Pomogłem kobiecie wstać z podłogi, a ona sprawiła, że poczułem się winny. Po tym incydencie zdałem sobie sprawę, że nie powinienem pomagać nieznajomym na ulicy

Niektórzy ludzie są obcy, którzy tak bardzo różnią się od innych w tłumie. Nie, nie ubierają się w specjalny sposób, nie mają nieformalnego wyglądu, wyglądają jak wszyscy inni przechodnie, ale to tak, jakby płonął w nich płomień, którego ciepło przenosi się na wszystkich innych. Dziś moja opowieść będzie o absolutnych przeciwieństwach takich ludzi, a raczej o kobiecie, której pomogłem i która sama cierpiała z tego powodu. Tegoroczna zima w naszym mieście, trwała dłużej niż zwykle. Pogoda wydawała się normalna, nie było śniegu, ale w niektórych miejscach był potwornie śliski lód. Pewnego dnia, wyszedłem z pracy i szedłem w kierunku przystanku autobusowego. Droga była bardzo śliska, a ludzi prawie nie było, mimo późnej pory. Szedłem bardzo powoli i ostrożnie, żeby przypadkiem nie upaść gwałtownie na lodzie.

I oto szedłem jak pingwin, przenosząc ciężar ciała z jednej stopy na drugą przy każdym kroku, a inna kobieta wyprzedziła mnie z reklamówką w rękach i szaleńczą prędkością, jak na te warunki. Musiała się bardzo śpieszyć, bo jej absurdalne ruchy sprawiały, że patrzyłem na nią z obawą, że lada chwila się przewróci. Moje oczekiwania okazały się uzasadnione. Niecałą minutę później, ta pani znalazła się leżąca na lodzie. Jej torba odleciała od niej na kilka kroków. Podszedłem do niej jak pingwin i próbowałem jej pomóc. Szczerze mówiąc, nie jestem zbyt pomocny, ponieważ wraz z moją gorącą chęcią pomocy, miałem obolałe kolana i plecy.

– Oprzyj się na moim ramieniu – powiedziałem i położyłem dłoń na jej dłoni.

– To nie zadziała, nie mogę tego zrobić – powiedziała – lepiej podnieś mnie za pachy, pomogę sobie nogą, po prostu podnieś mnie trochę.

– Moje plecy są w złym stanie, nie mogę Cię podnieść – odpowiedziałem, wciąż trzymając ją za przednią rękę.

Przez długi czas, ta pani i ja robiliśmy kilka podejść. W pewnym momencie, chciałem ją tam zostawić w nadziei, że ktoś inny jej pomoże, ale nie było żadnych ludzi, a ja miałem sumienie, więc kontynuowałem wymyślanie nowych sposobów na podniesienie kobiety z lodu. Po półgodzinnej męczarni, stanęła dumnie na własnych nogach.

– Ubrudziłeś mnie błotem. Rękawiczki, płaszcz, wszystko trzeba będzie wyprać. Jeśli nie możesz mi pomóc, to nie pomagaj, bo tylko pogorszyłeś sprawę. Przy okazji, strząśnij mój płaszcz z tyłu – powiedziała do mnie bezczelnie i bez śladu skruchy.

– Sama go otrzep! Gdyby nie ja, nadal leżałabyś na podłodze. Nawet nie podziękowałaś za pomoc, a teraz jesteś oburzona, niewdzięczna. – Odpowiedziałem i ruszyłem w swoją stronę. W ten sposób, zmarnowałem 40 minut mojego życia na najbardziej niewdzięczną osobę w historii.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + osiemnaście =

Pomogłem kobiecie wstać z podłogi, a ona sprawiła, że poczułem się winny. Po tym incydencie zdałem sobie sprawę, że nie powinienem pomagać nieznajomym na ulicy