Porzucona lalka

Babcia Barbara Nowak weszła do klatki w bloku na Pradze, gdzie mieszkała rodzina jej syna, i ogarnęła ją radość niczym wiosenny poranek. Myślała, że niespodzianka, którą przywiozła piękna, różowa wstążka na półmetrowej kartonie, pod którą kryła się ukochana dla niej wnuczka Jagoda wywoła zachwyt i zdumienie. W ręku trzymała pachnącą, różową wstążką z satyny ozdobioną puszystym kokardą prezent.

Babcia nie szczędziła ani sił, ani czasu, ani pieniędzy. Zorganizowała całą operację specjalną. Pojechała do Wrocławia, gdzie mieszkał mistrz od odnawiania starych lalek. Sama uszyła niebieską sukienkę i czapeczkę, dodała filcowy płaszczyk, wełniane kożusze, szalik z czapką, delikatne koronkowe buciki i koszulkę, a także kolejną sukienkę w groszki. To była właśnie ta lalka, którą w szóstych latach młodej, biednej dziewczynki o imieniu Bogna podarowano na urodziny jedyna piękna zabawka, która przyniosła jej mnóstwo radości. Babcia postanowiła tchnąć w nią drugie życie, bo współczesne lalki wydawały się bezduszne, a ta była inna.

O rany wyraziła pierwsze wrażenie zięć, Renata, skąd tylko wzięłaś ten rarytas?

To moja pierwsza i jedyna lalka! odparła Barbara, nie zauważając zdziwienia zięcia. Musiałam pojechać do siostry w małą wioskę pod Krakowem, bo w domu rodziców leżała w kartonie z połamanym nóżką. Mamy tylko chłopców, więc nie było nikogo, kto by mi pomógł. Lalka leżała latami w kartonie, a ja płakałam, gdy nóżka się złamała. Teraz wygląda jak nowa, a nawet lepsza odrestaurował ją mistrz!

Babciu, podaj, podaj! podskakiwała wnuczka Jagoda, patrząc na lalkę.

Podoba ci się?

Ładna ale jakie piękne sukienki Ja też chcę taką!

A może uszyję ci podobną?

Mamo, kto teraz nosi takie sowicie radzieckie stroje? wtrącił się syn Szymon.

Cicho, tato! Chcę, chcę! zachwycona mówiła pięcioletnia Jagoda.

Będziesz ją miała, kochana, wszystko będzie! zapewniła babcia. Nawiasem mówiąc, nazywa się Natka.

Nie, nie, złe imię! protestowała dziewczynka. Nazwę ją Chelsea!

Ale skarbie! zakrzyknęła babcia. Tak się nazywają psy!

Nie, Chelsea, jak z kreskówki! wpadła Jagoda w buty i pogłaskała lalkę po policzku. Oczy lalki zamigotały niebieskim blaskiem. Patrzcie!

Zięć, w przeciwieństwie do zięcia, wyraził szczere zachwycenie:

Ojej, miałam prawie taką w dzieciństwie! Tylko miękkie, wypełnione ciało. Co za piękność! Jagodo, daj mi ją na chwilę

Dziewczynka niechętnie oddała lalkę drugiej babci i z zaciekawieniem przyglądała się, jak się nią obracają.

Ależ piękna! kontynuowała teściowa Maria, spójrzcie na różowy rumieniec i te czyste oczy! Jakie to spojrzenie! A ubiór uszyty jak w domu! Ja miałam kiedyś dokładnie taką niebieską sukienkę!

Szyłam według radzieckich wzorów, wyjaśniła Barbara, lekko się rumieniąc.

Co? Ty sama? I resztę ubrań też? To cudownie precyzyjna robota! Brawo, Tatko, prawdziwa rzemieślniczka!

Śliczna rzecz, zgadzam się dodał zięć, przetarł wąsy.

Babcia, nieprzyzwyczajona do takiego uznania, machnęła ręką, a na policzkach pojawiły się rubinowe plamki, które rywalizowały w blasku z NatkąChelsea.

Oczy Marii znów rozbłysły podziwem, a ona, niczym dziecko pełne ekscytacji, podniosła się i zawołała:

Zobaczmy, co ta lalka potrafi! Natka, czyli Chelsea, proszę

Maria przycisnęła lalkę w brzuszek, a ona wydała dziecinny, elektroniczny głos: Mamo!.

