiła Myślałam, że się porozumiałyście jęknęła teściowa.

Z kim się porozumiałam? Żaneta zaczęła mierzyć korytarz krokami. Od sześciu lat wynajmuję kawalerkę.

Połowa pieniędzy idzie rodzicom na leki, zna pani ich sytuację na emeryturze.

Druga połowa to balet i basen Zosi.

Czemu im pani nie powiedziała, że to niemożliwe?

Nie krzycz na mnie w głosie teściowej pojawiły się nutki obrazy. Ja tu całkiem niewinna. Radźcie sobie same.

Tylko Piotrowi nie mów, nie denerwuj go, ma ważną naradę, cały w stresie.

Żaneta rzuciła telefon na kanapę. Mąż zawsze trzymał się z boku rodzinnych awantur, ale przy matce i ciotce nagle stawał się zdumiewająco elastyczny.

No Żaneta, oni przecież z prowincji, mają inne wyobrażenie o życiu zwykle mówił. Łatwiej ustąpić

Próbowała zadzwonić do męża. Abonent poza zasięgiem. Oczywiście. Gdy go naprawdę potrzeba, zawsze poza zasięgiem.

***

Zadyma była pierwszorzędna. Waleria zaczęła wydzwaniać o piątej rano, wymagając, żeby Żaneta natychmiast je odebrała.

Zmęczone jesteśmy, głodne! I zimno tu, nie mamy gdzie się podziać. Śpisz jeszcze? Wstawaj! Zaraz, dokładnie w piętnaście minut tu bądź!

Na pół przytomna Żaneta potrzebowała chwili, nim załapała, kto do niej mówi. Gdy już dotarło, rzuciła przez telefon:

Dajcie mi spokój! Nie pojadę nigdzie! I nie wpuszczę was do mieszkania. Miłego dnia! Mam dość.

Po dziesiątym telefonie numer ciotki poleciał do czarnej listy.

Waleria zaczęła nękać z telefonu Natalii ten też trafił do blokady.

Cały dzień potem męczyła Żanetę Tamara Stefanka: błagała, przekonywała, groziła, że się obrazi i wszystko powie synowi…

A wieczorem w progu pojawił się Piotr wrócił z delegacji bez uprzedzenia.

Żaneta, co tu się wyprawia? spytał, ledwie przekroczył próg. Mama dzwoni i płacze, że ciotkę Walerię na ulicę wyrzuciłaś.

Żaneta po przytuleniu męża wyjaśniła:
Przyjechały bez żadnej zapowiedzi. Zażądali, żebym wyrzuciła lokatorów i Natalię minimum na pięć lat wprowadziła za darmo.

Piotr, to normalne? Naprawdę nie widać im braku sumienia?

Zresztą, z tego co wiem, zagnieździły się wygodnie u twojej mamy.

A ty czemu wróciłeś?

Mama wydzwaniała, Waleria cały telefon mi zajechała

Może byśmy jednak im ustąpili? Zanim akademik wynajmą

Żaneta potrząsnęła głową:

Piotr, nie będzie żadnego akademika. Nawet wniosku nie składały, bo Waleria była przekonana, że mają już mieszkanie. Moje!

Czaisz ich tupet? Nie szukały żadnych opcji, po prostu przyjeżdżały do swojej kawalerki.

Mama mówi, że obiecałaś sześć lat temu

Siedziałam wtedy na stypie, Piotr. Przemilczałam, bo słuchać się tego nie dało, nie w tym nastroju byłam.

Ciotka Waleria klnie i grozi. Mówi, że już nie istniejemy dla niej. Zresztą, u mamy nie zostały za daleko do uczelni.

Dałem jej cztery tysiące, coś znalazły

I chwała Bogu! Żaneta aż klasnęła w dłonie. To najlepsza wiadomość dnia. Nawet o pieniądzach nie będę się z tobą kłócić. Odpękajmy się od nich i super!

Piotr przeciągle westchnął i opuścił głowę.

Żanetka, ale jakoś tak… nieswojo. Rzuciliśmy ich na pastwę losu.

