Ja, Jerzy, wchodzę do klatki schodowej w kamienicy przy ul. Jana Pawła II w Warszawie, gdzie mieszka rodzina mojego syna. Serce mi bije radośnie, bo zaraz zobaczę zdumienie i uśmiech, które wywołam, wręczając ukochanej wnuczce piękną, maleńką bezużyteczną perełkę lalkę. W dłoniach trzymam półmetrowe pudełko przewiązane różową wstążką satynową, na które spoczywa puszysta kokarda.
Nie szczędziłam, Teresa Antoniewska, żadnych sił, czasu ani środków na ten prezent. Rozkręciłam całą akcję specjalną! Pojechałam do Krakowa, do mistrza, który specjalizuje się w renowacji starych lalek. Samodzielnie uszyłam niebieską sukienkę i czapeczkę, do kompletu dodałam płócienny płaszczyk, wełniane kożuchy, szalik z czapką, delikatne koronkowe bodzio i bluzeczek, a także kolejną sukienkę w groszki. Wszystko własnoręcznie! To była ta sama lalka, którą w latach sześćdziesiątych, jako skromna ośmioletnia dziewczynka z ubogiej rodziny, dostaliśmy na urodziny. Jedyna piękna zabawka Ile radości i niezapomnianych emocji przyniosła wtedy małej Natalii! Teresa postanowiła tchnąć w nią drugie życie. Bo te współczesne lalki to puste, bezduszne maski, a tutaj
Ojej wyraziła pierwsze mieszane wrażenie moja synowa, skąd wzięłaś tę rarytas?
To moja jedyna i pierwsza lalka! odpowiedziała Teresa, nie zauważając zdziwienia. Pojechałam po nią do siostry, która mieszka w małej wsi pod Katowicami; w domu rodziców leżała od lat. Mamy tylko chłopców, więc nikt nie mógł jej po mnie zabrać. Leżała w kartonie z połamanym nóżkiem Aż łzy leciały mi po tym, kiedy nóżka się złamała! Z czasem stała się zupełnie inna A teraz patrzcie jak nowa, nawet lepsza! Renowator czary zdziałał!
Babciu, daj, daj! podskakiwała wnuczka Jadwiga, gdy dorośli oglądali lalkę.
Podoba ci się?
Piękna ale jakie piękne sukieneczki ja też chcę taką!
A może uszyję ci podobną?
Mamo, kto nosi dziś te stare radzieckie ubrania? wtrącił się syn, Szymon.
Cicho, kochanie! Chcę tę lalkę! zachwycała się pięcioletnia Jadwiga.
Będzie twoja, maleńka, wszystko będzie! zapewniła babcia. Nawiasem mówiąc, nazywa się Natalia.
Beee! protestowała dziewczynka, zły imię! Nazywać będą ja nazwę ją Chelsea!
Ale skarbie! podniosła się babcia, tak się nazywają psy!
Nie, będzie Chelsea, tak jak w kreskówce! postawiła nóżkę i pogłaskała lalkę po twarzy. Oczy Chelsea otworzyły się i zamknęły się w pięknym, niebieskim blasku. Wow! Widzieliście?
Synowa, w przeciwieństwie do teściowej, wyraziła szczere zachwycenie:
Och, miałam prawie taką w dzieciństwie! Tylko miękkie, wypchane ciało. Co za urok! Jadwigo, pozwól, że ją przytulę przez chwilę
Dziewczynka niechętnie podała lalkę teściowej i z zaciekawieniem obserwowała, jak się nią kręci.
Ależ piękność! kontynuowała teściowa, spójrzcie na tę rumień i te czyste oczy! Jaki otwarty, wzruszający wzrok! A ubranko jak perfekcyjnie uszyte, nie uwierzycie, ale w dzieciństwie miałam dokładnie taką niebieską sukienkę!
Szyłam na radzieckich wykrojach wyjaśniła Teresa, lekko zakłopotana.
Co? Ty sama? I pozostałe ubrania też? Niesamowita precyzja! Ojej, Tatuniu, prawdziwa mistrzyni! Nie miałam pojęcia, że szyjesz.
Urocza rzecz, zgadzam się wtrącił się szwagier, głaszcząc własne wąsy w kolorze zbożowego złota.
Teresa, nieprzyzwyczajona do takiego rozgłosu, machnęła ręką, a na jej policzkach pojawiły się rubinowe plamki, nie mniej jaskrawe niż u NataliiChelsea.
