Między dwoma działkami rosła stara brzoza. Pewnej nocy, podczas silnego wiatru, przewróciła się na bok ulicy, uszkadzając ogrodzenia, a gałęzie zablokowały drogę. Krystian, właściciel jednego z domów, wstał wcześnie rano, zauważył to, co się stało, i zaczął pukać do sąsiada. Z bramy, całkowicie zaspany, wyszedł Szymon.
– Co Ty pukasz tak rano? O, to o to chodzi … No, i czego ode mnie chcesz? To Twoje drzewo, Ty to posprzątaj.
– Jak to niby jest moje? Twój dziadek sadził to drzewo.
-Kłamiesz! Twoja matka sadziła to drzewo. Pamiętam.
– Pamiętasz? To drzewo ma ponad sto lat. O czym Ty mówisz?
– Ogólnie to o tym, żebyś rozwiązał sam ten problem. Masz przecież saunę. Będzie ci potrzebne drewno.
-Kupuję drewno, nie potrzebuję.
– A ja mam saunę, też nie potrzebuję. Podczas gdy sąsiedzi kłócili się, na ulicy zatrzymała się ciężarówka, z której wyszedł mężczyzna i podszedł do sąsiadów.
– Chłopaki, dzień dobry, czyje to drzewo?
– Jego – od razu powiedział Krystian, wskazując palcem na sąsiada.
– Słuchaj, gościu, nie zabieraj go jeszcze. Akurat potrzebuję drewna. 500 zł za drzewo będzie w porządku?
– W porządku – powiedział zdziwiony Szymon.
– No, chwileczkę – wtrącił się Krystian – Przypomniałem sobie. To drzewo moja mama sadziła. Więc 500 należy do mnie.
– Mama? – zdziwił się Szymon – Twoja mama w życiu nie posadziła żadnej rośliny.
Spór trwał pięć minut, dopóki kierowca ciężarówki nie machnął na nich ręką: – No do diabła z Wami, drewno mi niepotrzebne. Odjechał. Trwał spór, gdy podjechało trzech chłopców na ciężarówce z miejskiech służb porządkowych i zaczęli szybko piłować drzewo.
– Hej, po co piłujecie nasze drzewo?
Chłopcy nawet nie zwrócili na nich uwagi.



