Poranek zaczął się spokojnie. Odpaliłem silnik, sprawdziłem lusterka i spojrzałem na moją złocistą piękność na fotelu pasażera. Zosia zawsze uwielbiała jazdę samochodem siedziała cicho, wpatrzona w okno, czasem kładła łeb na moich kolanach. Posłuszna, mądra, nigdy nie sprawiała kłopotów.
No to co, Zosia, ruszamy w drogę? uśmiechnąłem się, ruszając z miejsca.
Odemknęła oczy i merdnęła ogonem, ale zamiast spojrzeć przez szybę, wpatrywała się we mnie uporczywie.
Po kilku minutach jej wzrok stał się niemal przenikliwy. Siedziała, lekko przechylając głowę, i nie odrywała oczu ode mnie, jakby chciała coś ważnego przekazać.
O co chodzi, co? zaśmiałem się nerwowo. Zapomniałem włączyć kierunkowskaz?
W odpowiedzi zaszczekała. Nie cichym hau, lecz głośno, natarczywie, jakby prowadziła ze mną spór.
Cicho, Zosia syknąłem, zerka


