Porozmawiajmy, synu

W ostatni dzień świątecznych ferii przyjaciele postanowili wybrać się na lodowisko. Nagle nadeszły mrozy, ale nieco zelżały. Niskie, ale jasne słońce oślepiało, dając nadzieję na rychłe ocieplenie. Dni zaczęły się już nieco wydłużać.

Marek i Krzysztof nie byli jedynymi, którzy chcieli zrzucić kilogramy nabrane podczas świątecznego biesiadowania. Na lodowisku roiło się od ludzi. Świeciło słońce, mroźne powietrze orzeźwiało, a muzyka z głośników poprawiała humory.

Wyjechawszy na lód, Marek i Krzysztof ruszyli do przodu, wymijając i wyprzedzając innych. Naostrzone łyżwy ślizgały się po nierównym lodzie. W tym roku byli tu pierwszy raz. Najpierw spadł śnieg, a potem nadeszła odwilż – lód zmiękł i pokrył się kałużami. Dopiero po Bożym Narodzeniu mogli w końcu wybrać się na ślizgawkę.

Po dwóch okrążeniach dla rozgrzewki zaczęli się wygłupiać. Krzysztof zauważył dziewczynę w białej kurtce i takiej samej, puchatej czapce z pomponem. Niepewnie stała na łyżwach, kurczowo trzymając się barierki. Od razu było widać, że nie umiała jeździć – pewnie po raz pierwszy w życiu włożyła łyżwy.

Proste nogi nie słuchały się, rozjeżdżały na boki, a kostki wywijały się nienaturalnie. Gdyby nie trzymała się barierki, dawno byłaby na lodzie i pewnie nie umiałaby się podnieść. Krzysztofowi zrobiło się jednocześnie śmieszno i żal.

Rozejrzał się za Markiem, ale ten był zajęty rozmową z jakimiś dziewczynami. Krzysztof podjechał więc do barierki.

— Chcesz, żebym cię nauczył jeździć? To nie takie trudne. Trzeba tylko znać podstawy.

Dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć. Jej prawa noga wysunęła się do przodu, a ona omal nie przewróciła się do tyłu. Krzysztof złapał ją w ostatniej chwili.

— Dzięki — szepnęła.

Jej głos wydał mu się czarujący, a od dotyku przeszły go ciarki. Serce zabiło mocniej, radośnie i podekscytowane.

— Nie bój się. Puść barierkę, bo nigdy się nie nauczysz. Chwytaj się mnie. — Wyciągnął dłoń.

— Boję się — pisnęła przestraszona.

— Lód jest śliski, upadki się zdarzają. Ale ja cię złapię. No dalej — nalegał Krzysztof.

Dziewczyna złapała go za rękę, ale drugą dłonią kurczowo trzymała się jeszcze barierki.

— Tak, dobrze — dodawał jej otuchy. — Teraz odpychaj się jedną nogą i jedź na drugiej. Nie stawiaj stopy na palcach, bo upadniesz! O, ślicznie. Teraz druga noga… — tłumaczył, mocno trzymając ją za rękę.

Dziewczyna posłusznie wykonała kilka niepewnych ruchów. W końcu puściła barierkę. To nie był jeszcze prawdziwy ślizg, ale Krzysztof chwalił ją jak mógł.

— Świetnie! Rozluźnij nogi i ugnij trochę kolana. A teraz spróbuj płynąć po lodzie.

Oczy dziewczyny rozbłysły radością. Roześmiała się szczęśliwie, a od tego dźwięku serce Krzysztofa podskoczyło, a skórę znów pokryły ciarki.

Dziewczyna śmiało odepchnęła się, ale zapomniała o czubku łyżwy i potknęła się. Znów złapał ją w ostatniej chwili.

— Nic się nie stało. Nie tak gwałtownie…

Powoli przemieszczali się wzdłuż bandy.

— Już nie mogę! Jestem zmęczona. Nogi mi drżą — jęknęła.

— Na pierwszy raz wystarczy. Jutro będziesz czuła każdy mięsień. Następnym razem pójdzie lepiej. Jesteś dzielna. Chodź, odprowadzę cię do szatni. Ja jestem Krzysztof. — Zerkał na jej profil.

Policzki miała zaróżowione, oczy, otoczone gęstymi rzęsami, błyszczały, a usta były trochę rozchylone… Krzysztof poczuł, jak w piersi rozlewa się ciepło. Nigdy wcześniej tak nie miał.

— Kinga — przedstawiła się.

Od dźwięku jej głosu, od tego imienia, które pachniało latem, Krzysztofowi trochę się zakręciło w głowie.

Widać było, że jest wykończona. Całym ciężarem opierała się na jego ramieniu. I on chciał iść tak długo, czuć jej ciężar, słyszeć przerywany oddech, widzieć parę unoszącą się znad ust…

Dotarli do szatni, a dziewczyna osunęła się bez sił na ławkę, wyciągając nogi.

— Daj numer, przyniosę ci rzeczy — ochrypłym głosem poprosił.

— Tam są buty. — Kinga podała mu znaczek. — Pomóc ci zdjąć łyżwy? — spytał, gdy wrócił z torbą.

Spojrzała na niego takim błękitnym wzrokiem, że poczuł, jakby przez nerwy przepłynął prąd.

— Dam radę. — Pochyliła się i zaczęła rozsznurowywać buty.

Krzysztof stał obok jak słup, nie mogąc oderwać od niej wzroku.

— A ty tu jesteś! — Rozległ się za nim głos Marka. — Gdzieś zniknąłeś. Jak idzie?

— Pierwszy raz, a już całkiem nieźle — odparł Krzysztof. — To mój przyjaciel, Marek. A to Kinga.

— Ładna — szepnął Marek na ucho Krzysztofowi i mrugnął. — Jedziemy dalej?

— Jak chcesz. Tam masz towarzystwo. Ja odprowadzę Kingę.

— Nie musisz — powiedziała, już wkładając buty.

— On nie chce się z tobą rozstać — zaśmiał się zdradziecko Marek.

— Nie chcę — odważył się przyznać Krzysztof. — Może pójdziemy na kawę? Albo gorącą czekoladę, żeby się rozgrzać? — Spojrzał na Kingę błagalnie.

Bez łyżew wydawała się jeszcze drobniejsza. Uśmiechnęła się, a od tego serce Krzysztofa znów podskoczyło. Przełknął ślinę.

— No dobra, Marek, idziemy. Może dołączysz? — spojrzał na przyjaciela z wyrzutem.

— A na łyżwach pójdziesz? — zaśmiał się Marek.

Krzysztof zawstydził się i rzucił po swoje buty. Nieśli razem torbę z łyżwami. Wyszli z parku, minęli kilka kamienic i weszli do małej, przytulnej kawiarni, gdzie na stolikach stały gałązki śwPrzy stoliku przy blasku świec opowiedzieli sobie o marzeniach, i tak zaczęła się ich wspólna droga, ucząc się, że najważniejsze w życiu to być szczerym przed sobą i innymi, nawet gdy prawda bywa trudna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + osiemnaście =

Porozmawiajmy, synu