Po tym, jak powiedziałem żonie, że jej córka nie jest moją odpowiedzialnością, rodzinna tajemnica wy…

Po tym, jak powiedziałem żonie, że jej córka nie jest moim problemem, prawda o naszej rodzinie wyszła na jaw.

Robert od lat czuł się samotny. Nawet jego młodszy brat, Tomek, już dawno miał rodzinę żonę i dwójkę dzieci. A Robert ciągle sam, bez żony, bez dzieci, bez nikogo, kto czekałby na niego w domu. Cała rodzina pytała przy każdym spotkaniu: No kiedy wreszcie się ustatkujesz, kiedy zabawimy się na weselu? Robert miał tego dość. Po trzydziestce poczuł, że nie chce już dłużej być kawalerem.

Pewnego wieczoru, w klubie w centrum Poznania, przypadkiem zobaczył kolegę z pracy, bawiącego się z jakąś dziewczyną. Przysiadł się do nich i ich rozmowa potoczyła się całkiem naturalnie.

Cześć, Michał! Skąd się tu wziąłeś?
Hej, Robercie, to moja przyjaciółka z Warszawy. Przyjechała na weekend, więc wyskoczyliśmy do miasta.
Przedstawisz mnie?
To jest Kinga.
Witaj w Poznaniu, Kingo. Jestem Robert.
Miło poznać, zawsze cieszę się, gdy poznaję nowych ludzi.
Może się zaprzyjaźnimy?
Chętnie.

Kinga była wyjątkowa. Skromna, ale z klasą. Miła, a przy tym mądra. Robert był pod wrażeniem i czuł, że spotkał kogoś naprawdę wyjątkowego. W trakcie dłuższej rozmowy dowiedział się, że Kinga ma córkę Zofię, uczennicę siódmej klasy. Początkowo miał wątpliwości, ale później doszedł do wniosku, że zyska nie tylko partnerkę, lecz całą rodzinę.

Szybko zamieszkali razem w mieszkaniu na Wildzie. Wszystko układało się świetnie. Zosia ciągle była zajęta nauka, angielski, lekcje fortepianu. Latem wyjeżdżała do babci na wieś pod Kępnem.

Kinga jednak nie pracowała. Uważała, że skoro Robert zarabia dobrze jako informatyk w dużej firmie to jej nie musi się martwić o pieniądze. Ale z czasem Kinga zaczęła żądać coraz więcej. Nie chodziło o zakupy spożywcze czy rachunki za mieszkanie. Chciała, by Zosia miała korepetycje, balet, wyjazdy, stroje wszystko to kosztowało coraz więcej.

Robert, czy możesz dać mi jeszcze dzisiaj pięćset złotych? Zosia ma dodatkowe zajęcia i opłata jest wyższa niż zwykle.
Jasne, dziecko powinno się rozwijać.

Ale z każdym tygodniem wydatki rosły. Robert zaczął zauważać, że Kinga traktuje go bardziej jak bankomat niż partnera. W końcu nie wytrzymał i powiedział jej wszystko.

Kingo, dziś zadzwoniła wychowawczyni Zosi. Dzieci jadą na zieloną szkołę.
No i?
Chciałabym, żeby Zosia pojechała, ale muszę jej zapłacić za wyjazd. Wiesz, to spora suma, ponad tysiąc złotych. Jeśli nie pojedzie, będzie jej przykro.

Kingo, od dłuższego czasu tylko płacę za kolejne kursy, wyjazdy, lekcje Powiedz mi, czemu jej ojciec w ogóle nie dokłada ani grosza?
Wiedziałeś, że mam córkę, kiedy się poznaliśmy. Mógłbyś być bardziej wyrozumiały rzuciła z żalem. Myślałam, że jesteś dobrym człowiekiem.

Kinga rozpłakała się i zamknęła się w sypialni. Robert poczuł się winny, więc poszedł ją przeprosić i dał jej pieniądze na wyjazd Zosi. Ale atmosfera już się zmieniła. Dręczyła go jedna myśl: dlaczego ojciec Zosi nie bierze odpowiedzialności? Postanowił zapytać jeszcze raz.

Kingo, nie chcę kłótni, ale powiedz mi szczerze: czemu twój były mąż w ogóle nie interesuje się córką?
Nie zgadzam się na alimenty powiedziała twardo. Nie mieszam go do naszego życia.

Ale to niesprawiedliwe. Ja płacę za wszystko, a on nawet nie zapyta, co u własnej córki. Dla mnie to chore.
Czy ty naprawdę myślisz, że jesteś obcym dla Zosi? Moja córka miała cię traktować jak swoją rodzinę! wyrzuciła z rozpaczą Kinga.

Nie oskarżaj mnie. Robię, co mogę!
Nie potrzebuję jałmużny od byłego. Nie chcesz mi dać pieniędzy? To nie dawaj! Sama je zarobię, nie będę się prosić ani ciebie, ani jego. Jeśli masz już dość, lepiej będzie, jak się rozstaniemy.
Spokojnie, nie złość się. Porozmawiaj ze mną.

Nie chcę żadnych rozmów. Idę spać. Możesz spać na kanapie.

Robert położył się na rozkładanej kanapie w salonie i przewracał się z boku na bok, rozmyślając o tym, co stało się między nim a Kingą i Zosią. Wiedział, że problemy będą tylko narastać. Zosia rosła, wydatki będą coraz większe, a jej ojciec nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Pewnego dnia, przeglądając laptop Kingi, zobaczył zdjęcie jej byłego męża. Nowy samochód, markowe ubrania, widać, że świetnie mu się żyje. Zrozumiał, że nie jest biedny tylko duma Kingi sprawiła, że nie poprosiła go o pomoc. Robert wiedział, że czas porozmawiać z nim samemu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × trzy =

Po tym, jak powiedziałem żonie, że jej córka nie jest moją odpowiedzialnością, rodzinna tajemnica wy…