Póki sprzedajemy mieszkanie, zamieszkaj w domu spokojnej starości usłyszała ode mnie mama.
Weronika wyszła za mąż bardzo późno. Prawdę mówiąc, długo nie miała szczęścia do facetów i czterdziestoletnia kobieta powoli godziła się już z myślą, że nie znajdzie nikogo porządnego.
Cezary, który miał wtedy czterdzieści pięć lat, jawił się jak książę z bajki… choć już niejedno małżeństwo miał za sobą i trzech dzieci, którym zgodnie z wyrokiem sądu oddał swoje mieszkanie.
Dlatego Weronika, po kilku miesiącach uciążliwego wynajmowania pokoi, musiała zabrać Cezarego do sześćdziesięcioletniej mamy, Marii Kowalczyk.
Czarek już na progu zrobił kwaśną minę i ze wzgardą pociągnął nosem. Od razu pokazał, że drażni go zapach starego mieszkania.
Starością tu zajeżdża. Okno by się przydało otworzyć burknął z wyrzutem.
Maria Kowalczyk wyraźnie go słyszała, ale udawała, że nie zwróciła uwagi.
A gdzie będziemy spać? westchnął ciężko Czarek, niezadowolony z nowego lokum.
Weronika od razu zaczęła się krzątać, chcąc się przypodobać mężowi, i na bok odciągnęła matkę.
Mamo, zajmiemy z Czarkiem twoją sypialnię wyszeptała, a ty na razie przenieś się do tej małej.
Tego samego dnia mama Weroniki została bez pardonu przepchnięta do kątnego pomieszczenia, które ledwo można było nazwać pokojem. Sama musiała przenosić swoje rzeczy, bo zięć nawet nie pomógł.
Od tej pory zaczęło się dla niej ciężkie życie. Czarek marudził dosłownie o wszystko: jedzenie mu nie smakowało, sprzątanie zawsze można było zrobić dokładniej, a tapeta była paskudna.
Najbardziej jednak drażnił go zapach. Uważał, że przez ten staroć w mieszkaniu dostał uczulenia.
Za każdym razem, kiedy Weronika wracała do domu, Czarek teatralnie kasłał.
Tak się nie da żyć! Coś musimy z tym zrobić! wyrzucił jej zdenerwowany mąż.
Nie mamy kasy na wynajem… tłumaczyła Weronika, bezradnie rozkładając ręce.
Wyślij matkę gdzieś. Nie idzie oddychać! warknął, wykrzywiając się.
Gdzie ja ją niby wyślę?
Nie wiem, wymyśl coś! Mieszkanie i tak kiedyś ci zostawi, po co czekać? Sprzedamy i kupimy nowe mruknął Czarek. No i pogadaj z matką!
Ale co jej mam powiedzieć? zaniepokoiła się Weronika.
Wymyśl, przecież po jej śmierci i tak to wszystko będzie twoje! Zróbmy to już teraz, szybciej będzie po sprawie powiedział niewzruszony.
Trochę niezręcznie…
No wybacz, kogo powinnaś kochać bardziej, mnie czy matkę? W końcu to ja się tobą zaopiekowałem po czterdziestce. Który inny facet by się na ciebie oglądał, stara panna… Odejść mogę, i znowu będziesz sama. I kto cię wtedy zechce? dociskał Czarek, wiedząc w co uderzać.
Weronika ponuro spojrzała na męża i poszła do mamy, która teraz spała w swojej klitce.
Mamo, pewnie ciężko ci tu teraz mieszkać zaczęła nieśmiało córka.
Zrobiliście dla mnie miejsce w moim pokoju? mamrotała z nadzieją mama.
Nie mamy inną propozycję. I tak zapiszesz mi mieszkanie, prawda? dopytywała lekko drżącym głosem Weronika.
No jasne.
To nie zwlekajmy! Chcę sprzedać to mieszkanie i kupić coś nowego, w ładnym bloku!
Może lepiej tu zrobić remont?
Nie, lepiej kupić większe.
A ja gdzie ja się podzieję, Weroniko? głos jej drżał.
Zamieszkasz na jakiś czas w domu spokojnej starości powiedziała córka entuzjastycznie. Ale to tylko na chwilę! Potem cię zabierzemy.
Naprawdę? mama spojrzała z nadzieją.
No pewnie. Wszystko załatwimy, przeprowadzimy remont i zabierzemy cię chwyciła matkę za rękę Weronika.
Maria Kowalczyk nie miała innego wyboru, jak zgodzić się i podpisać mieszkanie na córkę.
Gdy dokumenty były gotowe, Czarek z wyraźną ulgą zakomenderował:
Pakuj rzeczy babci! Jedziemy do domu starców.
Już? Weronika aż zbladła z poczucia winy.
Na co czekać? I tak nie jest potrzebna ani z emeryturą, ani bez. Tylko kłopot z nią. Swoje już przeżyła, nadszedł nasz czas stwierdził z zimną kalkulacją.
Mieszkania jeszcze nie sprzedaliśmy
Rób, co mówię, bo inaczej zostaniesz na lodzie rzucił stanowczo Czarek.
Po dwóch dniach rzeczy Marii trafiły do samochodu i razem z ich właścicielką odjechały do domu spokojnej starości. Mama ukradkiem ocierała łzy. Przeczuwała, że dzieje się coś złego.
Czarek nie pojechał z nimi, tłumacząc się, że musi wywietrzyć mieszkanie.
Formalności w domu opieki trwały chwilę, Weronika w pośpiechu się pożegnała z mamą i opuściła budynek, nie patrząc jej w oczy.
Córko, wrócisz po mnie? spytała jeszcze bezradnie Maria.
Oczywiście, mamo odpowiedziała cicho Weronika, odwracając wzrok.
Wiedziała, że Czarek nigdy jej nie pozwoli zabrać mamy do nowego mieszkania.
Gdy już przejęli mieszkanie, szybko sprzedali je i kupili nowe. I tu Czarek postanowił, że mieszkanie zapiszą na niego tłumaczył, że Weronice nie można ufać.
Minęło parę miesięcy, Weronika zebrała się na odwagę i poruszyła temat mamy. Czarek od razu wpadł w szał.
Jeszcze raz zaczniesz o niej mówić, wylatujesz! rzucił groźnie.
Weronika wycofała się, wiedząc, że żartów nie ma. Przestała wspominać o matce.
Kilka razy zamierzała odwiedzić Marię w domu opieki, ale za każdym razem, wyobrażając sobie łzy mamy, rezygnowała.
Maria przez pięć lat codziennie miała nadzieję, że Weronika kiedyś po nią wróci. Nigdy się tego nie doczekała. Zmarła z tęsknoty.
Weronika dowiedziała się o tym dopiero po roku, kiedy Czarek wyrzucił ją z mieszkania. Wtedy dopiero naprawdę pomyślała o mamie.
Poczucie winy nie dawało jej spokoju. W końcu zdecydowała się odejść do klasztoru, żeby modlić się za własne grzechy.