Oczy teściowej znów rozbłysły zachwytem, jakby odzyskały młodzieńczą iskrę. Podeszła, jakby chciała zrobić psotę:
Zobaczmy, co ta lalka potrafi! No, Natalia, czyli Chelsea, Boże, wybacz
Teściowa przycisnęła lalce brzuszek, a ta wydała dziecinny elektroniczny głos: Maama!.
Młodsze pokolenie czyli rodzice dziewczynki spojrzało na siebie ironicznie i uśmiechnęło się powściągliwie. Łzy wspomnień wypełniły oczy Teresy. Teść zachrypnął coś niejasnego, a teściowa rozpromieniała się dziecinną, nieodpowiednią dla swego wieku radością. Jadwiga, winna tego przyjęcia, klasnęła w dłonie i sięgnęła po lalkę:
Oddaj, proszę!
Poczekaj jeszcze chwilę! odwróciła się teściowa i położyła lalkę na podłodze, zaczynając nucić: Top, top, topie mały chodzi! Chodzi!
Mamo wtrącił się Szymon, uśmiechając się, nie sądzę, żeby to było dziś coś niezwykłego.
Wiesz coś! Ja w dzieciństwie oddałabym za taką lalkę duszę. Albo choć kilogram gotowanej buraczki fuj, jaka to obrzydliwość Nie lalka, a marzenie, nie z naszej epoki. Tatuniu, jesteś cud! podsumowała, podając zabawkę wnuczce. Najlepszy prezent dzisiaj od Ciebie!
O, niech ci będzie zawstydziła się Teresa, przechodząc do stołu. Spojrzała nieświadomie w stronę Jadwigi dziewczynka zaglądała pod sukienkę lalki, szukając małego guzika. Maama! Maama! brzmiało nieustannie.
Jadwigo, kochanie, nie rozkręcaj tego guzika, żeby nie rozebrała się cała, dobrze? Guzik też został odrestaurowany wyjaśniła teściowa, wszystko z czasem się zużywało.
Synowa myślała powściągliwie, że starsi zawsze tak robią wydobywają coś z pudła i trą się nad gratami, nerwy się podnoszą.
Jadwigo, słyszałaś, co babcia mówi? zapytała córka, robiąc zmartwioną minę.
Aha.
Dorośli kontynuowali rozmowy, wznosząc pierwsze toast za solenizantkę. Jadwiga przeskakiwała co chwilę przy stole, łapiąc nowe zabawki i jednocześnie oglądając kreskówki. Lalka, już rozebrana, leżała na podłodze Obok niej ułożył się kot i zaczął pieczołowicie liżeć białe, ładnie ułożone włosy lalki. Teresa siedziała przy oknie i nie widziała, co się dzieje z jej NataliąChelsea. Reszta gości o lalkę zapomniała.
Gdzie nasz starszy wnuk, Andrzej? nagle zapytała Teresa.
Bawi się z kolegami odparł syn, nie interesuje go to, młodość ma własne zabawy.
A przywitałeś solenizantkę?
Tak, podniosłem ją za uszy pięć razy, po jednej za każdy rok, a potem, rozemocjowany, dałem kredki i kolorowankę.
Czy można tak podnosić dziecko za uszy! wyraziła oburzenie teściowa.
Ale to żart, nie na poważnie wtrąciła się synowa, przywołując dawne urazy: Kiedy starsza siostra ciągnęła mnie za warkocze, ty nie przejmowałaś się.
Szwagier odłożył kieliszek i przewrócił oczami w sufit. Po wymyśleniu hehe położył rękę na oparciu krzesła żony.
Nie wymyślaj. Kłóciliście się, nie kochaliście się, ale ja was rozdzielałam, kiedy widziałam. Takie urazy z dzieciństwa pożaliła się teściowa Teresie, wszyscy ją grzebali, tyranowali. A ojciec nigdy nie dotknął jej ręki, a ja mogłam go tylko dłonią pogłaskać!
Nie, bijali, pamiętam. Ola była waszą ulubienicą, a ja namawiała się synowa.
Lepiej wspominaj prawdziwe rzeczy, a nie wymyślone bajki! Ile wam daliśmy, niewdzięczna!
Nie mówię, że nie daliśmy, ale Oli więcej. Kupiłaście jej mieszkanie.
No tak Mieliśmy środki i kupiliśmy, a tobie płaciliśmy studia i utrzymywaliśmy cię do dwudziestu dwóch lat! Ola sama się spisała, w drugiej klasie zaczęła pracować, na mieszkanie własne sobie zarobiła, my jedynie pomogliśmy.
