Pociąg do nowego początku

**Pociąg do nowego życia**

Jola obudziła się i nasłuchiwała. Po ciszy w mieszkaniu zrozumiała, że Krzysia nie ma w domu. Wstała, przeciągnęła się i poszła do kuchni. Na stole leżała kartka: *„Przepraszam, zapomniałem wczoraj powiedzieć. Będę w pracy do południa”*.

Jola uśmiechnęła się gorzko, zmięła kartkę i wrzuciła do kosza. Od dawna podejrzewała, że Krzyś ma kogoś. Zawsze go nie ma, przestali ze sobą rozmawiać serio, a nawet zwyczajnie — rzadko cokolwiek mówili. Córka wyszła za mąż i wyjechała z mężem do jednostki wojskowej. Same pozory rodziny.

W pokoju zadzwonił telefon. Marysia.

— Co robisz? — spytała jedyna bliska przyjaciółka jeszcze z podstawówki.

— Nic. Właśnie wstałam.

— Słuchaj, pogoda cudowna, wiosna, słoneczko. Przejdziemy się po sklepach? Tak mi się chce czegoś ładnego i kolorowego. Mam nadzieję, że nie masz planów?

— Żadnych. Krzyś w pracy.

— W niedzielę? No to się ogarnij, ubierz jak należy, za godzinę podjeżdżam. — I Marysia się rozłączyła.

Jola postawiła czajnik i poszła do łazienki. Lubiła chodzić z Marysią na zakupy. Ta miała nosa. Potrafiła wśród tysięcy ubrań wyłowić właśnie to, co było potrzebne. Joli zawsze robił się mętlik w głowie, nie wiedziała, na co się zdecydować, a Marysia, jak magik, wyciągała sukienkę idealnego fasonu, rozmiaru i jakości.

Uczyła Jolę, że na zakupy trzeba iść „na cebulkę”, żeby sprzedawcy widzieli w tobie nie wieśniaczkę, ale kobietę z klasą. Wtedy będą proponować lepsze rzeczy. I, o dziwo, to działało. Nigdy nie wracały z pustymi rękami.

Jola podmalowała usta, ubrała się, spojrzała w lustro i była zadowolona. Zakupy zawsze poprawiają humor. A teraz szczególnie tego potrzebowała.

Po dziesięciu minutach Marysia zadzwoniła, że podjechała.

— Cześć. Masz coś konkretnego na oku? — spytała Jola, wsiadając do *Toyoty* przyjaciółki.

— Nie. Powinni przywieźć nową kolekcję, a starą wyprzedawać. Wiosna, czujesz to? — zaśmiała się Marysia.

— Krzyś mnie zabije. Oszczędzamy na wakacje…

— Nie zabije. Obetnij metki, wyrzuć paragony, powiedz, że wydałaś połowę.

— A wydam dwa razy tyle.

— Mam sprawdzony sposób, jak uśpić czujność męża.

— Jaki? — Jola spojrzała na nią zaciekawiona.

— Zobaczysz.

Marysia była okazała. Nie gruba, ale właśnie *taką kobietą* — z pełnym biustem, szerokimi biodrami i wąską talią. Miała intensywne brązowe oczy, pełne usta i gęste ciemne włosy do ramion. Mężczyźni się za nią oglądali.

Jola była jej przeciwieństwem. Niska, szczupła, z jasnymi falującymi włosami i zielonymi oczami. W dżinsach z tyłu wyglądała na nastolatkę. Przy Marysi zawsze czuła się malutka i niepewna.

Gdy Marysia podchodziła do sprzedawczyń, te od razu stawały się służbiste, pokazywały najlepsze rzeczy. A ona obdarowywała je królewskim uśmiechem. Jola nie umiała tego robić. Traktowano ją z góry, gubiła się, odmawiała pomocy i uciekała ze sklepu.

Po dwóch godzinach, obładowane firmowymi torbami, wyszły z kolejnego butiku.

— Starczy, mąż mnie zamęczy — jęknęła Jola.

— Chodź. — Marysia pociągnęła ją do działu bielizny.

— Nie, nie. Za to Krzyś będzie się ze mną nie odzywał tydzień, albo i dłużej! — zaprotestowała Jola.

— Popatrz, jakie koronki! Weź zestaw w kolorze malinowym. Będzie pasował do twoich włosów. — Marysia trzymała w rękach przepiękny stanik. — Możesz dobrać szlafrok… Ale nie, to już przesada.

— Kto oceni taką urodę pod ubraniem? I drogo. Nie, nie skuszę się — uparła się Jola.

— Tyle ci tłumaczę… Po co takie cudo chować pod bluzką? To się zakłada wieczorem, żeby mąż docenił twoje atuty. Z twoją figurą tylko taką bieliznę nosić. A i kloc zakwitnie, a co dopiero facet. Nie będzie miał czasu na awantury. Bierzemy. — I Marysia poszła do kasy.

— Stop, nogi mi odpadają. Koniec. Chodźmy gdzieś usiąść. Rano ledwo kawę zdążyłam wypić — zaproponowała Jola. — Wiesz, chyba Krzyś mnie zdradza.

— Tak myślisz, bo poszedł w niedzielę do pracy? — Marysia zmarszczyła brwi, idąc w stronę kawiarni.

— Od dawna mam przeczucie…

— A, o, kawiarnia! — Marysia przerwała jej.

Usiadły przy oknie. Czekając na kelnera, Jola rozglądała się po lokalu. Dwa stoliki dalej siedział tyłem mężczyzna bardzo podobny do Krzysia. Ta sama fryzura, biały sweter. Dała mu go na święta. Ale nie mógł przecież ubrać eleganckiego swetra do biura. I jak tu trafił? Jego firma była na drugim końcu miasta.

Jola uznała, że się myli, ale wzrok ciągle wracał do tamtego mężczyzny. Jakby wyczuwając to, odwrócił głowę. Jola zobaczyła jego profil i wątpliwości znikły. To był Krzyś.

Przestraszyła się jak dziecko przyłapane na psocie. Ale Krzyś jej nie widział, więc się uspokoiła.

— Widziałaś ducha? — spytała Marysia.

— Cicho. Tam jest Krzyś. Wyjdźmy, zanim nas zauważy — zaszeptała Jola.

— No i co? Czego się boisz? To on powinien się martwić. Co tu robi? Mówiłaś, że w pracy. A pracuje przecież na drugim końcu Wrocławia. Nie? — dopytywała się Marysia. — Wystroił się jak na randkę. Ewidentnie na kogoś czeka. Patrz, zerka na zegarek. I co tam mówiłaś o przeczuciach?

Jola wstała.

— Gdzie idziesz? — Marysia złapała ją za rękę.

— Po prostu podejdę. I tak w końcu by nas zauważył, a wtedy byłoby gorzej.

Jola podeszła do stolika Krzysia i usiadła naprzeciwko.

— Cześć.

Krzyś nie spodziewał się tu żony, osłupiał.

— Co ty tu robisz? — spytała Jola. — Napisałeś, że jesteś w pracy. Czy teraz tak to się nazywa?

— A ty?

— My z Marysią byliśmy naJola spojrzała na córkę biegnącą w jej stronę, a potem na uśmiechniętego oficera obok i poczuła, że może właśnie ta niespodziewana podróż da jej szansę na nowy początek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × trzy =

Pociąg do nowego początku