Kiedy mój syn powiedział, że zamierza wraz ze swoją rodziną wprowadzić się do mnie na jakiś czas, wcale mi to nie przeszkadzało. Rozumiałam, że ich mieszkanie było remontowane, więc nie mogli tam mieszkać. W tym czasie nawet nie wiedziałam, jak to się potoczy. Jeszcze przed ślubem mojego syna przeszła mi przez głowę myśl, że nie będą w przyszłości odpowiedzialnymi rodzicami. Synowa zaszła w ciążę przed ślubem, a w jej trakcie nie dbała o siebie za bardzo. Jadła niezdrowe rzeczy, a przecież dziecko potrzebuje witamin już w brzuchu. Już wtedy każde nasze spotkanie kończyło się kłótnią.
Po przyjściu na świat wnuka nie pozwolili mi się nim opiekować, więc po urodzeniu drugiego ich dziecka nawet nie próbowałam pytać ich znowu o to ponownie. Odwiedzając ich zauważyłam, że drugie dziecko jest wychowywane na prawdziwego egoistę, a w dodatku synowa nie dba do końca o jego odżywianie. Po przeprowadzce do mnie miałam nadzieję, że przynajmniej znajdą w sobie odrobinę szacunku dla mnie, starszej kobiety, ale nie – krzyczeli na mnie pod moim dachem. Synowa siedziała na urlopie macierzyńskim, syn pracował. Jego zarobki wystarczały, aby wyżywić całą rodzinę, ale nadal jedli jakieś gotowe, niezdrowe posiłki albo fast-foody.
Pewnego dnia postanowiłam zwrócić jej uwagę, mówiąc, że dojrzewający organizm potrzebuje zdrowego sposobu odżywiania, ale powiedziała mi tylko, żebym nie wkładał nosa w nieswoje sprawy. Potem w domu była napięta atmosfera nie mogłam tego znieść. Pewnego dnia podczas kolejnej kłótni, gdy synowa powiedziała, że nie dbam o wnuki i wydaję całą emeryturę na swoje koty, już po prostu nie wytrzymałam. Co za bezczelna dziewucha! Od tego czasu drzwi do mojego domu dla nich (prócz wnuków) są na zawsze zamknięte.




