Poranek, w którym Michałowi zrobiło się gorzej. On nie mógł złapać tchu. — Nikita, nie chcę nic. Ż…

Pewnego ranka Stanisławowi Zbigniewowiczowi pogorszyło się. Dusił się niesamowicie.
Michał, nie potrzebuję już niczego. Żadnych waszych lekarstw, nic mi nie przynoście. Tylko jedno cię proszę pozwól mi pożegnać się z Przyjacielem. Proszę cię odłącz mnie od tego wszystkiego
Wskazał na kroplówki przy łóżku.
Nie mogę tak odejść. Rozumiesz nie mogę
Po policzku stoczyła mu się łza. Michał wiedział, że jeśli to wszystko odłączy, Stanisław może nie dociągnąć już do drzwi.
Do sali zbiegli się wszyscy mężczyźni z oddziału.
Michał, no naprawdę nie możesz nic wymyślić? Przecież tak nie można
Rozumiem Ale tu szpital, wszystko musi być sterylnie.
Machnij na to ręką. Popatrz, człowiek nie może odejść po ludzku.
Michał wszystko rozumiał. Ale co innego mógł zrobić? Usiadł, spojrzał na wszystko z boku. Tak, może wszystko. Do diabła ze wszystkimi przepisami, do diabła z firmą ojca. Niech go nawet zwolnią. Odwrócił się gwałtownie i napotkał spojrzenie Małgosi. Było w nim szczere podziwianie.
Michał wybiegł na szpitalny dziedziniec.
Przyjacielu, proszę, tylko cicho bądź. Może nikt nie zauważy. Chodź, chodź do swojego pana.
Już otwierał drzwi, ale drogę zastąpiła mu pani Antonina Edwardowna.
Michał, co ty robisz?
Pani Antonino Proszę. Pięć minut. Pozwólcie im się pożegnać. Rozumiem wszystko. Możecie mnie potem wyrzucić.
Stała chwilę w milczeniu. Któż wie, co wtedy myślała. W końcu kobieta zrobiła krok na bok.
No dobrze. Wyrzucą też i mnie, niech będzie.
Przyjacielu, za mną!
Michał pędem ruszył przez korytarz, a Przyjaciel wiernie podążał obok. Przodem Małgosia otworzyła drzwi. Pies, jakby wyczuł sytuację, w dwóch susach dopadł do sali jeszcze jeden skok i już był przy Stanisławie, oparty przednimi łapami o brzeg łóżka. W sali zaległa cisza. Stanisław otworzył oczy. Próbował podnieść rękę, nie mógł przeszkadzały kroplówki. Szarpnął drugą dłonią, zerwał opatrunki i rurki.
Przyjacielu Przyszedłeś
Pies położył łeb na piersi Stanisława. Mężczyzna pogłaskał go raz, drugi. Uśmiechnął się uśmiech zastygł na jego ustach. Ręka opadła bezwładnie. Ktoś szepnął:
Pies płacze
Michał podszedł do łóżka. Naprawdę, Przyjaciel szlochał.
Chodź chodź już
***
Michał usiadł na drewnianym płotku, a Przyjaciel schował się w krzaki i położył w cieniu. Przyszedł do niego jeden z pacjentów, ten, który kiedyś oddał swoje kotlety. Podał mu paczkę Popularnych. Michał spojrzał na niego, chciał odmówić, ale machnął ręką i zapalił papierosa.
Obok przysiadła Małgosia. Oczy czerwone, nos spuchnięty.
Małgosiu To mój ostatni dzień.
Dlaczego?
Na początku byłem tu za karę, potem bo chciałem coś ojcu udowodnić Miał mi przekazać firmę. Ale nie o to chodzi. Nie dam rady. Wrócę do domu. Powiem mu wprost twój syn jest nikim. Przepraszam, Małgosiu
Michał odszedł. Napisał rezygnację, zebrał rzeczy. Małgosia patrzyła przez okno, jak podjechał swoim polonezem pod wejście, wysiadł. Otworzył drzwi pasażera i podszedł do krzaków. Coś szeptał Przyjacielowi, potem wrócił do samochodu i oparł się o karoserię, czekając. Pies przyszedł dopiero po chwili. Patrzył długo w oczy Michałowi, a potem wskoczył do auta.
Małgosia płakała jeszcze raz.
Nie jesteś nikim! Jesteś najlepszy!
***
Kilka dni później Małgosia zauważyła, że ordynator idzie przez korytarz z mężczyzną łudząco podobnym do Michała. Zbiegła z impetem po schodach i wybiegła przed budynek.
Jest pan tatą Michała?
Ordynator popatrzył na nią ze zdumieniem.
Małgosiu, co się tutaj dzieje?
Proszę chwileczkę, panie profesorze, możecie mnie potem zwolnić! To pan jest?
Władysław Olgierdowicz również zdziwiony patrzył na drobną dziewczynę z piegami na nosie.
Tak, jestem.
Proszę nawet nie ważyć się myśleć, że Michał jest nikim! On jest najlepszy! Jako jedyny nie bał się i pozwolił się człowiekowi pożegnać ze swoim przyjacielem w ostatniej godzinie życia! Michał ma serce i duszę!
Małgosia odwróciła się na pięcie i weszła z powrotem do szpitala. Władysław się uśmiechnął.
Widziałeś?
Ordynator odpowiedział:
I co tu z nią zrobić? Dziewczyna porządna, ale ona zawsze chce prawdy.
A to źle?
Niekoniecznie zawsze dobrze
***
Minęły trzy lata.
Z bramy pięknego domu wyszła cała rodzina. Michał pchał wózek dziecięcy, Małgosia prowadziła na smyczy wielkiego, zadbanego psa. Poszli nad Wisłę, gdzie Małgosia spuściła psa.
Przyjacielu, niedaleko odchodź!
Pies pobiegł wielkimi susami w stronę rzeki. Po chwili dziecko w wózku zaczęło płakać. Przyjaciel natychmiast, tak samo szybko, znalazł się przy wózku.
Małgosia roześmiała się przez łzy.
Michał, chyba nie będziemy potrzebować niani. Co się tak spieszysz? Sonia tylko smoczek zgubiła.
Dziecko znów zasnęło, a Przyjaciel zaglądał do wózka, przekonał się, że wszystko w porządku, i pognał za motylemMichał nachylił się nad wózkiem, poprawił smoczek i delikatnie pogładził Sonię po główce. Przyjaciel raz jeszcze polizał drobną rączkę dziecka, po czym usiadł tuż przy wózku, czujnie obserwując każdy ruch dziewczynki. Małgosia wtuliła się w ramię Michała. Nad Wisłą unosił się poranny zapach trawy i wilgotnej ziemi, a na gałęzi pobliskiego drzewa zaczął śpiewać skowronek.

