Poradzimy sobie!

Damy radę

Gdy łzy już wysychają, a siły do znoszenia bólu po stracie odchodzą, trzeba zmusić się do życia. Żyć za wszelką cenę, by dawać dobro i szczęście innym. Najważniejsze jednak wiedzieć, że ktoś cię potrzebuje.

Krzysztof z żoną Hanną płakali nad swoim synem w szpitalnej sali, gdzie trzynastoletniego Bartka przywieziono po tym, jak potrącił go samochód. To był ich jedyny syn mądry, dobry jak chleb, rodzice uwielbiali go.

Doktorze, niech pan powie, czy nasz Bartuś przeżyje? pytała Hanna, zaglądając lekarzowi w oczy, który uparcie unikał jej wzroku i nie obiecywał niczego.

Robimy, co w naszej mocy brzmiała jedyna odpowiedź.

Krzysztof i Hanna nie byli bogaci, ale gotowi byli znaleźć każdą sumę, byle tylko syn ocalał. Lecz ani pieniądze, ani miłość rodziców nie mogły go uratować. Chłopiec umierał. Leżał nieprzytomny, czasu zostało niewiele.

W sąsiedniej sali leżał Patryk, chłopak około czternastu lat. Był z domu dziecka i życie nie oszczędzało go. Czuł się coraz gorzej dusił się, słabł. Wiedział, że niedługo umrze. Dla niego, chłopca z sierocińca i chorym sercem, które mogło przestać bić w każdej chwili, nie było dawcy.

Gdy podchodził do niego starszy lekarz, mówił to samo, nie patrząc mu w oczy:

Wszystko będzie dobrze, Patryk, na pewno znajdziemy dla ciebie serduszko. Tylko miej nadzieję i czekaj.

Ale Patryk wiedział, że lekarz tylko go pociesza. Nie płakał.

Czas ucieka, a nic się nie zmienia myślał. Trzeba się pogodzić z losem. Będę patrzeć przez okno na niebo, zieloną trawę, słońce niedługo tego nie zobaczę.

Odwiedzali go wychowawca i dyrektor domu dziecka, też mówili: Wszystko będzie dobrze, też unikali spojrzeń. Kiwał głową. Nie chciał im mówić, że rozumie prawdę.

Pewnego dnia, udając śpiącego, usłyszał, jak wychowawca rozmawia z lekarzem:

Jeśli jest jakakolwiek szansa, uratujcie Patryka. Dobry z niego chłopak. Wiem, że dawcy niełatwo znaleźć, ale może się uda Przywieziemy wszystkie dokumenty.

Sam bym mu pomógł, ale to nie ode mnie zależy westchnął lekarz.

Patrykowi robiło się coraz ciężej oddychać. Zamykał oczy i myślał: Tylko żeby nie bolało, gdy przyjdzie czas

Przychodził do niego przyjaciel z domu dziecka, Grześ, półtora roku starszy, i płakał. A Patryk go pocieszał:

Nie martw się, spotkamy się jeszcze. Tylko nie za szybko.

Leżał i rozmyślał o życiu jak dorosły.

Wiem, że moje życie wisi na włosku. Szkoda, że niedługo nie zobaczę deszczu, słońca, nie usłyszę chrupania śniegu zimą.

Nie wierzył w cuda. Gdy lekarz znów podszedł, tym razem patrząc mu prosto w oczy, powiedział:

Przygotuj się, Patryczku, na operację. Liczę, że wszystko pójdzie dobrze.

Patryk nawet nie wiedział, że w gabinecie trwa dramat. Rodzice Bartka płakali, a Hanna krzyczała:

Nigdy nie pozwolę oddać serca mojego dziecka komuś obcemu!

Krzysztof milczał, ale lekarz przekonywał:

Nie możemy uratować waszego syna. Ale możemy dać życie innemu dziecku. Decydujcie się, czas nagli.

W końcu Krzysztof spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem:

Niech serce Bartka bije w kimś innym. Niech przynajmniej on żyje.

Hanna dostała środki uspokajające.

Patryk nie wiedział, że będzie przeszczep. Zamknął oczy na stole operacyjnym, myśląc tylko, że niedługo spotka rodziców, którzy zginęli w wypadku. Nie wierzył, że może zostać uratowany.

Obudził się i zobaczył nad sobą lekarza, który tym razem nie unikał jego wzroku.

No i świetnie, już po wszystkim. Teraz na pewno będzie dobrze.

To spojrzenie dało Patrykowi nadzieję.

Może jednak pomyślał, zanim znów zasnął.

Rodzice Bartka czekali. Głową wiedzieli, że syna nie ma, ale w sercach mieli nadzieję, że jego serce będzie bić dalej.

Lekarz wyszedł z sali i podszedł do nich:

Operacja się udała. Dziękuję wam. Serce waszego syna bije w Patryku.

Hanna znów wybuchnęła płaczem. Krzysztof tylko kiwał głową.

Minęło trochę czasu. Patryk czuł się dobrze. Poznał rodziców Bartka odwiedzali go codziennie. Po wyjściu ze szpitala potrzebował opieki, aż pewnego dnia usłyszał:

Patryk, chcemy cię adoptować. Jeśli oczywiście się zgadzasz.

Nie wiedział, czy się cieszyć, ale do domu dziecka wracać nie chciał.

Zgadzam się szepnął.

Nie wiedział, jak ciężko było Hannie podjąć tę decyzję. Na początku nie chciała słyszeć o przyjęciu Patryka. Ale fakt, że w jego piersi biło serce Bartka, przekonał ją. Razem z mężem płakali, tuląc się do siebie. Postanowili, że Patryk choć trochę zastąpi im syna.

A Patryk? Czuł się niepewnie. Gdy rodzice Bartka przychodzili, widział, jak Hanna przygląda mu się uważnie jakby szukała w nim śladów swojego dziecka. W jej oczach błyskały łzy.

Gdy wprowadził się do ich domu, Krzysztof pokazał mu pokój Bartka:

To teraz twój. Rozgość się.

Patryk zobaczył na biurku tablet. Spojrzał pytająco na Krzysztofa.

Możesz wziąć uśmiechnął się i wyszedł.

Patryk nigdy nie miał w domu dziecka takich rzeczy. Zaczął przeglądać tablet, gdy nagle usłyszał za sobą ostry głos Hanny:

Nie uczono cię, że cudzych rzeczy się nie bierze?

Zaskoczony, położył dłoń na piersi. Serce waliło jak szalone.

Przepraszam, Krzysztof pozwolił

Wtem wszedł Krzysztof, a Hanna wyrwała tablet chłopcu i wybiegła z płaczem. Słychać było, jak mąż próbuje ją uspokoić:

HannA kiedy Patryk podszedł do niej i nieśmiało przytulił, Hanna poczuła, jak w jego ramionach odzywa się znajome, mocne bicie serca tego samego, które przez lata kołysało jej dziecko do snu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 1 =

Poradzimy sobie!