Pokochaj siebie, a wszystko się ułoży
Za oknem szaleje zamieć, zimno i ponuro tak samo jak w mojej duszy. Siedzę sama w ogromnym domu pod Warszawą, mam wszystko, czego człowiek mógłby zapragnąć, a jednak jestem tutaj sama. Nawet mąż, Staszek, znowu wieczorem załatwia sprawy służbowe, a ja dobrze wiem, jakie to sprawy.
Syn z córką już dawno opuścili rodzinne gniazdo. Syn mieszka z rodziną na Bemowie, a córka na stałe przeniosła się pod Gdańsk. Tam skończyła studia, wyszła za mąż za Sebastiana, miejscowego, żyją spokojnie, rodzi się im dziewczynka.
Rozmawiałam dziś z córką przez telefon.
Mamusiu, czemu dziś jesteś taka przygnębiona? nie dawała mi spokoju Anielka. Wszystko w porządku?
Tak, córeczko, wszystko dobrze. Jak wy się trzymacie? Jak moja złota wnuczka?
U nas dobrze, mamo. Igorek w pracy zawalony, wiesz, chirurg to ciągle musi być w ruchu. Wraca zmęczony, ale spełniony, mówi, że to jego powołanie. Ilonka już zaraz do przedszkola pójdzie, rośnie i cieszy nas każdego dnia.
Cieszę się, córeczko, żeby u was tylko zawsze tak było odparłam zmęczonym głosem.
Nie podoba mi się twój ton, mamo. Gdzie tata?
Tata? Jest gdzieś w garażu, poszedł rozgrzać samochód, bo mróz i zawierucha odpowiedziałam nie chcąc jej martwić.
Już ponad pół roku duszę się w niepewności i żalu. Nie mam komu o tym powiedzieć, a i po co? Ludzie potrafią tylko współczuć albo cieszyć się cudzym nieszczęściem. Jeszcze latem siedziałam w ogrodzie, plewiłam pod oknem, kiedy to okno było uchylone. Zadumałam się, aż nagle usłyszałam głos Staszka mówił do kogoś czułym, miękkim tonem. Wiedział, że mnie nie ma w domu, nie zauważył mnie spod okna.
Dobrze, słoneczko dziś nie dam rady, też tęsknię Ja też cię kocham Nie smuć się, jutro przyjadę. Przecież mnie znasz, jak obiecałem, to przyjadę
Staszek przestał mówić albo wyszedł z pokoju więcej nie usłyszałam. Poczułam, jakby ktoś mnie uderzył młotem w głowę. Mój Staszek, któremu wszędzie i zawsze ufałam, okazał się być taki, jak wielu innych. Od razu przypomniałam sobie słowa mojej siostry, jak to jej mąż znalazł sobie inną. Dla mnie to zawsze było nie do pomyślenia.
Teraz ja zajęłam miejsce siostry, teraz już ją rozumiem. Byłam w szoku i nie wiedziałam, co robić płakać czy wygonić męża z domu? Usiadłam na ławeczce za rogiem i popłakałam się.
Boże, jak to się mogło przydarzyć właśnie mnie? Mój Staszek, któremu ufałam bezgranicznie, poszedł w ślady innych mężczyzn. Widać i jego dopadł ten sam diabeł, co siedzi w męskich żebrach.
Staszek ma czterdzieści siedem lat. Ułożył sobie życie, dzieci wychowane, żyją już na własny rachunek. Z Staszkiem mieszkamy na obrzeżach miasta, on tu prowadzi biznes młyn, produkuje mąkę i paszę, rozwozi po okolicznych powiatach.
Długo tłumiłam w sobie ten żal. Po paru miesiącach wywęszyłam, z kim to mój mąż się spotyka. Z cierpliwością, nawet podkradając się do jego telefonu, kiedy spał.