Młodsze pokolenie rodzice Jagody wymieniło ironiczne spojrzenia i wymamrotało z rezerwy. Łzy wspomnień wypełniły oczy Barbary. Teściowa zamruczała, a Maria rozpromieniła się nieodpowiednim dla swego wieku uśmiechem, niczym krystaliczna woda.

Dajcie, zobaczymy, co potrafi? zapytała Jagoda, łapiąc lalkę.

Chwila jeszcze! odparła Maria, kładąc lalkę na podłodze i nucąc: Kroki robi mały chodzi!.

Mamo, z uśmiechem mówił Szymon, to nie jest już takie niezwykłe dla współczesnego dziecka

Dużo wiesz! W dzieciństwie oddałabym za taką lalkę duszę, a nawet kilogram gotowanej buraczki To nie zabawka, to marzenie, nie dla współczesności. Barbara, cudownie!

Podeszła więc do stołu, spojrzała na Jagodę, która przeglądała pod sukienką lalki przycisk. Mamo! Mamo! nieustannie powtarzał się głosik.

Jagodo, kochanie, nie rozkręcaj przycisku, żeby nie zniszczyć mechanizmu, dobra? Przycisk też odrestaurowano wyjaśniła Barbara zięciowi, że z biegiem lat wszystko się zużywa.

Zięcia z podniesioną brewą pomyślała, że starsi zawsze wyciągają coś ze skrzyń, a potem tarzą się nad starej gratą.

Jagodo, słyszałaś babcię? spytała córkę, udając zamyślenie.

A odpowiedziała dziewczynka.

Dorośli kontynuowali rozmowy. Podnieśli pierwsze toast za solenizantkę. Jagoda podbijała stół, potem wracała do nowych zabawek, patrząc przy tym kreskówki. Lalka, już rozebrana, leżała na podłodze, a obok niej położył się kot i zaczynał lizać białe, starannie ułożone włosy lalki. Barbara siedziała przy oknie i nie zauważyła, co się dzieje.

Gdzie nasz starszy wnuk, Andrzej? nagle zapytała Barbara.

Na podwórku z kolegami, odparł syn. Nie chce z nami, młodość ma swoje rozrywki.

A czy już pozdrowiła solenizantkę?

Oczywiście. Podniosłem ją za uszy pięć razy, po jednym roku życia, a potem podarowałem kredki i kolorowankę.

Nie można tak podnosić dziecka za uszy! wyraziła Maria.

Ale to był żart, wtrąciła zięć, przywołując dawne spory. Kiedy starsza siostra ciągnęła mnie za warkocze, ty nie przejmowałaś się.

Teściowy odłożył kieliszek i przewzruszył oczami ku sufitowi. Po krótkim hahaha położył rękę na krześle żony.

Nie wymyślaj. Kłóciliście się, nie lubiliście się, ale ja was rozdzielałam, kiedy widziałam. Takie rany z dzieciństwa narzekała Maria Barbarze, słuchaj, wszyscy byliśmy bici, gnębieni. Ojciec nigdy nie podniósł ręki, a ja mogłam go tylko owinąć ręcznikiem!

Nie, biją, pamiętam. Ola była waszą ulubienicą, a ja broniła się zięć.

Lepiej pamiętaj prawdziwe, a nie wymyślane dziecięce historie! Mamy ci wiele dałyśmy, niewdzięczna!

Nie mówię, że nie, ale Oli więcej kupiliście jej mieszkanie.

Zaczęło się od tego, że pomogliśmy, a potem opłaciliśmy ci studia i utrzymywaliśmy cię do dwudziestu dwóch lat! Ola sama się wzięła, pracowała od drugiego roku, a my tylko pomogliśmy.

Zięć napchnął wargi, chciał coś powiedzieć, ale Barbara poczuła, że wisi podmuch gorącego powietrza, więc rozluźniła atmosferę:

Powiedziałam wam, że mam papugę? Wyobraźcie sobie, wstałam dziś rano na podwórku, a on siedział na drzwiczce szafy i mówił: cześć, piękna!

Wszyscy, oprócz rozgniewanej zięci, wybuchli śmiechem. Teść domyślił się, że to sąsiad.

