Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o Magdzie. Od dzieciństwa nie lubiła swojego ciała. Zawsze była pulchna i zazdrościła szczupłym koleżankom. Próbowała różnych diet, ale waga nie spadała.
„Przestań się męczyć. Jedz normalnie. Kto ma cię pokochać, i tak to zrobi, niezależnie od tego, czy jesteś chuda, czy nie. Miłość nie zależy od wyglądu, a od duszy i charakteru” – pocieszał ją ojciec. „Mama nigdy nie była chudzielcem, a to nie przeszkodziło mi ją pokochać. Kobieta powinna być miękka i przytulna.”
„Łatwo ci mówić. Ty nie tyjesz, nawet jeśli zjesz cały sernik. Dlaczego nie odziedziczyłam twojej sylwetki?” – narzekała Magda.
„A może zaczęłaś się odchudzać, bo się zakochałaś?” – spytała nagle mama.
Magda spuściła wzrok.
„Ja też byłam zakochana w szkole, cierpiałam. A on wolał inną dziewczynę, najładniejszą w klasie. Potem skończyliśmy szkołę, przestałam go widywać i jakoś przeszło. A po kilku latach spotkałam go na ulicy. I wiesz co? Cieszyłam się, że nic z tego nie wyszło.”
„Dlaczego?” – zapytała Magda.
„Ożenił się z tą piękną dziewczyną. Ale ona ciągle chciała pieniędzy na ubrania, a on zarabiał mało. W końcu wplątał się w jakieś oszustwo, ukradł dużą sumę. Wylądował w więzieniu. Wyszedł jako zupełnie inny człowiek. Żona go zostawiła, nikt nie chciał go zatrudnić, zaczął pić. A wszystko zaczynało się tak pięknie” – westchnęła mama.
„Z tatą też nie było łatwo, zwłaszcza gdy się urodziłaś. Ale jakoś sobie poradziliśmy. Więc jeśli on cię nie wybierze, może to i lepiej. Nie twoje, to nie twoje.”
„A gdyby cię wybrał? Może nie zostałby złodziejem i nie trafiłby do więzienia” – rozważała Magda.
„Nie mógł mnie wybrać. Lubił ładne, szczupłe dziewczyny. A gdyby nawet, to prędzej czy później by mnie zdradził. I tak byśmy się rozstali. Ale wtedy nie poznałabym taty” – uśmiechnęła się mama. „Wszystko, co się dzieje, jest dla naszego dobra.”
„Mimo wszystko chcę schudnąć” – uparła się Magda.
Cały wieczór spędziła, przeglądając strony o dietach i zdjęcia „przed i po”. Skoro innym się udało, to i jej się uda.
Rano obudziła się, przeciągnęła i spojrzała na zegarek. Miała jeszcze czas poleżeć. Nagle przypomniała sobie postanowienie z poprzedniego wieczoru – czas na nowe życie. Podeszła do okna. Niebo zasnuły chmury, zaraz miał zacząć padać deszcz. „Może odłożyć nowe życie na jutro, gdy będzie ładniejsza pogoda? Nie – zdecydowała – tak tylko będę ciągle odkładać.” Zdecydowanie założyła dres.
Na ulicach Wrocławia było pusto. I dobrze, nikt nie zobaczy. Ruszyła truchtem.
Szybko zaczęła łapać powietrze, w boku ukłuło, w gardle zaschło, pot spływał po plecach. Zatrzymała się, by złapać oddech. Machnęła rękami jak wiatrak i pobiegła z powrotem. Nic, przywyknie.
Następnego ranka bolały ją wszystkie mięśnie. Mimo bólu wyszła biegać. Do domu wlokła się jak ślimak.
„Skąd jesteś taka mokra?” – spytała mama, gdy Magda weszła do mieszkania.
„Biegałam.”
„Zaczęłaś ćwiczyć? Brawo. Ja nigdy nie miałam tyle silnej woli. Zmęczona? Idź pod prysznic i na śniadanie, bo spóźnisz się do szkoły.”
„Nie będę jeść drożdżówek, tylko kawę” – powiedziała stanowczo.
„Jak chcesz. Ale uważam, że tak nagle nie można wszystkiego rzucać. Przed długim biegiem trzeba się rozgrzać, inaczej sił zabraknie przed metą” – skarciła ją mama.
„Brawo” – tata klepnął córkę po ramieniu. „Szanuję cię za determinację” – powiedział, siadając do stołu i popijając kawę.
„Co, ty też na diecie? A po co ja piekłam drożdżówki?” – zmartwiła się mama.
„Spokojnie. Zjem i za Magdę” – podOd tamtej pory Magda zrozumiała, że prawdziwa miłość nie zależy od ciała, ale od serca, które potrafi dostrzec piękno nawet w niedoskonałościach.



