Podróż ku szczęściu: Nowy początek dla dwojga zakochanych.
Katarzyna unosiła się na skrzydłach radości, lecąc w stronę ukochanego mężczyzny. Wreszcie jej syn skończył liceum i dostał się na uniwersytet. Teraz ona i jej mąż mogli być razem po latach rozłąki.
Tego samego dnia, gdy odprowadziła syna na studia, kupiła bilet autobusowy i wyruszyła do Jakuba. Ich małżeństwo trwało zaledwie dwa lata, ale znali się, jakby minęła cała wieczność.
Ich związek nie był łatwy. Zaczęli trudno, przeszli wiele, lecz los obiecywał im wspólną przyszłość. Przynajmniej Katarzyna była tego pewna.
Poznali się osiem lat temu. Wtedy ledwo doszła do siebie po rozwodzie z pierwszym mężem i nie dopuszczała nikogo blisko. Aż spotkała Jakuba. Nawet z nim była początkowo ostrożna. Musiał się naprawdę starać, by przekonać ją, że nie jest jak tamten Marek.
Pół roku się spotykali, zanim postanowili zamieszkać razem. Jakub wprowadził się do niej, bo w jego kawalerce cała rodzina byłaby stłoczona. Katarzyna miała dziesięcioletniego syna. Chłopiec był grzeczny, ale nie od razu znalazł wspólny język z ojczymem.
Po trzech latach Jakub zaczął mówić o ślubie, lecz Katarzyna nie była tym zachwycona.
Uważała, że papiery to tylko formalność. Nie chroniły przed zdradą, niezależnie od tego, czy jest się mężczyzną, czy kobietą. Była szczęśliwa tak, jak było nie chciała zmian.
Jakub początkowo zaakceptował jej decyzję, lecz w końcu zrozumiał, że to mu nie wystarcza. Chciał, by Katarzyna była jego żoną w pełnym tego słowa znaczeniu. Postawił ultimatum: ślub albo rozstanie.
Nie spodobało jej się to i uznała, że lepiej się rozstać. Tak też zrobili na pół roku.
W tym czasie Jakub wyjechał do innego miasta, gdzie przyjaciel zaoferował mu dobrze płatną pracę. Wracał rzadko, tylko co dwa miesiące, by odwiedzić rodziców. I podczas jednej z tych wizyt znów ją spotkał.
Szła przez park, wyglądając, jakby życie obdarzyło ją samymi radościami. Była tak beztroska i uśmiechnięta, aż ich spojrzenia się spotkały.
W jej oczach zobaczył dokładnie to, co czuł w swoim sercu. Wciąż go kochała. I nie potrafiła tego ukryć.
Wznowili związek, tym razem na odległość. Czasem ona przyjeżdżała do niego, czasem on do niej. Każde spotkanie było starannie zaplanowane, ale zawsze pełne czułości i namiętności.
Widywali się zwykle raz w miesiącu, czasem dwa. Jakub wielokrotnie proponował, by się do niego przeprowadziła. Kupił już dwupokojowe mieszkanie w swoim mieście, choć spłacał jeszcze kredyt.
Katarzyna marzyła o tym całym sercem, ale nie mogła tak nagle zmienić swojego życia. Jej syn był nastolatkiem, potrzebował uwagi. A matka chorowała, wymagała opieki. Przez dwa lata Katarzyna walczyła, by stanęła na nogi, aż wreszcie poprawiło się.
„Jeszcze pani pożyje!” powiedział lekarz z uśmiechem, wypisując ją ze szpitala.
Anna Nowak nie trzymała już córki przy sobie, ale Aleks zaczynał starsze klasy. Nie chciał zmieniać szkoły i błagał matkę, by poczekała, aż skończy. Musiała pójść na kompromis.
Latem, zanim Aleks poszedł do matury, Katarzyna i Jakub wzięli w końcu ślub. Widząc, jaką radość sprawiła mężowi, żałowała, że nie zgodziła się wcześniej. Ale po co płakać nad przeszłością?
Teraz mogli się już nie tylko spotykać. Ich związek mógłby nazywać się małżeństwem weekendowym, gdyby nie setki kilometrów między nimi.
A teraz Aleks dostał się na studia. Katarzyna była dumna z syna i zdała sobie sprawę, że może wreszcie ułożyć życie na nowo. Nie powiedziała Jakubowi, że się do niego przeprowadza chciała zrobić mu niespodziankę.
On coś przeczuwał, ale nie znał dokładnej daty.
Katarzyna spakowała walizkę, wsiadła do autobusu i pojechała do niego. Chciała, by ten dzień na zawsze zapisał się w jego pamięci. Już widziała siebie w koronkowej bieliźnie, rozsypującą płatki róż na świeżo zasłanym łóżku, szykującą kolację i czekającą, aż ukochany wróci z pracy.
Śniła o tych szczegółach, jadąc autobusem. Była pewna, że Jakub oszaleje z radości, lecz to ją czekała niespodzianka.
Otworzyła drzwi jego mieszkania swoim kluczem i zastygła w zdumieniu. Para błękitnych oczu wpatrywała się w nią rudowłosa, piękna i młoda dziewczyna.
„Kto ty jesteś?” zapytała obcą.
„Jestem Weronika. Och, ty pewnie jesteś Katarzyna. Przepraszam, zaraz znikam!”
„Co znaczy 'znikasz’? Kim jesteś?” warknęła Katarzyna.
„Proszę, nie gniewaj się. Jestem dziewczyną twojego męża!”
„Co? Dziewczyną mojego męża?!”
Katarzyna zamknęła drzwi z cichym trzaskiem, zostawiając za sobą wszystko, co uważała za swoje. Była gotowa iść dalej sama.