Okazało się, że to Tamara, daleka kuzynka naszych wspólnych znajomych. Nieraz gościła na ich imprezach. Mieszkała niedaleko, w starej dzielnicy bloków z wielkiej płyty. Poprzez te same znajome zwęszyłam nawet jej adres.
U naszej kuzynki Tamary to życie się nigdy dobrze nie układało powiedziała znajoma Weronika. No, nic nie powiem, ładna, niezamężna, właściwie można by powiedzieć, że wszędzie jej dużo. Tą urodą tylko faceci ją popsuli. Ma trzydzieści pięć lat, bez męża, bez dziecka. Narzekała mi, że jej w życiu brakuje stabilności, a sama jednego nie pociągnie. No, co zrobić…
Nie odezwałam się, choć łzy mnie cisnęły do oczu. Wróciłam do domu i wyżaliłam się w samotności.
Boże, jakie to wszystko ciężkie do zniesienia.
Po jakimś czasie podjęłam decyzję, że odwiedzę Tamarę. Wzięło mnie na odwagę dwa miesiące temu. Otworzyła drzwi i pobladła, dobrze mnie znała. Weszłam bez pytania do pokoju, rozglądałam się.
Cześć powiedziałam zmęczona, siadając na wersalce.
Tamara stała onieśmielona i wystraszona, pewnie się spodziewała, że jej przywalę jak niejedna, ale się powstrzymałam. Po chwili ciszy wybuchnęłam:
Nie masz wstydu z cudzym mężem sypiać? Nie wstyd ci? Sama nie znajdziesz chłopa, żeby do cudzego sięgać? Na cudzym nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz, to stare jak świat!
Wtedy, ku mojemu zaskoczeniu, Tamara rozpłakała się.
Nie wiem, co się ze mną stało, ale kocham Staszka i nie mogę bez niego żyć…
Wtedy nie wytrzymałam, dałam jej w twarz, chwyciła się za policzek.
Przepraszam cię, Mario, przepraszam szlochała.
I ja się rozkleiłam. Obie płakałyśmy. Kiedy się uspokoiłyśmy, powiedziałam:
Nic Staszkowi nie mów, że tu byłam… Ale jeśli dowiem się, że dalej do ciebie przychodzi, nie miej do mnie żalu wyszłam wtedy z mieszkania.
Tamara dotrzymała tajemnicy, nigdy nie powiedziała. Ja też milczałam i nosiłam wszystko w sobie. Tak do dziś. Nie wiem, czy Staszek wciąż ją odwiedza, choć jak znika w interesach, to podejrzewam, że tam właśnie jedzie. Siedzę teraz w pustym domu i myślę:
Nie wiem, co robić. Przecież Staszek to moje wszystko. Przez te lata staliśmy się jednością. Jakby przyszło się rozwieść, trzeba by dzielić majątek, a ja nie chcę. Wolę zostawić, jak jest pomyślałam, patrząc w ciemniejące okno.
Nawet jak zostawi mi ten dom, to co ja tu będę robić sama? Dom potrzebuje stałej opieki, napraw, remontów. Staszek wiecznie coś majstruje, a ja tyle nie ogarnę. Boję się biedy Przywykłam do takiego życia. A dzieci? Jak im powiedzieć, że ojciec znalazł sobie młodszą kobietę? Przecież to będzie dla nich szok…
Trzymam to wszystko w środku, bo wiem jak się komu wyżalę, to zaczną oceniać. Powiedzą: musisz się szanować, wziąć za siebie, zostawić go, pokochać siebie, a nie rozczulać się.
Może i racja pomyślałam. Ale ja go kocham. Wierzę, że on mnie też. Może to z Tamara przejściowe i mu przejdzie. Najważniejsze, że przy mnie nie zmienił się rozmawia ze mną spokojnie i czule, nie kłócimy się, wszystko jak dawniej. Może jednak mają rację pokochaj siebie, a wszystko się ułoży. Trzeba też o sobie pomyśleć
Ciężko żyć z takim ciężarem, od kiedy wiem o Tamarze. Trudno być blisko Staszka, zachowywać się jakby nigdy nic. Młoda, ładna… Tamara nie chce zniknąć mi z głowy. Nawet wstyd przyznać pogodzilam się z tym, że mój mąż nie kochał już tylko mnie.