Synowa nadmuchała wargi, chciała coś powiedzieć, lecz Teresa, czując zapach spalonego, postanowiła rozładować napięcie:
Mówiłam już, że mamy papugę? Wyobraźcie sobie, wychodzę rano na balkon, a on siedzi na drzwiczce szafy i mówi: Cześć piękna!
Wszyscy, oprócz rozzłoszczonej synowej, wybuchnęli śmiechem. Szwagier przypuszczał, że to sąsiad.
Pytałam wszystkich, kto otworzył drzwi, nikt nie wie! Sąsiadka nasza, pani Marta z podwórka, oddała mi swoją starą klatkę, kiedy trzymała papużkę. Nazwaliśmy go Piotrem. Piękny, żółtoczerwony duży taki. Za mały dla niego ten klatka…
Nagle twarz Teresy wykrzywiła się w grymas przerażenia. Wszyscy spojrzeli tam, gdzie patrzyła.
O Boże, co robisz, maleńka! krzyknęła i wstała, chwytając stół, nie wolno! Nie wolno tak! Schowaj te kredki natychmiast!
Jadwiga podniosła niewinne oczy. Trzymała w jednej ręce NatalięChelsea, w drugiej czerwony flamaster, którym dopracowywała policzki lalki, dodając im więcej rumieńca.
Ojej! zabrał jej flamaster ojciec, Szymon, siedzący najbliżej dziewczynki. Dlaczego tak popsowałaś lalkę? Babcia będzie płakać, a Chelsea też, patrz jak jest smutna!
Ojej, Jadwigo wymamrotała teściowa, patrząc na Teresę, której twarz była bez wyrazu, jakby była na pogrzebie.
Dziewczynka zaczęła płakać, rzuciła lalkę i pobiegła do mamy. Szymon podniósł lalkę, wyrażając żal całym ciałem.
Może się umyje?
Spróbuj, Szymonie, w wannie z mydłem, tylko nie zamocz włosy doradziła teściowa. Położyła rękę na ramieniu teściowej i przycisnęła ją z współczuciem:
Zdradzony dzieciak, nie docenia niczego, tak już jest, nie ma co się martwić. Nie przejmuj się, Tatuniu. To tylko zabawka
Nie, to nie tylko szepnęła Teresa. Zaraz wyjdę na chwilę i pomogę Szymonowi.
Szymon wrócił pierwszy. Po chwili, już opanowany, przyszła Teresa, trzymając lalkę jak żywe stworzenie. Wszyscy patrzyli z wyrzutem, jak podnosi z podłogi niebieską sukienkę, siada na kanapie i ubiera lalkę. Na policzkach NataliiChelsea pozostały ślady flamastra. Położyła jej włosy i uśmiechnęła się wnuczce.
Chodź, Jadwigo. Muszę ci coś powiedzieć. Nie bój się, babcia nie będzie cię zadręczać.
Dziewczynka niepewnie podeszła, a Teresa usiadła ją na jednym kolanie, a obok wciąż siedziała niebieska lalka.
Kiedy byłam mała, trochę starsza od ciebie, prawie nie miałam zabawek ani nowych ubrań wszystko pożyczałam od starszych sióstr, miałam ich trzy. Mieliśmy też brata, który pracował w gospodarstwie, a potem został powołany do wojska; nazywał się Kolya. Żyliśmy w biedzie matka samotnie nas utrzymywała. Ojca nie miałam, zmarł, gdy nie miałam jeszcze roku. Na urodziny matka dawała nam bułeczkę za sześć groszy taki był prezent, bo nie było pieniędzy. Jako najmłodsza dostawałam resztę po starszych, ale nie narzekałam, rozumiałam sytuację Matka robiła, co mogła, a my ją kochaliśmy. Od pięciu lat pomagałam w domu, pasła kury.
Wtedy, kiedy Kolya był drugi rok w wojsku, było szczególnie ciężko Wiosną w naszym sklepie przy ulicy Żelaznej przywieziono jakieś zabawki, wśród nich niezwykłą piękną lalkę! Przez kilka miesięcy biegałyśmy z dziewczynkami do sklepu tylko po to, by podziwiać tę lalkę! Nikt jej nie kupował, była za droga.Wtedy, kiedy wreszcie otworzyłam opakowanie i przytuliłam NatalięChelsea, poczułam, że w sercu rozbrzmiewa echo dawnych lat i obietnica, że jej historia będzie żyła w naszej rodzinie jeszcze przez wiele pokoleń.



