Porzucone Dziecko: Tajemnice i Losy Niewinnych

Rano Teresa miała dziwny sen: widziała, jak jej syn Aleksy stoi na progu i puka w drzwi.
Zbudzona, podskoczyła łapą, boso pobiegła do wejścia.
Zmęczona, opiera się o framugę i milczy. Nikt nie przychodzi. Często tego typu sny zwodzą, ale zawsze rusza się do drzwi i otwiera je szeroko. I teraz tak zrobiła, wpatrując się w nocną pustkę. Cisza i półmrok otaczały ją. Starając się uspokoić bijące serce, usiadła na schodku podwórka.

W tej ciszy zabrzmiał obcy szelest jakby piskał mały głos lub szurały liście.

Znowu kot sąsiada wpadł w krzaki pomyślała Teresa i ruszyła wyciągać kociaka z krzaków agrestu, jak wielokrotnie już to robiła. Ale to nie był kot. Gdy pociągnęła sznurek zwisający z krzaka, odkryła starą, kolorową pieluszke. Zerwała ją mocniej i zamarła: w rogu pieluszki leżało maleństwo. Dziecko było całe nagie, najwidoczniej rozwinęło się, bo leżało tak długo to był chłopiec.

Patrząc na pępek, który jeszcze nie odpadł, widać było, że miał dopiero kilka dni. Nie mógł już nawet płakać, był mokry, wyczerpany i najprawdopodobniej głodny. Gdy Teresa wzięła go w ramiona, wydał słaby jęk. Nie wiedząc, co zrobić, przytuliła go mocno i pobiegła do domu. Znalazła czystą prześcieradło, owinęła dziecko, przykryła ciepłym kocem i zaczęła podgrzewać mleko. Umyła butelkę, wyciągnęła smoczek, który pozostał od wiosny, gdy karmiła małego koźlątko.

Chłopczyk ssał z zapałem, potem, najpierw rozgrzany, potem najedzony, zapadł w sen. Świt wstawał, ale Teresa nic nie zauważyła myślała o swoim znalezisku. Miała już ponad czterdzieści lat, a we wsi młodzież nazywała ją już ciocią. Męża i syna straciła w wojnie w tym samym roku i pozostała całkowicie sama. Nie potrafiła przywyknąć do samotności, lecz gorzka prawda życia nieustannie przypominała ją o tym, aż w końcu nauczyła się polegać tylko na sobie. Teraz była zagubiona i nie wiedziała, co dalej. Spojrzała na śpiącego chłopca, który sponiewierał się niczym wszystkie małe dzieci. Wtedy wpadła jej w głowę myśl, by porozmawiać z sąsiadką Grażyną.

Grażyna żyła spokojnie, nie miała męża ani dzieci, nie straciła nikogo w wojnie i nie otrzymywała żadnych pogrzebków. Mężczyźni przychodzili i odchodzili, nie przywiązywała się do nich. Stała przy swoim progu w rozpiętej na ramionach pelerynie, rozciągając się pod ciepłymi promieniami wschodzącego słońca. Gdy Teresa opowiedziała jej nocne wydarzenie, Grażyna krótko odparła:

No i po co ci to? i weszła do domu. Teresa zauważyła, jak drgnął zasłona w oknie, oznaczając obecność kolejnego nocnego gościa. Po co? Naprawdę po co? szepnęła.

Wróciła do domu, nakarmiła dziecko, owinęła je w suchą pieluszkę, spakowała jedzenie i ruszyła na dworzec, by złapać autobus do miasta. Po pięciu minutach podjechał ciężarówka, kierowca zapytał:

Do szpitala? wskazał na pakunek w jej rękach.
Do szpitala odparła spokojnie Teresa.

W przytułku, gdy wypełniano papierkową robotę za małego Aleksa, nie mogła się pozbyć wrażenia, że robi coś niewłaściwego, że coś nie spoczywa w jej sercu. Czuła pustkę, taką samą, jaką odczuła po otrzymaniu wieści o śmierci męża, a potem syna.

