Jola i Patryk są małżeństwem od ponad czterech lat. Od dnia ślubu zbierali na swoje mieszkanie, aż w końcu nadszedł ten dzień, kiedy zaczęli wybierać dla siebie swoje „gniazdko”. Mogli wybierać pomiędzy dwoma opcjami: albo kupić mieszkanie, na które mieli odłożoną wystarczającą kwotę pieniędzy, albo zaciągnąć kredyt hipoteczny na to mieszkanie, które bardziej im się podobało i im pasowało. Patryk mówił, że najlepszą opcją będzie wzięcie kredytu hipotecznego, ale Jola uważała, że będzie im ciężko go spłacić, a poza tym trzeba oddać dwa razy tyle bankowi, niż się pożyczyło. Uważała, że to nie ma sensu. Zaproponowała więc inne rozwiązanie problemu:
– Mama oferuje nam pomoc. Ona da nam pieniądze, a my damy jej udziały w mieszkaniu.
– Po co jej ten kawałeczek mieszkania, co? – zapytał Patryk.
– Oj przestań, to tylko formalność – odpowiedziała kobieta.
– Nie bądź naiwna, ona chce nas tym sposobem kontrolować. Pamiętasz, jak mnie poznała? Kazała Ci mnie zostawić, a teraz chce osiągnąć swój cel pod pretekstem pomocy. Mając swój udział w naszym mieszkaniu w każdej chwili może tutaj się wprowadzić i robić co jej się podoba. I zapewne wszystko to, co mnie denerwuje…
Nieruchomość została podzielona w następujących proporcjach: dwie piąte mieszkania należą do Patryka, dwie piąte do Joli, jedna piąta do Ludmiły, matki Joli.
Niedawno teściowa powiedziała:
– Przeprowadzam się do naszego mieszkania.
– Wyprowadzę się z mieszkania. Z nią i na jej warunkach nie będę mieszkać – powiedział Patryk.
– Cóż, mama Cię nie lubi, ale co z tego? Nie rozmawiaj z nią po prostu i to wszystko.
Jola wróciła do domu, kiedy Ludmiła wypakowywała swoje rzeczy, a Patryk pakował swoje.
Wychodząc, Patryk powiedział:
– Odzyskam swój udział w mieszkaniu w pieniądzach, potem wezmę kredyt i kupię sobie sam mieszkanie.
– Chcesz zabrać mi mieszkanie? – zapytała Jola.
-Nie. Tylko swoją część – rzucił przez ramię odchodząc.
Teściiwa wyraźnie była z tego zadowolona.
– Nie jest Ciebie wart, Jolusiu…