A jakby coś się stało? Jacyś pijani sąsiedzi, napadną je Nic ci żal ciotki?

Żaneta gwałtownie się odwróciła:

Piotr, mam córkę i rodziców, za których odpowiadam. I mieszkanie, na które babcia tyrała całe życie.

Nie będę tego rozdawać, bo ktoś tam, 400 kilometrów stąd, uznał, że jemu się bardziej należy.

Dlaczego mam je żałować? Pytam szczerze!

Mąż milczał, więc Żaneta dodała:

Głodny jesteś? Chodź, kolację podgrzeję. I skończmy temat. Chcesz pomagać rób to z własnej pensji.

A mieszkanie wynajmuję dalej, nikogo nie wyrzucam i kropka.

Dobra. Masz rację. Ja też bym się nie cieszył, gdyby twoi rodzice przyjechali do moich na działkę i ogłosili: Przesuńcie się, pomieszkamy tu dekadę.

Po kolacji, kiedy Piotr wziął prysznic, Żaneta znów spojrzała na telefon. Wisiała nieprzeczytana wiadomość od teściowej:

Żaneta, no nie można tak. Waleria się rozchorowała z nerwów. Zawieź im trochę zakupów.

Weź dużo, żeby wystarczyło na dwa-trzy tygodnie.

Mięso, warzywa, owoce i czekoladki. Kawa, herbata, środki higieniczne, olej słonecznikowy.

Można też rybę. Żadnych konserw Waleria nie jada. Adres:.

Żaneta zablokowała i teściową. Niech przynajmniej ze dwa dni pobędzie w czarnej liście.

***

Noc minęła dość spokojnie nikt z rodziny nie wydzwaniał.

Waleria pojawiła się bladym świtem, punktualnie o siódmej.

Żaneta obudziła się od głośnego dobijania się do drzwi.

Piotr spał, więc otwierać musiała ona.

Ciotka od progu uderzyła pretensją:

Ty śpisz sobie cieplutko, pod kołderką, pachnąca pościel, tak? Nie zapytałaś nawet, jak nocowałyśmy z Natalką?

Koszmar, ci powiem! Karaluchy spadają na głowę, zimno, syf, podłoga lodowata!

Z prawej ktoś całą noc śpiewał Hej sokoły, z lewej awantura rodzinna.

Ty masz w ogóle sumienie? Pozwolisz rodzinie mieszkać w takich warunkach?

Słuchaj, ja się z tobą nie chcę kłócić. Lokatorów nie wyrzucisz? Nie musisz! To się wprowadzimy z Natalką do was!

Macie trzy pokoje, chyba znajdzie się miejsce, damy radę jeden nam przydzielić. Tylko niech będzie większy, jesteśmy dwie!

Serio, tylko na chwilę. Może cztery miesiące, może pół roku. I wrócę, jak córka się zaaklimatyzuje.

Żaneta oniemiała.

Drogę do nas zapomnijcie! Po co sobie wszystko psuć do reszty.

Mam dzwonić na policję? Zadzwonię, najmniejszy kłopot.

Po co ci te sprawy?

Ciotka zaróżowiła się nagle na całej twarzy aż Żaneta się przestraszyła.

Ty… Ty!… Żebyś się kiedyś potknęła, rozpieszczona warszawianko!

Niech twoja córka zamiata klatki bez studiów!

Jeszcze cię los za to dopadnie. Świat jest mały, a pewne rzeczy się ślizgają.

Nie zapomnę ci tej podłości!

Żaneta po prostu zatrzasnęła drzwi przed nosem ciotki. Waleria jeszcze kilka minut darła się na klatce, a potem sobie poszła.

***

Kłótnia z Walerią ochłodziła stosunki z teściową Tamara Stefanka przestała utrzymywać kontakt z synową.

Piotr dalej odwiedza mamę, pomaga, czasem przywozi Zosię, ale do ich mieszkania Tamara nie zagląda już nigdy.

Żaneta nawet się z tego cieszy jeden problem mniej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × cztery =

Potraficie się posunąć? My tu pomieszkamy z dziesięć lat Teściowa przez chwilę milczała, po czym oś…