Jak go nazwiesz? Jaki ma mieć imię? zapytała kierowniczka.
Imię? oparła się Teresa, zamyślona, po chwili odpowiedziała, zaskoczoną samą sobą Aleksy.
ładne imię odparła kierowniczka u nas po wojnie jest mnóstwo Aleksów i Kasi. Wszyscy, co stracili bliskich, nie wiedzą, kto ich porzucił. Mężczyzn nie ma, więc trzeba cieszyć się dzieckiem, a nie zrzucać je na świat.

Choć nie były skierowane bezpośrednio do niej, słowa przygniotły Teresa serce. Po powrocie do pustego domu zapaliła lampę i zobaczyła starą pieluszkę Aleksa, którą nie wyrzuciła, lecz odłożyła na bok. Wzięła ją do ręki i usiadła na łóżku.

Automatycznie przeglądała mokrą, zmiętą tkaninę, aż w rogu natrafiła na mały węzełek. W środku był szary kartonik i prosty metalowy krzyżyk na sznurku. Rozwinęła kartkę i przeczytała:

Droga, dobra kobieto, wybacz. Nie potrzebuję tego dziecka, zagubiłam się w życiu, jutro mnie już nie będzie. Nie zostawiaj mojego syna, zrób dla niego to, czego ja nie mogę. Pod kartką była data urodzenia.

Serce Teresa rozerwały łzy, jakby płakała nad zmarłym. Przypomniała sobie ślub, szczęśliwe chwile z mężem, narodziny Aleksa kolejny promień szczęścia. Wioska zazdrościła jej radości, bo kochała męża i syna. Mężczyźni ją uwielbiali. Przed wojną syn ukończył kursy kierowców i obiecał zawieźć ją nowym autem z kołchozu. A potem wojna

W sierpniu 1942 r. przysłano jej pogrzebkę po ukochanym mężu, a w październiku tego samego roku po synu. Szczęście zgasło, a ona stała się jedną z wielu kobiet w wiosce, które nocą biegają do drzwi, otwierają je i patrzą w ciemność, widząc jedynie szelesty i przygnębione mruczki. Nie mogła spać, czekała na coś.

Rano znów pojechała do miasta. Kierowniczka przytułku od razu ją rozpoznała i nie zaskoczyła się, gdy oświadczyła, że chce zabrać chłopca z powrotem, bo tak jej rozkazał zmarły syn.

Dobrze powiedziała, pomogę z dokumentami.

Otulając Aleksa kocem, Teresa opuściła przytułek z innym sercem nie było już w nim rozszalałego smutku i pustki, lecz rosło w nim miejsce na radość i miłość. Jeśli los ma przeznaczyć człowiekowi szczęście, znajdzie je niepostrzeżenie, tak stało się z Teresą. W jej pustym domu przy powrocie wisiały jedynie zdjęcia męża i syna.

Tym razem ich twarze wydawały się inne łagodniejsze, rozświetlone, jakby zatwierdzały i podtrzymywały ją. Teresa przytuliła Aleksa i poczuła, że jest silna, bo będzie go chronić przez długie lata.

Czy pomożecie mi? szepnęła zdjęciom.

Dwadzieścia lat później Aleks stał się przystojnym młodzieńcem, o którym marzyły wszystkie dziewczyny. Wybrał tę, która skradła mu serce najbardziej jego ukochaną, Łucję. Przedstawił ją Teresie, a ona po raz ostatni zobaczyła, że jej syn dorósł i stał się prawdziwym mężczyzną. Udzieliła błogosławieństwa, a wesele rozbrzmiało radością. Para zakłada własny dom, a po latach urodził się kolejny syn, którego nazwano Aleksy, i rodzina rosła w dobrobycie.

Pewnej nocy obudził ją hałas przy oknie. Jak zwykle podbiegła do drzwi, otworzyła je i wyszła na podwórze. Nadchodziła burza, a w oddali błyskał piorun.

Dziękuję, synku szepnęła w ciemność teraz mam trzech Aleksów i kocham was wszystkich.

Drzewo przy progu, które zasadził jej mąż, poruszyło się pod wiatrem, a błyskawica rozświetliła niebo niczym uśmiech najmłodszego Aleksa.

Warto pamiętać, że nawet w najgłębszej nocy, kiedy wydaje się, że nic nie ma, w nas i wokół nas kryją się źródła światła, które prowadzą nas do miłości i sensu życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 + dwanaście =

Porzucone Dziecko: Tajemnice i Losy Niewinnych