Podołamy temu!

**Pamiętnik**

Kiedy łzy wysychają, a siły do znoszenia bólu opuszczają, trzeba znów zacząć żyć. Żyć za wszelką cenę, by nieść dobro i radość innym. Najważniejsze wiedzieć, że jest się komuś potrzebnym.

Marek i jego żona Ewa płakali nad synem w szpitalnej sali. Czternastoletniego Bartosza potrącił samochód. Był ich jedynym dzieckiem, mądrym i dobrym chłopcem, który rozświetlał ich świat.

Panie doktorze, czy Bartek przeżyje? pytała Ewa, zaglądając lekarzowi w oczy. Ten jednak unikał wzroku, nie dając nadziei.

Robimy, co możemy brzmiała jedyna odpowiedź.

Marek i Ewa nie byli bogaci, ale oddaliby wszystko, by ich syn żył. Lecz ani pieniądze, ani miłość rodziców nie mogły go uratować. Bartek odchodził, nieprzytomny, ze znikającymi oznakami życia.

W sąsiedniej sali leżał Kacper. Miał może piętnaście lat, a życie od początku go nie oszczędzało. Dom dziecka, choroba serca wiedział, że nie ma dla niego ratunku. Kiedy przychodził starszy lekarz, powtarzał jedynie:

Bądź cierpliwy, Kacper. Znajdziemy dla ciebie serce. Tylko nie trać nadziei.

Ale Kacper rozumiał, że to tylko puste słowa. Nie płakał. Myślał:

Czas ucieka, a nic się nie zmienia. Trzeba się pogodzić. Jeszcze spojrzę na to niebo, trawę, słońce Wkrótce ich już nie zobaczę.

Odwiedzali go wychowawcy z domu dziecka, też unikali wzroku, też mówili: Wszystko będzie dobrze. Kiwał głową, nie chcąc im mówić, że wie prawdę.

Pewnego dnia, udając śpiącego, usłyszał, jak wychowawca błagał lekarza:

Jeśli jest choć cień szansy, uratujcie go. To wspaniały chłopak. Przyniesiemy wszystkie dokumenty

Lekarz westchnął: To nie ode mnie zależy. Chciałbym mu pomóc.

Kacper zamykał oczy, myśląc: Tylko niech nie boli, gdy przyjdzie czas

Jego przyjaciel Tomek z domu dziecka płakał. Kacper go uspokajał:

Nie martw się. Może tam też jest życie. Spotkamy się kiedyś.

Leżąc w łóżku, Kacper rozmyślał po dorosłemu:

Moje życie wisi na włosku. Szkoda, że nie zobaczę widoku tęczy po deszczu ani nie usłyszę chrzęstu śniegu zimą.

Nie wierzył w cuda. Gdy lekarz powiedział mu przed operacją: Przygotuj się, Kacprze. Będzie dobrze, skinął tylko głową. Nie wiedział, że w gabinecie toczyła się dramatyczna rozmowa.

Ewa krzyczała: Nie oddam serca mojego dziecka! Marek milczał. Lekarz tłumaczył:

Nie możemy uratować Bartka, ale jego serce da życie komuś innemu. Proszę, zdecydujcie się.

W końcu Marek spojrzał na niego: Niech bije w kimś innym. Ewa milczała, osłabiona lekami.

Kacper nie wiedział, że otrzyma nowe serce. Myślał, że umrze, że spotka rodziców, którzy zginęli w wypadku. Gdy otworzył oczy po operacji, zobaczył lekarza patrzącego mu prosto w oczy.

Wszystko w porządku. Teraz na pewno będzie dobrze.

Po raz pierwszy ktoś nie unikał jego wzroku. Może jednak jest nadzieja?

Rodzice Bartka czekali na przekaz. Lekarz podziękował: Operacja się udała. Serce waszego syna teraz bije w Kacprze. Ewa wybuchnęła płaczem.

Czas mijał. Kacper czuł się lepiej. Poznał rodziców Bartka, którzy codziennie go odwiedzali. Pewnego dnia Marek powiedział:

Chcielibyśmy cię adoptować, jeśli nie masz nic przeciwko.

Kacper nie wiedział, czy się cieszyć, ale do domu dziecka wracać nie chciał.

Zgadzam się.

Nie wiedział, jak trudna to była decyzja. Ewa początkowo sprzeciwiała się, ale myśl o sercu syna w jego piersi przełamała opór.

Kacper czuł się niepewnie. Widział, jak Ewa obserwuje go, szukając w nim Bartka. Pewnego dnia, gdy wziął jego tablet, krzyknęła:

Czy nie nauczono cię prosić o pozwolenie?

Marek wytłumaczył, że sam mu pozwolił, ale Ewa wybiegła płacząc.

Nie mogę To nie to samo!

Kacper myślał, że powinien wrócić do domu dziecka.

Z czasem w domu zapanował spokój, ale Ewa wciąż porównywała go z Bartkiem.

Bartek robił to lepiej Bartek miał lepsze oceny

Kacper nazywał ich pan i pani. Marek prosił o cierpliwość:

Daj jej czas. Straciła syna.

Pewnego dnia Ewa nie wytrzymała:

Nie mogę tak dłużej! Spakowała rzeczy i wyjechała do matki.

Wieczorem Kacper podszedł do Marka:

Zawieźcie mnie do domu dziecka. Bez mnie się pogodzicie.

Marek spojrzał na niego i zobaczył w jego oczach tę samą dobroć, co u Bartka. Przytulił go:

Poradzimy sobie.

Żyli we dwójkę, gotowali, rozmawiali. Brakowało im Ewy.

Jutro jej urodziny powiedział Marek.

Kacper nagle go objął:

Tato, wrócimy mamę do domu. Marek rozpłakał się.

Następnego dnia pojechali po Ewę. Gdy otworzyła drzwi, Kacper powiedział:

Mamo, jedź z nami. Bez ciebie jest nam smutno.

Ewa osłupiała, potem wybuchnęła płaczem i przytuliła go:

Przepraszam, synku.

Kacper dostał drugie życie i nowych rodziców. Wiedział, że zawdzięcza to chłopcu, którego już nie ma. Ale jego serce wciąż bije. I to wystarczy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 + 11 =

Podołamy temu!