Moi rodzice dostali mieszkanie od państwa, każdy miał swój udział w tym mieszkaniu. A kiedy przeszli na emeryturę, poprosili mnie i mojego brata o pomoc w opłacaniu go. Brat natychmiast odmówił pomocy, powiedział, że ma rodzinę i mnóstwo wydatków, więc nie ma dodatkowych pieniędzy. Mam też męża i dzieci, ale nie zostawiłem rodziców w tarapatach i zdecydowałem, że co miesiąc będę przekazywał rodzicom część mojej pensji. W miarę upływu czasu wysyłałem pieniądze rodzicom, płacili za nie czynsz.
Rozmawiano o tym, że może warto na mnie przepisać mieszkanie, bo za nie płacę. Ale powiedziałam rodzicom, że jest za wcześnie, aby o tym myśleć.
Są jeszcze młodzi, więc nie powinni teraz rozpoczynać rozmowy o dziedzictwie. Potem z żoną przeprowadziliśmy się do sąsiedniego miasta, zacząłem rzadziej odwiedzać moich rodziców. I tak postanowiliśmy, że moja córka i ja jakoś bez ostrzeżenia wpadniemy do moich rodziców w odwiedziny. Przyjeżdżam, a drzwi otwiera mi brat. Okazuje się, że mieszka tam z rodziną od pół roku.
– Co się tutaj dzieje, gdzie jest mama i tata? – Wszystko w porządku, nie martw się, nie wyrzuciłem ich. Po prostu zamieszkali na działce.
– Jak na działce, dlaczego i co w ogóle tu robisz?
Okazało się, że teść i teściowa mojego brata poprosili go z rodziną o wyprowadzenie się z mieszkania, w którym mieszkali, aby zacząć je wynajmować. Nie mieli innego wyjścia, jak przenieść się do mieszkania rodziców.
– Więc powiedzieli, że i tak masz własne mieszkanie z mężem, a ja nie mam nic z moją rodziną, więc rodzice przeprowadzili się do domku na działkę, aby zamieszkać, a to mieszkanie zostało przepisane na mnie. Wróciłam do domu całkowicie pogrążona w myślach. Jak rodzice mogli mi to zrobić, dlaczego nic mi nie powiedziano, nawet nie ostrzegano mnie, że się przeprowadzają? I okazuje się, że wysyłałem im pieniądze przez sześć miesięcy.



