‑Poczekaj, – powiedział on.

Poczekaj powiedział. Wysiadłem na chwilę na dworcu, a kiedy wróciłem do wagonu, moich rzeczy już nie było. Spojrzałem przez okno i zobaczyłem, że jakiś mężczyzna idzie z moją torbą. Pobiegłem za nim, lecz zniknął gdzieś w tłumie A dlaczego nie wróciłeś od razu do wagonu, żeby to wyjaśnić? zapytała Zuzanna. Rozumiesz, szukałem tego człowieka, a mój pociąg odjechał

Zuzanna zmęczona wracała z pracy. Pracowała w małym kwiaciarni przy Rynku w sercu Krakowa. Klientów było zawsze tłoczno, a przed Nowym Rokiem jeszcze więcej.

Mroźny wiatr przenikał przez puste ulice, a śnieg codziennie przyklejał się do okien. Zuzanna szła brukowaną aleją w grubej, puchowej kurtce, nie mogąc usiedzieć ani na chwilę. Marzyła, że kiedy dotrze do domu, położy się prosto na kanapie i zapadnie w sen.

Gdy już prawie straciła pojęcie o czasie, podeszła do niej nieznajoma postać. Zatrzymała się i przyjrzała mu się.

Mężczyzna miał około czterdziestu lat, ubrany w nieco ekscentryczny płaszcz. Zuzanna zrobila krok na bok, chcąc go ominąć.

Przepraszam, czy mogę prosić o pomoc? nagle odezwał się nieznajomy.

Zuzanna zaskoczona stanęła w miejscu.

Ja człowiek potrząsnął głową i zamknął na chwilę oczy. Jedzie do córki pociągiem. I nagle to się stało

Zatrzymał się na sekundę, spojrzał smutno na Zuzannę, a ona znów próbowała go obejść.

Poczekaj rzekł. Wysiadłem na chwilę na dworcu, a kiedy wróciłem, nie miałem nic w bagażu. Spojrzałem przez okno i zobaczyłem, że jakiś człowiek niesie moją torbę. Pobiegłem za nim, lecz zniknął

Dlaczego nie wróciłeś od razu do wagonu? dopytała Zuzanna.

Bo szukałem tego człowieka, a mój pociąg odjechał

Więc musiałeś się jakoś rozwiązać tę sprawę Zuzanna poczuła, że nerwy zaczynają się podnosić.

Szukałem wszędzie, mówiąc, że mam czekać. Następny pociąg odjeżdża dopiero za kilka godzin. Nie chciało się mi stać w peronie. W torbie miałem ubrania, dokumenty i pieniądze Potrzebowałem się wykąpać i ogrzać Wszystko oddam, obiecałem błagalnie spojrzał na Zuzannę.

A klucze od mieszkania? zapytała zirytowana.

I ty tam idź. Wszyscy się mnie boją. Boże, po co mi nikt nie wierzy? podniósł wzrok i spojrzał smutnymi oczami w niebo. Zuzanna poczuła współczucie.

Przyjrzała mu się krytycznie. Ubiór był niechlujny, ale w torbie mogły być prawdziwe rzeczy. Mówił i zachowywał się normalnie.

Dobrze. Chodźmy do mnie, bo inaczej naprawdę zmarzniesz. Pomyślę, co zrobić z ubraniami.

Dziękuję, jesteś bardzo dobra. Nikt inny mnie nie słuchał odparł mężczyzna, idąc za Zuzanną.

Weszła do małego mieszkania i usiadła na niewielkim krześle przy korytarzu. Tęskniła za snem.

Idź do łazienki skinęła głową w stronę wąskich drzwi. A ja poszukam dla ciebie ubrań. Jak masz na imię, przy okazji?

Michał odpowiedział, zamykając się w łazience.

Zza drzwi dobiegł szum wody. Zuzanna westchnęła; marzenie o odpoczynku musiało poczekać.

Nie szkodzi, nie ubłaga się pomyślała, szukając w szafie rzeczy, które zostawił kiedyś jej brat z Warszawy. Nic nie stracimy.

Zebrała potrzebne rzeczy i zapukała do drzwi. Gdy woda ucichła, powiedziała, że położyła ubrania na półce przy wejściu. Nalała zupę do miski i wstawiła ją do kuchenki mikrofalowej. Usiadła na krześle, rozmyślając, co by pomyślała matka, gdyby zobaczyła jej gościa w łazience.

Niech matka zostanie w sklepie albo u przyjaciółki szepnęła do siebie.

Jednak Bóg był zajęty innymi sprawami i nie usłyszał jej prośby. Zabrzęczał zamek przy drzwiach.