Zapytałem wszystkich, kto otworzył drzwi, nikt nie wie! Ciocia Maryś, nasza sąsiadka z podwórka, dała mi swoją starą klatkę, kiedy była w niej papuga. Nazwałem go Piotrem. Piękny, żółtoczerwony, duży. Trochę mały na tę klatkę

Nagle twarz Barbary wykrzywiła się w grymasie przerażenia. Wszyscy spojrzeli tam, gdzie patrzyła.

Ach, co ty robisz, kochana! wykrzyknęła i wstała, potrząsając stół. Nie wolno! Schowaj te kredki natychmiast!

Jagoda podniosła wielkie, niewinne oczy. Trzymała lalkę w jednej ręce, a w drugiej czerwony kredka, którym dopiekała policzki lalki, dodając rumieńca.

O nie! wyrwał ją z ręki tata, siedzący najbliżej. Dlaczego tak zniszczyłaś lalkę? Babcia będzie płakać, a Chelsea też!

Ojej, Jagodo westchnęła Maria, patrząc na Barbarę, której już nie było w twarzy. Wyglądała, jakby była na pogrzebie.

Dziewczynka zapłakana rzuciła lalkę i pobiegła do mamy. Szymon podniósł lalkę, wyrażając żal całym ciałem.

Spróbujemy ją wyczyścić? zaproponowała teściowa. W wannie, z mydłem, ale nie moczyć włosy.

Zrobiła więc krok w stronę Barbary, położyła dłoń na ramieniu Marii i przycisnęła:

Zdradliwy dzieciak, nie docenia niczego. Nie martwcie się, babciu. To tylko zabawka

Nie, to nie jest tylko zabawka mruknęła Barbara. Zaraz wyjdę, pomogę Szymonowi.

Szymon wrócił pierwszy. Po chwili dołączyła Barbara, trzymając lalkę jak żywą istotę. Cicho i z poczuciem winy patrzyli, jak podnosi niebieską sukienkę, siada na kanapie i ubiera lalkę. Na policzkach NatkiChelsea pozostały ślady kredki. Przeciągnęła jej włosy i uśmiechnęła się wnuczce.

Chodź tutaj, Jagodo. Muszę ci coś opowiedzieć. Nie bój się, babcia nie będzie cię karcić.

Dziewczynka nieufnie podeszła, a Barbara usiadła na kolanach, a obok niej siedziała niebieskooka lalka.

Kiedy byłam mała, trochę starsza od ciebie, prawie nie miałam zabawek ani nowych ubrań. Pożyczałam je od starszych sióstr, a mieliśmy trzech braci. Najstarszy z nich, Kamil, pracował w kołchozie, potem poszedł do wojska. Żyliśmy w skromności matka nas utrzymywała, a ojciec zmarł, kiedy nie miałem jeszcze roku. Na urodziny dostawaliśmy bułkę za sześć groszy taki był nasz prezent. Wszystko dzieliłyśmy po cichu, nie narzekałam. Od pięciu lat pomagałam mamie przy domowych obowiązkach, pasła gęsi.

Wtedy, kiedy Kamil był w wojsku drugi rok, w naszym sklepiku przy rynku przywieźli jakąś piękną lalkę. Była tak kosztowna, że nikt jej nie kupił. Nazwaliśmy ją Natką.

Zrobiłam przerwę, spojrzała w stronę lalki. Jagoda czekała niecierpliwie.

Co dalej? zapytała.

Kamil wrócił w przeddzień moich ósmych urodzin. Mama upiekła ciasto z wiśni i truskawki, przyjechali przyjaciółki i krzyczały:

Natalko, Natalko, twój brat przyniósł ci prezent! Jesteś szczęśliwa, daj nam się pobawić!

Nie mogłam uwierzyć. Nigdy nie miałam nowych zabawek, a tu lalka! Kamil podszedł, ukrył coś za plecami, pocałował mnie w policzki i rzekł:

Wszystkiego najlepszego! Oto prezent dla ciebie, kochana siostro!

Wrzucił mi ją w pudełku. Stałam jak wryta, nie mogłam uwierzyć w to szczęście. Kamil od razu stwierdził: Twoja lalka to ja, Natka,I tak, z sercem pełnym wdzięczności, przyszeptała Natce, że nigdy już nie pozwoli, by jakikolwiek cień przysłonił blask jej dziecięcej radości.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 4 =

Porzucona lalka