Teresa Antonina weszła do klatki schodowej, gdzie mieszkała rodzina jej syna, rozpalona radością i nieco drżącym podnieceniem. Jakie zdumienie wywoła jej nagłe pojawienie się, a co najważniejsze prezent dla ukochanej, małej bursztynki wnuczki. W rękach trzymała półmetrowe pudło oplecione krzyżowo różową wstążką z jedwabiu, przyozdobione puszystym kokardką.
Nie szczędziła ani sił, ani czasu, ani pieniędzy cała operacja była już w pełnym rozkwicie! Pojechała do Poznania, do mistrza specjalizującego się w renowacji starych lalek, sama uszyła niebieską sukienkę i czapeczkę, a do zestawu dodała filcowy płaszczyk, wełniane kołderki, szalik z czapką, delikatne koronkowe podwiązki z koszulką i kolejną sukienkę w groszki. Wszystko własnoręcznie! To była właśnie ta lalka, którą kiedyś, pod koniec szesdziesiątych, podarowano małej dziewczynce z biednej rodziny. Jedyny piękny zabawka Ile radości i niezapomnianych emocji przyniosła wtedy małej Natalii! Teresa postanowiła tchnąć w nią drugie życie. Bo współczesne lalki? Bez duszy, puste, z dziwnymi, nieco przerażającymi minami a ta
O rany wyznała pierwsza reakcja synowej Małgorzaty skąd pan to wziął, ten rarytas?
To moja pierwsza i jedyna lalka! rzuciła z dumą Teresa, nie zauważając konsternacji Małgorzaty. Pojechałam po nią do siostry, co mieszka w małej wiosce pod Gdańskiem, tam w domu rodzinnym leżała od lat. Wszystko chłopcy w rodzinie, więc nie miałam kto po mnie przywiózł. Leżała w pudełku z połamanym nóżkiem Aż łzy leciały, gdy nóżka się złamała! Czas ją odmienił, a teraz wygląda jak nowa co za cud renowatora!
Babciu, daj, daj! niecierpliwie podskakiwała wnuczka Klaudia, podczas gdy dorośli przyglądali się lalce.
Podoba się?
Urocza A to sukienka! Ja też taką chcę!
A może uszyję ci podobną, żeby były prawie identyczne?
Mamo, kto dziś nosi takie otwarcie PRLowskie stroje? wtrącił się syn Seba.
Cicho, tato! Chcę ją! z zachwytem rozglądała się pięcioletnia Klaudia.
Będzie twoja, bursztynko, wszystko będzie! zapewniła babcia. A tak w ogóle, ma na imię Natalia.
Eeek, zły imiennik! Będę ją nazywać Chelsea! protestowała dziewczynka.
Ale, kochanie! To imię dla psa! zareagowała babcia.
Nie, Chelsea tak jak z kreskówki! pstryknęła Klaudia nóżką i pogłaskała lalkę po twarzy. Patrzcie, jej oczy znów błyszczą niebiesko. Wow! Zobaczyliście?!
Szwagierka Jadwiga, w przeciwieństwie do Małgorzaty, wyraziła prawdziwe zachwycenie:
Miałam taką w dzieciństwie! Tylko miękkie ciało, wypełnione watą. Ale co za piękność! Klaudiu, daj mi ją na chwilę
Klaudia niechętnie oddała lalkę drugiej babci i czujnie obserwowała, jak obracają jej prezent.
Ależ piękna! kontynuowała Jadwiga. Spójrzcie na rumień i te przejrzyste oczy! Jaki otwarty i wzruszający wzrok! A ubranko tak starannie uszyte, nie uwierzycie, ale w moim dzieciństwie miałam dokładnie taką niebieską sukienkę!
Szyłam według radzieckich szablonów tłumaczyła nieco zawstydzona Teresa.
Co??? Ty sama? I resztę ubrań też? Niesamowita robota! Aż nie wiedziałam, że pani potrafi szyć! wykrzyknęła Jadwiga.
Śliczna rzecz, zgadzam się dodał szwagier, pieszczotliwie gładząc swoje wąsy w kolorze dojrzałej pszenicy.
Teresa, nieprzyzwyczajona do takiej uwagi i pochwał, machnęła ręką, a na policzkach pojawiły się rubinowe piegi, rywalizujące z blaskiem NataliiChelsea.