W tej milczącej chwili Michał spojrzał na Małgosię i nagle uświadomił sobie, jak bardzo wszystko się zmieniło. Przez życie prowadziły ich nie przepisy, stanowiska czy oczekiwania innych, lecz własna odwaga i czułość. W Przyjacielu widział nie tylko pamięć dawnych dni, lecz także symbol zwyczajnej, cichej lojalności, która ratuje najsmutniejsze chwile.

Wiesz powiedział cicho może przez całe lata szukałem sensu tam, gdzie go nie było. A teraz widzę sens był zawsze tu.

Małgosia przytuliła go mocniej.

Każdy ma swój czas, Michał. Najważniejsze, że jesteś tu z nami. I że pozwoliłeś Przyjacielowi też być.

Sonia przestała płakać. Nad rzeką wszystko uspokoiło się. Michał spojrzał na Przyjaciela, który łagodnie powarkiwał, pilnując ich świata.
I nagle, zupełnie niespodziewanie, Michał poczuł wewnętrzny spokój. Już nie musiał nic nikomu udowadniać. Wszystko, czego potrzebował, było tu u nabrzeża, w oddechu bliskich, w psim, oddanym spojrzeniu.

Szli dalej w świetle wschodzącego słońca Małgosia i Michał prowadząc wózek, Przyjaciel krok w krok obok nich. Nowy dzień dopiero się zaczynał.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 3 =

Poranek, w którym Michałowi zrobiło się gorzej. On nie mógł złapać tchu. — Nikita, nie chcę nic. Ż…