Pociąg ku nowemu życiu

**Pociąg do nowego życia**

Obudziłam się i nasłuchiwałam ciszy w mieszkaniu. Od razu zrozumiałam, że Wiktora nie ma w domu. Wstałam, przeciągnęłam się i wyszłam do kuchni. Na stole leżała kartka: *„Przepraszam, zapomniałem uprzedzić. Będę w pracy do południa”*.

Uśmiechnęłam się gorzko, zmięłam kartkę i wrzuciłam do kosza. Od dawna podejrzewałam, że Wiktor ma kogoś. Wiecznie go nie było, przestaliśmy rozmawiać szczerze, a nawet zwyczajnie — rzadko cokolwiek sobie mówiliśmy. Córka wyszła za mąż i wyjechała z mężem do garnizonu. Tylko pozory rodziny.

W sypialni zadzwonił telefon. Małgosia.

— Co robisz? — spytała jedyna przyjaciółka od podstawówki.
— Nic. Właśnie wstałam.
— Słuchaj, pogoda cudowna, wiosna, słońce. Przejdziemy się po sklepach? Tak chcę czegoś ładnego, kolorowego. Masz może plany?
— Żadnych. Wiktor w pracy.
— W weekend? No to się ogarnij, ubierz odpowiednio, za godzinę podjeżdżam. — I się rozłączyła.

Postawiłam czajnik i poszłam do łazienki. Lubiłam zakupy z Małgosią. Miała nosa do mody. Wśród setek ubrań potrafiła wyłowić dokładnie to, co pasowało. Ja gubiłam się w zalewie opcji, a ona jak wróżka wyciągała sukienkę w idealnym kroju, rozmiarze i jakości.

Uczyła mnie, że na zakupy trzeba iść „na bogato”, żeby sprzedawcy widzieli w nas damy, a nie wieśniaczki. Wtedy podsuwali lepsze rzeczy. I — o dziwo — to działało. Zawsze wracałyśmy z torbami.

Podkresliłam oczy, ubrałam się, spojrzałam w lustro i byłam zadowolona. Zakupy świetnie poprawiają humor. A teraz właśnie tego potrzebowałam.

Po dziesięciu minutach Małgosia zadzwoniła, że podjechała.

— Cześć. Masz coś konkretnego na myśli? — spytałam, wsiadając do jej *Volvo*.
— Nie. Powinni mieć nową kolekcję, a starą przeceniać. Czujesz tę wiosnę? — zaśmiała się.
— Wiktor mnie zabije. Oszczędzamy na wakacje…
— Nie zabije. Wytnij metki, wyrzuć paragony, powiedz, że wydałaś połowę.
— A wydam dwa razy więcej.
— Znam jeden sprawdzony sposób, żeby uśpić czujność męża.
— Jaki? — zainteresowałam się.
— Zobaczysz.

Małgosia była okazała. Nie gruba — właśnie okazała, z pełnym biustem, szerokimi biodrami i wąską talią. Miała piękne brązowe oczy, pulchne usta i gęste, ciemne włosy. Mężczyźni się za nią oglądali.

Ja byłam jej przeciwieństwem. Niska, szczupła, z jasnymi, kręconymi włosami i zielonymi oczami. W dżinsach z tyłu wyglądałam na nastolatkę. Przy Małgosi zawsze czułam się mała i niepewna.

Gdy ona podchodziła do sprzedawców, ci od razu starali się jej dogodzić, pokazywali najlepsze rzeczy. A ona obdarzała ich królewskim uśmiechem. Ja tak nie potrafiłam. Traktowali mnie z góry, gubiłam się, odmawiałam pomocy i uciekałam ze sklepu.

Po dwóch godzinach, obładowane firmowymi torbami, wyszłyśmy z kolejnego butiku.
— Dość, mąż mnie zabije za to — jęknęłam.
— Chodź. — Małgosia pociągnęła mnie do działu bielizny.
— Nie, nie! Za to Wiktor nie będzie ze mną gadał przez tydzień albo i dłużej! — zaprotestowałam.
— Patrz, jakie koronki! Weź zestaw w kolorze malinowym. Pasuje do twoich włosów. — Trzymała w rękach przepiękny stanik. — Można dobrać szlafrok… Ale nie, to już przegięcie.
— Kto to doceni pod ubraniem? I drogo. Nie, nie kusz. — Byłam stanowcza.
— Tyle ci tłumaczę… Takiej bielizny nie nosi się pod sukienką! Zakładasz na noc, żeby mąż docenił twoje atuty. Z twoją figurą tylko taką można nosić. Nawet pień by przy tym zakwitł, a co dopiero facet. Nie będzie mu się chciało awanturować. Bierzemy. — I poszła do kasy.

— Wszystko, nogi mi odpadają. Dość. Usiądźmy gdzieś. Rano tylko kawę zdążyłam wypić — zaproponowałam. — Wiesz, chyba Wiktor mnie zdradza.
— Tak myślisz, bo poszedł w weekend do pracy? — wątpiąco spytała Małgosia, kierując się do kawiarni.
— Od dawna mam przeczucie…
— O, kawiarnia! Chodźmy. — Przerwała mi.

Usiadłyśmy przy oknie. Czekając na kelnera, rozglądałam się. Dwa stoliki dalej siedział mężczyzna plecami — bardzo podobny do Wiktora. Ta sama fryzura, biały sweter. Dałam mu go na święta. Ale nie mógł przecież założyć eleganckiego swetra do pracy. I jak się tu znalazł? Jego biuro było na drugim końcu miasta.

Próbowałam sobie wmówić, że to nie on, ale wzrok ciągle wracał do tamtego stolika. Jakby wyczuwając to, mężczyzna odwrócił głowę. Zobaczyłam profil — wątpliwości znikły. To był Wiktor.

Zaległa we mnie dziecinna panika, jakbym została przyłapana na głupstwie. Ale on mnie nie widział, więc się uspokoiłam.
— Widziałaś ducha? — spytała Małgosia.
— Cicho. Tam siedzi Wiktor. Chodźmy, zanim nas zauważy — szepnęłam.
— No i co? Ty się boisz? To on powinien się martwić. Co tu robi? Mówiłaś, że w pracy. A ta jest daleko. Nie? — drążyła. — Wystroił się jak na randkę. Czeka na kogoś. Patrzy na zegarek. I co z tymi twoimi podejrzeniami?

Wstałam.
— Gdzie? — Małgosia złapała mnie za rękę.
— Podejdę do niego. Prędzej czy później nas zobaczy, a wtedy będzie gorzej.

Podeszłam do stolika i usiadłam naprzeciw niego.
— Cześć.

Wiktor nie spodziewał się mnie, zaniemówił.
— Co tu robisz? — spytałam. — Napisałeś, że idziesz do pracy. Tak to się teraz nazywa?
— A ty?
— Z Małgosią byłyśmy na zakupach, zmęczyłyśmy się, wstąpiłyśmy na kawę. Stoi za tobą. Małgosia! — Uśmiechnęłam się i pomachałam.

Wiktor nie odwrócił się.
— Na kogoś czekasz? Ciągle patrzysz na zegarek. Nie przeszkadzam?

Otrząsnął się i przeszedł do kontrataku.
— Dużo wyd— Jutro przyjadę po swoje rzeczy — powiedział Wiktor, a ja wstałam i wyszłam, czując, jak ciężar smutku powoli zamienia się w ulgę i nadzieję na nowy początek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + 2 =

Pociąg ku nowemu życiu