Oczy Jadwigi znów rozbłysły zachwytem, jakby w niej wróciło dziecko gotowe do psot:
Zobaczmy, co ta lalka potrafi! No dobra, Natalia czyli Chelsea, Boże, wybacz
Jadwiga przycisnęła lalkę do brzucha i ta w dziecięczoelektronicznym głosie wyjęła: Maa!.
Młodsze pokolenie czyli rodzice Klaudii spojrzały na siebie z ironią i uśmiechnęły się powściągliwie. W oczach Teresy pojawiły się łzy nostalgia. Szwagier zaszlochał, a Jadwiga rozpromieniła się uśmiechem, którego nie spodziewała się w swoim wieku jak dziecko przy czystej wodzie. Klaudia, winna tej uroczystości, klaskała i łapała za lalkę: oddaj, baba!
Jeszcze sekundkę! odparła Jadwiga, postawiła lalkę na podłodze i zaśpiewała: tup, tup, tupie mały chodzi! Chodzi!
Mamo, zaśmiał się zza pleców syn Seba nie sądzę, że współczesny maluch będzie tak zdumiony
Wiele wiesz! Ja w dzieciństwie oddałabym za taką lalkę duszę albo kilogram gotowanej rzepy, nie, to było okropne Nie lalka, a marzenie, nie dla współczesnych! Teresa, jesteś wspaniała! podsumowała Jadwiga, przekazując zabawkę wnuczce. Najlepszy prezent w tym dniu to twój!
Och, niech będzie tak znowu się zawstydziła Teresa, podchodząc do stołu. Jej wzrok nieświadomie spoczął na Klaudii, która zaglądała pod sukienkę, szukając tej samej guzika. Maa! Maa! słychać bez końca.
Klaudiu, kochanie, nie rozkręcaj tego guzika, żeby nie zdemontować wszystkiego, dobrze? Również go odnowiliśmy tłumaczyła Małgorzata, z czasem wszystko się zużywa.
Małgorzata myślała o tym, że seniorzy zawsze tak robią wyciągają coś ze skrzyni, potem tarzą się nad starą rzeczom, nerwy sięgają.
Klaudio, słyszałaś babcię? zapytała synowa, udając zadumę.
Aha.
Dorośli zaaferowali swoje rozmowy. Wzniesiono pierwsze toasty za zdrowie solenizantki. Klaudia przeskakiwała od stołu do podłogi, bawiąc się nowymi zabawkami i jednocześnie oglądając kreskówki. Lalka, już rozebrana, leżała na podłodze Obok niej położył się kot i zaczynał pieścić białe, starannie ułożone włosy lalki. Teresa siedziała przy oknie i nie zauważyła, co się dzieje z jej NataliąChelsea. Reszta gości o lalkę zapomniała.
A gdzie nasz starszy wnuk, Andrzej? nagle zauważyła Teresa.
Na dworze z kolegami odparł syn, mu się nie chce z nami, młodzież ma własne zabawy.
A już pozdrowił solenizantkę?
Oczywiście. Podniósł ją za uszy pięć razy, po jednym za każdy rok, potem, płacząc, podarował kredki i kolorowankę.
Jak można podnosić dziecko za uszy! wyraziła oburzenie Jadwiga.
Ale to w żart, nie serio odparła Małgorzata, przypominając dawne urazy, kiedy starsza siostra ciągnęła mnie za warkocze, ty się nie denerwowałaś.
Szwagier odłożył kieliszek, przewrócił oczami w sufit i, mrugając, rzekł: Nie wymyślajcie. Kłóciliście się, nie lubiliście się, ale ja was rozdzielałam, kiedy widziałam. Takie urazy z dzieciństwa Tata nigdy nie dotykał, a ja mogłam go tylko lekko dotknąć ręcznikiem!.
Nie, biją, pamiętam. Ola była waszą ulubienicą, a ja namawiała Małgorzata.
Lepiej pamiętaj prawdziwe rzeczy, nie wymyślone dziecięce historie! Ile wam daliśmy, niewdzięczna! wykrzyknęła Jadwiga.
Nie twierdzę, że nic nie daliśmy, ale Oli dałyśmy więcej. Kupiłaście jej mieszkanie.
No więc Mieliśmy środki i kupiliśmy, a tobie opłaciliśmy studia i żyliśmy z tobą do dwudziestu dwóch lat! Ola sama się wydołała, pracowała od drugiego roku, jej własne pieniądze na mieszkanie, my tylko pomogliśmy.