Zosia, jesteś już w domu? zawołała matka, a Zuzanna wyjrzała z kuchni. Myślałam, że to ty w łazience, wołam cię. A kto więc się tam kąpie? zmrużyła oczy, patrząc na córkę.

Mamo, nie krzycz. Ten człowiek spóźnił się na pociąg. Teraz się uporządkuje i wyjdzie tłumaczyła Zuzanna delikatniej.

Czy to ona przygotowała mu ubrania? Co się stało?

Powiedziałam, że spóźnił się na pociąg. Jego rzeczy zniknęły.

Boże. I przyprowadziłaś go do domu? Nie znasz go wcale! Nie pomyślałaś? Wpadłam do domu w samą porę. Może zadzwonić gdzieś? rozpisała się matka.

Mamo, nie gadaj bzdur. On już wszędzie był. Trzeba czekać na pociąg. Umyje się i wyjdzie powtórzyła Zuzanna ciszej.

Z łazienki nie słychać już dźwięku wody. Drzwi otworzyły się i zamknęły ponownie.

Zabrał ubrania pomyślała Zuzanna.

Matka usiadła twarzą przy wejściu i zaczęła czekać.

Wkrótce do kuchni wszedł Michał, nieco nieśmiało i z poczuciem winy. Zuzanna zauważyła, że słuchał ich rozmowy.

Powiedz mi, jak to mogło się stać z takim silnym i zdrowym mężczyzną? dopytała matka, patrząc mu prosto w oczy.

Przepraszam, że wtrąciłem się. Jadę na ślub córki do Gdańska. Straciłem telefon, dokumenty i pieniądze rozłożył ręce.

A co to za przypadek, że trafiłeś do nas? Nie mieszkamy blisko dworca dopytywała matka.

Mamo! Daj człowiekowi coś do jedzenia. Po co te pytania? zareagowała Zuzanna. Usiądź przy stole, Michale, rozgrzałam ci zupę.

Zuzanno, kiedyś podnosiłam kotki i szczeniaki z ulicy, a teraz prowadzę mężczyzn do domu mruknęła, odsuwając się, by zrobić miejsce przy stole.

Jedz, Michale, ale bądź ostrożny. Jeśli spodoba ci się moja matka, nie wyjedziesz stąd w jej głosie zabrzmiał sarkazm.

Bo w pracy siedzisz dniami i nocami, nie masz życia prywatnego. Już masz trzydzieści, czas na małżonkę. Jak mam się nie martwić, gdy nie masz nic stałego? odpowiedział Michał.

Mamo, przestań. Michał pomyśli, że naprawdę go żenią żartowała Zuzanna.

Nie martwcie się uspokoiła Michała.

No i niech panie matka machnęła ręką i poszła do pokoju.

To poważna wasza matka przyznał Michał, odkładając talerz.

Ona wychowała nas samą z bratem. Obawia się, że zostanę sama z dzieckiem w ramionach, tak jak ona przyznała Zuzanna.

Rozumiem. A gdzie pracujesz?

W kwiaciarni przy Rynku. A jak wezmiesz bilet bez dowodu i nie masz pieniędzy? dopytała Zuzanna.

Obiecali pomóc. Czy mogę wziąć telefon? Zadzwonię do córki, której nie przyjadę na ślub, i do przyjaciela

Zaraz odparła, idąc do pokoju.

Mamo, co robisz? matka wyciągnęła z szafy złotą obrączkę i kilka biżuterii.

Cicho, ty zadrwiła. A jeśli on nie wiem kto? Przyniosę to ciociu Marii powiedziała i poszła w korytarz.

Zuzanna nie próbowała jej powstrzymać. Bezskutecznie. Zrobiła, co mogła.

Zuzanna położyła przed Michałem telefon, sama stała przy oknie.

Michał zadzwonił do córki, a po linii wyczuła, że dziewczyna była rozczarowana, że ojciec nie przyjedzie. Potem zadzwonił do kogoś i zapytał Zuzannę o adres domu.

Już za chwilę przyjedzie mój kierowca. Nie miałem pojechać wcale. Żona nie chciała, żebym się poznawał z jej nowym mężem. To córka mnie zaprosiła. Więc jazda była na nic westchnął.

A kto ty jesteś, gdy przyjedzie kierowca? zdziwiła się Zuzanna.

Michał zaczął jej się podobać. W ubraniach brata wyglądał przyzwoicie, choć był drobny.