Ciekawe, gdzie jest teraz, powiedział, że w pracy, a ja myślę swoje…
Nagle myśl mnie przeraziła.
Może ja też powinnam znaleźć sobie kogoś? Wyglądam nieźle, komplementów nie brakuje… zaraz jednak się opamiętałam. Nie umiem, nie wyobrażam sobie innego mężczyzny obok. Mój Staszek jest najlepszy, tylko jak go odzyskać na dobre? Nawet wybaczyć bym mogła, choć serce boli… Mężczyźni widzą miłość inaczej, może z czasem się zmieni. A może nie mam racji, kto ich tam wie.
Przypomniałam sobie młodość i uśmiechnęłam się z żalem.
Jak to było, gdy byliśmy i biedni, i szczęśliwi… Gdy wynajmowaliśmy pokój w akademiku, liczyliśmy złotówki od wypłaty do wypłaty, zamiast wykwintnej kolacji woleliśmy iść do kina. To było tak dawno, a jednak jakby wczoraj czas tak szybko minął. Dziś mamy wszystko, o nic się nie muszę martwić, ale samotność przykrywa wszystko. Nie mam nawet z kim o tym porozmawiać, i może nawet nie chcę…
Gdy tak siedziałam w zamyśleniu, zobaczyłam, że na podwórko wjeżdża samochód męża, oświetla wszystko reflektorami. Z głośnym wdechem zgasił auto, nieśpiesznie zaczął grzebać coś w garażu, po czym wszedł do domu.
Maryśka, gdzie jesteś? zawołał, zaglądając do kuchni, włączając światło. Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno.
Jestem tu, odparłam cicho. Zamyśliłam się, jeszcze ta pogoda…
No nie mów, drogi zasypane, ledwo przejechałem, bałem się, by nie utknąć w zaspie. Głodny jestem, daj coś zjeść, powiedział zwyczajnym tonem, w którym zabrzmiała troska.
Wstałam, zaczęłam szykować kolację, a mąż poszedł umyć ręce. Przy stole spojrzał na mnie z uśmiechem.
Wiesz, Maryś, niedługo Sylwester, postanowiłem ci zrobić niespodziankę.
Napięłam się… ostatnimi czasy nie lubiłam niespodzianek.
Jaką?
Staszek spojrzał na mnie, widział, że się boję, zwlekał chwilę.
Ech, żono, dawno razem nigdzie nie byliśmy. Zaraz wracam wyszedł do przedpokoju, wrócił z kopertą. Kupiłem nam wycieczkę nad morze. Do Sopotu polecimy, Nowy Rok spędzimy pod palmami w hotelu uśmiechnął się tym swoim ciepłym uśmiechem.
Kamień spadł mi z serca, poczułam ulgę, lecz jeszcze nie do końca ufałam.
Boże, Staszku, dalej jesteś taki sam uwielbiasz robić niespodzianki. Ja jestem gotowa od razu! Pomyśleć tylko Nowy Rok pod palmami w środku zimy! Nawet nie wiem, jak to będzie zaśmiałam się szczerze.
To twój syn mi podsunął tę myśl, choć sam już o tym myślałem warto cię zabrać na wakacje, zmienić trochę otoczenie. Także przygotuj się…
I tak wszystko się w moim życiu poukładało. Byliśmy w Sopocie, przywitaliśmy Nowy Rok inaczej niż zwykle, wypoczęliśmy i wróciliśmy do domu szczęśliwi. Życie toczy się dalej a ja znowu uwierzyłam we własnego Staszka. Widzę, że jeszcze bardziej się stara, zawsze spieszy do domu, a jak się spóźnia, dzwoni, bym się nie martwiła.