Małgorzata napchnęła wargi i chciała coś dodać, lecz Teresa, czując, że powietrze się zagęszcza, postanowiła rozluźnić atmosferę:
A mówię wam, że mam nowego papugę? Wyobraźcie sobie, wstałam rano, a on siedział na drzwiczce szafy i mówi: cześć, piękna!.
Wszyscy, oprócz rozzłoszczonej Małgorzaty, wybuchli śmiechem. Szwagier zasugerował, że to pewnie sąsiad.
Sprawdziłam wszystkich, którzy otwierali drzwi, nikt nie wie! Nasza sąsiadka z podwórka, Pani Magda, dała mi swoją starą klatkę, kiedy trzymała kanarka. Nazwaliśmy go Jerzy. Piękny, żółtoczerwony, duży jak mały dzwonek.
Nagle twarz Teresy skrzywiła się przerażeniem. Wszyscy spojrzeli w jej kierunku.
O mój Boże, co to robisz, bursztynko! wykrzyknęła, wstając i potrącając stół. Nie wolno! Zdejmij te kredki!
Klaudia podniosła niewinny wzrok. Trzymała lalkę w jednej ręce, drugą ręką przyciskała czerwony kredkę, by dodać jej rumianek.
Ała! wpadł w reakcję tata Seb, podskakując i odbierając kredkę. Po co zepsułeś lalkę? Babcia będzie płakać, a Chelsea też, patrz jak smutna jest!
Och, Klaudio, Klaudio jęknęła Jadwiga, patrząc na Teresę. Wygląda jakby była na pogrzebie.
Klaudia zapłakała i, rzucając lalkę, pobiegła do mamy. Seb podniósł lalkę, wyrażając żal całym ciałem.
Może się umyje? zaproponował.
Spróbuj w wannie, ale nie zamocz włosy doradziła teściowa. Położyła rękę na Jadwidze i przycisnęła z współczuciem:
Rozpuszczony dzieciak nie docenia niczego, tak już dziś jest. Nie martwcie się, Tereso. To tylko zabawka
Nie, nie tylko odpowiedziała cicho Teresa. Zaraz wyjdę, pomogę Sebkowi.
Seb wrócił pierwszy, a po chwili do pokoju wpadła Teresa, trzymając lalkę jak żywą istotę. Wszyscy patrzyli, jak podnosi niebieską sukienkę z podłogi, siada na kanapę i ubiera lalkę. Na policzkach NataliiChelsea pozostały ślady kredki. Potem wygładziła jej włosy i uśmiechnęła się do wnuczki.
Chodź tutaj, Klaudio. Muszę ci coś powiedzieć. Nie bój się, babcia nie będzie cię karcić.
Klaudia podeszła niepewnie, a Teresa usiadła na jednym kolanie, a na drugim spoczywała niebieska lalka.
Kiedy byłam mała, trochę starsza od ciebie, nie miałam prawie żadnych zabawek ani nowej odzieży wszystko pożyczałam od starszych sióstr, a miałam ich trzy. Mieliśmy starszego brata, Kacpra, który pracował w gospodarstwie, zanim go powołali do wojska. Żyliśmy skromnie mama sama nas utrzymywała. Ojciec zmarł, gdy nie miałam ani roku. Na urodziny mama dawała nam bułkę za sześć groszy taki był nasz prezent, nie było pieniędzy na coś lepszego. Ja, najmłodsza, dostawałam resztki, ale nie narzekałam, rozumiała sytuację Mama robiła, co mogła, a ja od pięciu lat pomagałam w domu, pasąc kaczki.
Wtedy, kiedy Kacper był w wojsku drugi rok, w naszym sklepie przy kościelnym przybyły jakieś zabawki, wśród nich lalka niezwykłej urody! Przez kilka miesięcy biegałyśmy po sklepie, żeby podziwiać tę lalkę! Nikt jej nie kupował, była za droga. Nazwałyśmy ją Natalia.
Teresa zatrzymała się i spojrzała na lalkę. Klaudia z niecierpliwością czekała na dalszy ciąg.
Kacper wrócił dzień przed moimi ósmymi urodzinami. Mama upiekła ciasto z wiśni i truskawkami, goście przyszWtedy, trzymając odnowioną NatalięChelsea w ramionach, obieśmy się, że nigdy nie pozwolimy, by jakiekolwiek pęknięcie czasu odebrało jej magię.