Mamy małą firmę naprawczą z przyjacielem. Trochę wspólny biznes. Przyjaciel odradzał mi jechać samochodem, bo nie znam Gdańska, a na ślubie miałbym się nudzić, więc wsiadłem do pociągu. Lepiej by było samolotem. Proszę, wytrwajcie ze mną jeszcze kilka godzin, a wyjadę przekonywał zarówno siebie, jak i Zuzannę.

Zuzanna patrzyła na niego i myślała, że matka ma rację. Gdyby wróciła z pracy, spotkałby ją mężczyzna, czekające dzieci, a życie nabrałoby sensu. Mijało jej już prawie trzydzieści lat, mieszkała z mamą i nie widziała perspektyw.

Był kiedyś Leon, zakochany, planował ślub. Aż kiedyś Zuzanna odwiedziła go po pracy, a on z jej przyjaciółką Straciła narzeczonego i przyjaciółkę.

Jesteś dobra. Na pewno wszystko się ułoży rzekł nagle Michał, przerywając jej rozważania.

A pan? Dlaczego sam? Wszystko przy tobie. Nawet biznes masz.

Tak, rozumiem, że pojechałem sam na ślub. Byłeś mądry. Nie wyszło. Rozwiedliśmy się. Nie miałem takiej szczęśliwej kobiety, jak ty. Współczesne kobiety są ostrożne, a mężczyźni podobnie. Jesteś zmęczona po pracy, a ja nie dałem ci odpoczynku. Przepraszam, że wtrąciłem się w twoje życie.

Rozmawiali jeszcze długo, aż na zewnątrz zaczęło się ściemniać, a telefon zadzwonił.

To ja. Szybko przyjadę, już nie zobaczę go więcej przeprosił Michał, sięgając po telefon Zuzanny.

Teraz jedzie i już nigdy go nie zobaczę. Nudy i szare dni wrócą pomyślała.

No proszę. Samochód stoi pod domem. Dziękuję bardzo położył telefon na stole i wstał.

Zapiszę mój numer, żebyś nie musiał szukać. Myślę, że nie zadzwonisz spojrzał ciekawie na Zuzannę.

I jeśli będziesz potrzebował pomocy, możesz na mnie liczyć. Jeszcze raz wielkie dzięki. Ubrania oddam, nie martw się. Przepraszam przed twoją mamą, że wyglądałem na niebezpiecznego człowieka patrzył smutnymi oczami, a Zuzanna prawie rozpadła się na łzy.

Obca, przypadkowa osoba, a ona nie chciała, by odchodził. Kim była, a kim on? Zuzanna uśmiechnęła się.

Nie wpadaj w takie sytuacje ponownie.

Nie. Teraz będę jeździł tylko samochodem albo samolotem. Żadnych pociągów uśmiechnął się.

Zuzanna obserwowała, jak w gęstych, zimowych zmierzchach Michał wychodzi z klatki schodowej, zatrzymuje się przy samochodzie, podnosi rękę i macha.

To wszystko. Jutro mnie nawet nie pamięta

Czy odpuściłaś? zapytała matka z progu, wracając.

To więc gniewasz się, że wpuściłam go do domu, a teraz pytasz, po co go wypuściłam Zuzanna ukrywała smutek przed mamą.

To dobry człowiek, widać po tym.

A po co ukrywać biżuterię?

Bo jestem nierozsądna westchnęła matka.

Minęły trzy tygodnie. Przed Nowym Rokiem Zuzanna miała wrażenie, że Michał stał się jej snem.

Pewnego dnia, 31 grudnia, właściciel kwiaciarni przeprosił, że przyjmie ją osobiście, bo klientów było mało. Zuzanna spojrzała przez okno i zobaczyła przy wejściu… prawdziwego Świętego Mikołaja. Krzyczał do przechodniów, rozdawał cukierki i zmierzał prosto do kwiaciarni.

Drzwi otworzyły się, a przed nią stał w czerwonej, haftowanej pelerynie, w czapce z białą brodą, z wielkim workiem na ramieniu.

Rozmawiał z właścicielem, a jego głos brzmiał Zuzannie znajomo.

W końcu Mikołaj podszedł do niej.

Wiedziałem, że pracujesz, więc postanowiłem cię zaskoczyć, podnieść nastrój. Czy się udało? Michał patrzył na Zuzannę z nadzieją.

Udało się roześmiała się Zuzanna.

Widzę, że dziś będę pracował sam właściciel westchnął donośnie. Idź, Zuzanno, do domu z Mikołajem. Ja tu poradzę sobie sam. Ciesz się życiem.

Zuzanna nie potrzebowała namowy.

Miesiąc później zwolZuzanna wyruszyła w śnieżną noc, niosąc w sercu nadzieję na nowy początek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − dwa =

‑Poczekaj, – powiedział on.